Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Nothing Better


internet · komentarzy 8

nothing better

Pamiętacie taki serial jak „Siódme niebo”? Ten, w którym starano się pokazać, że chrześcijaństwo jest fajne? Głównie przy pomocy Jessiki Biel. Leciał u nas w weekendy na Jedynce, jakoś tak przed południem. Kilka razy trafiliśmy na niego z Martą i śmialiśmy się jak fretki, nieco sprzecznie z intencją autorów.

Nie możemy dopuścić aby ojciec przestał być pastorem!

Mimo wszystkich naszych śmichów chichów był to serial z misją. „Ich pięcioro” też opowiadało o losach i przebojach wieloosobowej rodziny, ale tam religia pojawiała się jedynie przy okazji kolejnych ślubów i było jej tyle, co pastor stojący przy ołtarzu. Podobne poczucie misji zacząłem wyczuwać podczas lektury „Nothing Better”, komiksu należącego do tak hołubionego przeze mnie gatunku studenckich obyczajówek.

Punktem wyjścia dla historii jest konflikt osobowości pomiędzy Jane i Katt, studentkami pierwszego roku, które dzielą ze sobą pokój w akademiku. Pierwsza jest spokojna, ułożona i wiara zajmuje ważne miejsce w jej życiu. Druga jest tą niby bardziej zbuntowaną, choć jej bunt ogranicza się właściwie do imprezowania, palenia oraz podrywania chłopaków na jedną noc. Twierdzi również, że nie wierzy w Boga, co nieco dziwi, zważywszy, że postanowiła się zapisać do luterańskiej uczelni.

nothing better

Mamy więc dwie współlokatorki, które muszą się dotrzeć aby zostać przyjaciółkami, grono ich znajomych oraz przeróżne uczuciowe kombinacje i wynikające z nich perypetie. No i toczą się jakieś luźne obyczajowe gadki, problemy gdy nagle łup! Zaczynają się rozmowy na temat Boga, wiary i roli religii w życiu człowieka. Właściwie cały spór pomiędzy Jane i Katt toczy się wokół tych spraw.

Przyznam, że nie spodziewałem się tego. Pierwszą moją reakcją było mruknięcie „oho, ktoś tu probuje mnie ewangelizować” połączone z krzywym uśmieszkiem, jaki wykwitał na mojej twarzy podczas oglądania „Siódmego nieba”. Potem, wraz z czytaniem, doszedłem do wniosku, że chyba jednak jestem przewrażliwiony i że to w końcu Ameryka, gdzie protestanckie podejście do wiary jest zupełnie inne niż otaczająca nas polska wariacja na temat katolicyzmu. Czy też chrześcijaństwa. I że to nic złego, jeżeli autor – Tyler Page, stara się mnie przekonać, że jakiś tam bóg jednak istnieje.

Gdy więc przeszedłem nad tym do porządku dziennego, „Nothing Better” stało się dla mnie sprawnie rysowaną, sympatyczną obyczajówką z kilkoma niekonsekwencjami w budowaniu postaci. Choć w sumie można to zwalić na moment życiowy w którym znajdują się główne bohaterki i ich gwałtownemu usamodzielnianiu się i wchodzeniu w dorosłość.

Przyjemna i momentami całkiem odważna rzecz, mimo pewnych uproszczeń.

komentarzy 8

  • Zobaczymy, przeczytamy ;)

    btw. zapomniałeś podlinkować ;)

  • Konrad wybył na zajęcia, więc ja podlinkowałem, mam nadzieję, że dobrze.

    Dzięki za zwrócenie uwagi.

  • Na serio zapomniałem podlinkować do komiksu? plask, przepraszam, dziwaczne niedopatrzenie.

  • hmm,
    tak to bywa z przewrażliwionymi katopolakami, że zamiast na ciekawsze elementy dzieła, od razu rzucają się na wątki religijne, jakby ich nikt nie nauczył innego postrzegania świata.
    rozumując w ten sposób należy uznać, że wszyscy studenci uksw i kul, itp., to jacyś fanatycy religijni ogarnięci ideą krucjaty. bez przesady!
    a tak chwaląc się, to jestem posiadaczem wydania papierowego, z autografem autora i cenię sobie bardzo ten komiks.

  • No ja jestem raczej przewrażliwionym postkatopolakiem. Ale jak widzisz, refleksja przyszła całkiem szybko :)

  • Robweiller

    Znam paru studentów UKSW i rzekłbym, że daleko im raczej do miana religijnych krusejderów.

    A niektórzy mają nawet odbicie w drugą stronę.

  • Miałem studiować dziennikarstwo na UKSW tam jest ono na teologii, na którą wstęp mają tylko katolicy. Gdy telefonicznie kontaktowałem się z uczelnią panie nie były w stanie mi odpowiedzieć czy jako „innowierca” (jestem baptystą) mogę studiować jakiś kierunek na tym wydziale :-)

    A po NB kiedyś będzie trzeba sięgnąć kiedyś – lubię studenckie obyczajówki.

  • CZ – mój kumpel jest z kolei luteraninem i nie robili mu kwasów w przypadku zdawania na matematykę :)

Dodaj komentarz