Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Iron Man


film · komentarzy 10

Iron Man
Postać Iron Mana znałem tylko z Mega Marvela wydanego dziesięć lat temu. Nie jest to najbardziej popularny bohater Stana Lee, co widać po rodzimych publikacjach. Dlatego na film szedłem bez konkretnych oczekiwań – nie spodziewałem się adaptacji i bardzo dobrze, że jej nie dostałem.

Pokrótce – Tony Stark jest multimilionerem prowadzącym firmę sprzedającą broń. Nie ma problemów moralnych z tym co robi, na co dzień dobrze się bawi, pławi w luksusie, pije oraz bzyka modelki i dziennikarki. W pewnym momencie jego spokojne życie zamienia się w koszmar, a on po wyjściu z niego zaczyna wątpić w to co robi. Nie chce już być handlarzem śmiercią, chce pomagać i coś zmienić – chce być Iron Manem.

Praktycznie połowa filmu składa się z historii o tym, jak doszło do tego, że Tony Stark został Iron Manem. Ten origin jest dobrze poprowadzony, nie przegadany i pasujący do dzisiejszych realiów (bądź realiów w niedalekiej przyszłości). Kolejna połowa filmu to klasyczna rozpierducha – czyli to, po co się przyszło do kina. Wybuchy, fajne efekty specjalne, parę zabawnych momentów – „Iron Man” to dobry popcorniak i nic dziwnego, że staje się blockbusterem (o ile już się nie stał).
Iron Man

Film stoi świetną kreacją Roberta Downeya Jr. którego ostatnio widziałem w „Zodiaku”. Potrafi dobrze zagrać zblazowanego, niestroniącego od alkoholu kobieciarza, do tego z ciętym dowcipem. Oprócz tego mamy Jeffa Bridgesa, Gwyneth Paltrow, a w pewnym momencie pojawia się nawet Samuel L. Jackson (zostańcie po napisach) – jednym słowem gwiazdorska obsada.

To co w filmie podobało mi się, oprócz wybuchów i rozpierduchy, to bardzo mała ilość krwi. Mimo że film jest nastawiony na rozwałkę to nie jest brutalny. Twórcy umieli także nie epatować seksem, nie wprowadzać niepotrzebnych romantycznych wątków oraz pokazać, że Stark swoje superbohaterstwo zawdzięcza pieniądzom, do których doszedł dzięki inżynierskiemu umysłowi. Dzięki temu mimo że „Iron Man” trwa dwie godziny, nie nudzi i jest spójny.

Zachęcam do pójścia do kina, bo zdecydowanie jest to film do zobaczenia na dużym ekranie. Dobra ścieżka dźwiękowa, nie porażające, ale przyzwoite efekty specjalne. Dla kogoś kto superbohaterskie i komiksowe klimaty lubi – must see, bo z ostatnich takich filmów „Iron Man” jest naprawdę najlepszy. Cieszy mnie również fakt, że polski dystrybutor nie nazwał filmu „Człowiek z żelaza” bądź „Człowiek Żelazko”.

Linki:
Obowiązkowo „Iron Man” Black Sabbath
I wersja Kukiza
Oficjalna strona filmu
By być tak ‚extreme’ jak Iron Man śmiertelnik może spróbować Extreme Ironing

komentarzy 10

Dodaj komentarz