Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Calvin i Hobbes: To magiczny świat


papier · komentarzy 8

Calvin i Hobbes: To magiczny świat

O „Calvinie i Hobbesie” można by było ciągle pisać to samo. Czyli, że genialny, zabawny, inteligentny, uroczy. Na tym mógłbym zakończyć ten wpis, na wytłuszczonym polecam i linku do notki o poprzednim tomie. Tak się nie stanie – ten wpis będzie okazją do ponarzekania i podlinkowania paru ciekawostek.

Podobno naukowcy obliczyli, że dorośli śmieją się średnio ok. 20 razy dziennie. Dzieci w wieku przedszkolnym, raptem 300-400. Skoro tak, to czytając tom „To magiczny świat” ja jestem małą dziewczynką. Uśmiałem się tak, że mnie bolał brzuch (a od kiedy robię Szóstkę Weidera wiem co to znaczy). Calvin osiąga nowy poziom w swojej kreatywności, jest tam parę naprawdę dobrych solówek rodziców Calvina, a opiekunka Rosalyn pokazuje nową twarz. No i Calvinball rośnie w siłę! Kolejny raz otrzymujemy to, co tygrysy lubią najbardziej – mega-super-pfujowo-filozoficzny rozbawiacz.

To czemu będę narzekał? Bo „To magiczny świat” jest ostatnim (jedenastym) oryginalnym tomem „Calvina i Hobbesa”. Ten tom jest zwieńczeniem całej ich historii, a ostatni pasek jest ostateczną puentą. Jeżeli zastanawialiście się dlaczego na samym końcu komiksu mamy to-co-mamy, to już wiecie – to ostatnia rzecz jaką Watterson zamieścił w „Calvinie i Hobbesie”. A Egmont jedenasty tom wydał jako dziewiąty, przestawiając kolejność. Plask. Z tego też powodu, występujące w tomie „To magiczny świat”, poszukiwanie skarbów bierze się znikąd. Bo przypuszczam, że ten motyw, chronologicznie, i co za tym idzie – szerzej (jak to jest w tej serii), przedstawiony jest w dziesiątym (przedostatnim) tomie – „There’s Treasure Everywhere”. Pewnie istnieje jakieś logiczne wytłumacznie.

Kolejną rzeczą jest, bardziej odczuwana niż zwykle, sztuczność tłumacznia. Czasem po prostu coś nie gra, bądź tekst brzmi dziwnie stylistycznie. Do tego dochodzą literówki. Zdaje mi się, że widziałem dwie, ale teraz oczywiście, kartkując na szybko, nie mogłem ich znaleźć.

„Calvin i Hobbes” jest wart każdej ceny, mimo że tradycyjnie pokręcę na nią nosem – bo osiem stron mniej niż w poprzednim tomie, a cena ta sama! W sierpniu następna odsłona najlepszej humorystycznej serii, ciekawe czy Egmont wyda numer dziesiąty czy dziewiąty jako dziesiąty. Smutna wiadomość – jeszcze dwa tomy i cykl się kończy, wszak to tylko ponad 3100 pasków. A teraz spójrzcie na gadżety z Calvinem, chcę badzika i krawat. Zajrzyjcie też na zbiór wczesnych prac Billa Wattersona. Widzicie, jak Bill rysuje samego siebie? Teraz oczami wyobraźni wymażcie wąsy i kogo widzicie? Tatę Calvina! To było przenikliwe.

komentarzy 8

  • Łączę się w bólu w temacie 6Weidera.

  • Krok Egmontu to absolutne nieporozumienie. „C&H” jedna z niewielu serii humorystycznych, jakie drukowali porządnie, po kolei (przeskakują „Dilberta”, „Garfielda” drukują w bodaj pięciu różnych wersjach), a tu nagle taki bezsensowny ruch. Bo format taki sam, jak „dni są po prostu za krótkie”?

  • Tak, format ten sam.
    Ale wkurza przede wszystkim puszczenie teraz ostatniego tomu. Pewnie, Calviny można czytać niechronologicznie i też będzie fajnie i zabawnie, ale to jest OSTATNI TOM i ostatni mesydż Wattersona wypowiedziany przez Calvina i Hobbesa. Zakładam, że Bill miał jakiś plan na całość, również na zakończenie – i zakończył cykl właśnie zgodnie z zamysłem swym. A Egmont wydał to przed dwoma wcześniejszymi tomami. Sic!

  • JAPONfan

    Niemozliwe! Ze niby ten tekst o nowym poczatku i czystej kartce do zarysowania? Beezdura!

  • No nie? Kto by pomyślał.

  • Stałem wczoraj w tym Empiku i stałem…

    Patrzyłem na nowego Calvina i patrzyłem…

    I wyszedłem z Thorgalem. Jakoś mnie odstrasza fakt, że to już „koniec”. Chyba wkrótce kupię, ale przeczytam po wydaniu 9 i 10.

  • Nie zauważyliście czegoś, co jest dużo gorsze niż to, że Egmont wydał ostatni tom wcześniej. Przyjrzyjcie się uważnie stronom kolorowym (zwłaszcza na końcu tomu). Sporo odcinków jest paskudnie zeskanowanych (wychodzi mora), ale absolutnym skandalem jest to, że kilka stron jest wydrukowanych ze słabych JPGów! (widać kompresję)

  • A to insza inszość. Już nie zwracałem na to uwagi, bo słaba jakość już była wcześniej. Niestety nie mam wszystkich komiksów na miejscu (wywiezione do Łomży), żeby zweryfikować, ale na przykład w nowym Hellblazerze jest podobnie. Wystarczy spojrzeć na grafiki dzielące rozdziały, czy okładkę.

Dodaj komentarz