Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Numer 73304-23-4153-6-96-8


papier · komentarzy 14

Numer 73304-23-4153-6-96-8

Dawno nie pisałem o niemych komiksach, czas to nadrobić. Tym razem w kontekście ostatniego komiksu Thomasa Otta, wydanym przez Kulturę Gniewu w czerwcu, wraz z „NSS 1990-2000”.

Z „Exitem” i „Cinema Panopticum” miałem do czynienia gdy te wchodziły na rynek. Nie kupiłem ich wtedy – to był mój błąd, który naprawiłem niedawno. Wymagało to ode mnie trochę wysiłku w poszukiwaniach, oraz większych nakładów finansowych w przypadku „Exita”. Te dwa lata temu Ott nie zachwycił mnie też do tego stopnia, by zakupić te albumy, czytałem egzemplarze kolegi. Co się zmieniło od tego czasu? Byłem na slajdowisku „Cinema Panopticum” stworzonym przez Dada Kombinat. Pozwoliło mi ono na nowo odkryć Otta. Muzyka akompaniująca komiksowi była świetnie dobrana, co zaowocowało fascynacją Ottem, a z „Numeru 73304-23-4153-6-96-8” uczyniło najbardziej przeze mnie wyczekiwaną premierę czerwca.

Tytułowy, zagadkowy ciąg cyfr zapisany jest na skrawku papieru, który zostaje znaleziony przez pewnego kata. Ten w pewnym momencie zauważa, że ten numer kieruje jego życiem. Liczby, które spotyka, numer telefonu pod który dzwoni, linia autobusu – wszystko jest częścią 73304-23-4153-6-96-8. „Skoro numer kieruje moim życiem, to czemu nie pokierować życiem tak, by mieć z tego korzyści?” – myśli sobie bohater. I w tym momencie, jak zawsze gdy bohaterowie Otta przejmują inicjatywę, zaczyna się robić niedobrze…

Historia jest zbudowana w typowy dla Otta sposób. Bohater zachowuje się tak, że od jego działań nie ma odwrotu, a czytelnik wie, że coś złego na pewno się stanie. Zmierza się do nieuniknionego. „Numer 73304-23-4153-6-96-8” jest fabularnie bardzo zbliżony do historii z walizką pieniędzy z „Exita”, co jest trochę zabójcze dla komiksu. Mimo sprawnie poprowadzonego opowiadania, dość dużej dawki humoru (także czarnego) i paru ciekawych twistów, czytelnik może czuć dyskomfort związany z tym, że w pewnym momencie da się dopowiedzieć to, co się stanie. Z drugiej strony – czyż Ott nie tak właśnie buduje atmosferę i relację z czytelnikami? Pomimo prostoty i tej potencjalnej przewidywalności, w komiks trzeba się zaangażować, bezwiednie tworząc w wyobraźni alternatywne wątki. Dzięki elementom, które pozornie są wadami, komiks najnormalniej w świecie wciąga.

Prostota historii wcale nie oznacza, że nie jest zastanawiająca. W trakcie lektury nasuwa się parę dość oczywistych, ale dających duże pole do rozmyślań, skojarzeń. Przede wszystkim chodzi tu o, charakterystyczną dla Otta, nietzscheańską (lub pitagorejską jak kto woli) koncepcję wielkiego powrotu. Wszystko jest zamkniętym cyklem, tak jak świat skupiony wokół obiektów-fetyszów. Kolejnymi moimi skojarzeniami są filmy: „Numer 23” z Jimem Carreyem i „Pi” Darrena Aronofsky’ego. Oba traktują o obsesyjnej numerologii, o liczbach, którym jest podporządkowane życie. Po przeczytaniu „Numeru” myśli wędrują w dwóch kierunkach, pierwszy jest magiczny, dopuszczający sytuację, która jest opisana w komiksie. Drugi jest wyrażony w taki sposób, pod adresem genialnego matematyka, przez jednego z bohaterów „Pi”:

Posłuchaj siebie! [..] Jeśli będziesz chciał znaleźć liczbę 216 w otaczającym cię świecie, znajdziesz ją wszędzie. 216 kroków od rogu ulicy do drzwi twojego bloku, 216 sekund które spędzasz jadąc windą… Jeżeli obsesyjnie czegoś szukasz, twój mózg przefiltruje rzeczywistość w taki sposób, że odnajdziesz to gdziekolwiek. Nieważne jaka liczbę wybierzesz: 22, 34, 315… ty wybrałeś 216 i teraz doszukujesz się jej wszędzie! Max, jeżeli odrzucisz metody naukowe przestaniesz być matematykiem, staniesz się numerologiem!

W kontekście tych skojarzeń i samego komiksu, tutaj pojawiają się rozważania o zewnątrz- i wewnątrzsterowności, zawodności ludzkiego umysłu, skłonności do mitologizacji. To tylko początek, bo te myśli są sprawnie obudowywane nowymi koncepcjami, przy kolejnym zapoznaniu się z komiksem. Ale, tak jak mówiłem, to wymaga zaangażowania czytelnika.

Numer 73304-23-4153-6-96-8

Sam nie wiem, czy jest potrzeba, by mówić o grafice Thomasa Otta. Idealnie oddaje ona ciężki i gęsty klimat komiksu. Sekwencja z rozdziału VII, w której są przedstawione wyobrażenia bohatera, jest nie do przebicia. A jeżeli ktoś nie wie czym jest scratchboard odsyłam do Wikipedii i scratchboardowego tutoriala. O „wydrapywaczach” Marek Turek zechciał napisać na swoim blogu.

Do samego Otta mam dwa zastrzeżenia, które dotyczą właśnie rysunków. Pogubił się gdy rysował celę. Ott daje do zrozumienia, że cele ze stron 9, 17 i 133 są tą samą, lub mają przynajmniej identyczny plan. Ta ze strony siedemnastej różni się od pozostałych tym, że widoczna jest część drzwi na samym dole. Raczej niedociągnięcie, póki co, nie znalazłem wytłumaczenia, że mógł to być celowy zabieg. Drugą sprawą jest coś, co wpisuje się w „grzęźnięcie w stylu”, o którym pisał Turek. Bohater „Numeru” wygląda praktycznie tak samo jak bohater opowieści „Prorok” z „Cinema Panopticum”, mają nawet ten sam kapelusz! Najlepiej zestawić stronę 83. „CP” i okładkowy kadr „Numeru”. Różnice są doprawdy minimalne.

W przypadku „Numeru 73304-23-4153-6-96-8” należy zwrócić szczególną uwagę na jakość wydania. Tak samo, jak przy poprzednich komiksach Otta, okładka jest twarda, strony grube i wręcz ociekające tuszem. Nowością jest materiałowy grzbiet z tłoczonym tytułem, tak jak w wydaniu zagranicznym.

Na koniec zachęcam do zakupu „Numeru”, który jest dla mnie najlepszą rzeczą, jaką czytałem w ciągu ostatnich paru miesięcy. Aha! I jeżeli okaże się, że Wasz PIN jest zawarty w tytule, to nie zmieniajcie go szaleńczo, jak jeden facet z tego artykułu.

komentarzy 14

  • oglądałem „numer 23” z żoną i bratem. kiedy zaczęły sie napisy końcowe była jak w mordę strzelił 23:23.

    szybki kielonek i napięcie opadło.

  • żle napisałem – z napięcia. była dokładnie 23:32.

    ale tez fajnie.

  • miłym elementem jest też cena albumu. a także fakt drukowania na każdej stronie tytułowego numeru, przez co czytelnik ciągle sprawdza, czy go nie ma przypadkiem na stronie, tym samym wzbudzając w nim to dociekliwe doszukiwanie się jakiegokolwiek powiązania z tym numerem.

    to był pierwszy komiks Otta, który miałem przyjemność przeczytać, więc nie zauważyłem tego, na co Konrad „narzekał”. a po dokładniejszej analizie grafiki powaliło mnie to jeszcze bardziej, niż pracki widziane w sieci.

  • Jeżeli już to Łukasz „narzekał” ;). I nie narzekałem.

  • JAPONfan

    Tak a’propo linku do artykułu i a’propo wspominanego Lebiedzia. Pan Lebiedz dostał w ryj przy wszystkich pracownikach. Potem poszedl na 2 miesieczne wakacje i go awansowali.

    PS. wygrzebalem spod sterty rzeczy starego scratchboard z mysla ze sobie go skoncze, Tylko czy ktos moglby mi wystlumaczyc koncowke tutka do przenoszenia pracy na zwykly papier?

  • Japon, ale jak i po co na zwykly papier?
    przeciez przenosisz rysunek z papieru na scratchboard a nie odwrotnie (i to jedynie kiedy nie chce ci sie robic rysunku do wydrapania bezposrednio na czarnym).

  • JAPONfan

    Ha! uciekło mi to zdanie „Position the photocopy of your drawing face-down on the scratchboard” a ja caly czas kombinuje ze jakis trik zeby odbic rysunek bez skanowania . My bad.

  • Mnie to w sumie też ciekawi, jak potem powiela/dygitalizuje się takie prace ze scratchboarda? Turu?

  • W przypadku „drapania na papierze” czyli tego co robi min. Ott, to tylko skaner, acha, drukuje w skali 1:1 , czyli wydruk jest prawie identyczny z oryginalem (swego czasu mozna to bylo zobaczyc min. na MFK, w ramach wystawy o komiksie szwajcarskim).
    A jak drapie sie np. na gispie, tak jak Dumala w swoich animacjach (wydrapac, zamalowac i znowu wydrapac), to drapie sie chyba szybciej i wygodniej, ale plyta ciezka, zeskanowac nie ma jak, zostaje tylko statyw i aparat.

  • można sobie rzucić czarne tło w programie i machać gumką tablecikiem. i bedzie to samo. skoro i tak potem to skanujemy, drukujemy i kupujemy na zwykłym papierze. bajer dla bajeru.

  • KRL: no wiesz, ale właśnie sam bajer też jest fajny. To tak jak np twórcom Baranka Shaouna mówić, że nie muszą się bawić w plastelinę, bo mogą wszystko na kompie wyrenderować.

  • Drapanki z kompa, sa bardziej miekkie, „ladniejsze”, podobnie jest z animacja lalkowa i komputerowa.
    Po prostu robiac cos na ekranie czlowiek zaczyna cyzelowac, wygladzac linie itp. , scratchboard robiony na kompie, w bitmapie i 600 dpi (czyli tak jak zeskanowany oryginal) wyglada dobrze dopiero po wydrukowaniu (na monitorze pikseloza, ze az razi w oczy).

  • JAPONfan

    Dla mnie (a w każdym razie tak mi sie wydaje) widać komputerowość. Każda technika ma jakiś własny myk a każda technika robinia na kompie zawsze ma dodatkowy widoczny myk komputera, wlasnie takie zmiekczenie linii. Na gipsie nie drapie sie wygodniej bo wlasnie gips nie wybacza. jak sie zdrapie razem z werniksem to cala plyta do wyrzucenia bo nie da sie tego zamaskowac. Gips zawsze będzie miał tam inny odcień i werniks bedzie inaczej wygladał i inaczej (mocniej albo slabiej) przylegal i inne bede kreski drapane w tym miejscu.

  • Ja bardzo się cieszyłem z materiałowego grzbietu. Ale do czasu, gdy tłoczone litery znajdujące się na materiale nie zaczęły nagle znikać. Niemniej nei robię z tego wielkiego „halo” i mam nadzieję, ze KG przy nastepnych komiksach popracuje trochę nad lepszym „tłoczeniem”.

    Komiks sam w sobie robi wrażenie duże, acz właściwie nie ma tutaj nic nowego, czego nie znaleźliśmy w „Exit” i „Cinema …”. Największe wrażenie zrobił na mnie moment, gdy bohater główny zaczął popadać w szaleństwo. Przerażające…

Dodaj komentarz