Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Słynni Polscy Olipijczycy – Wagner i Małysz


papier · komentarzy 15

slynni slynni

Za każdym razem gdy jakaś duża firma zaczyna wkładać kasę w komiks myślę sobie, że może wcale nie jest tak źle z komiksem u nas, skoro ktoś nastawiony na zysk chce w niego zainwestować. No bo skoro wydawca wielkości Agory czy Axel Springera wykłada pieniądze, to raczej robi to w oparciu o badania rynku, kalkulacje, słowem – widzi potencjał.

Krótki epizod Axel Springera z „Dobrym Komiksem” nieco te przekonanie nadszarpnął. A teraz Agora przy triumfie fanfar i sporej kampanii reklamowej wypuszcza dwudziestoalbumową serię pt. „Słynni Polscy Olimpijczycy”. Niejako w związku z tegorocznymi igrzyskami w Tybecie. Znaczy się w Pekinie.

Sam sportem pasjonuję się średnio, bardziej niż konkretne nazwiska zajmuje mnie oglądanie samej rywalizacji. Nie muszę też dodawać, że same zawody oglądam właściwie wyłącznie przy okazji większych imprez. Takich jak mistrzostwa świata i europy czy olimpiady. Już z tego względu nie wydaję się docelowym czytelnikiem „SPO”.

No ale skoro wychodzi w Polsce jakiś nowy komiks, na dodatek w takich okolicznościach, to warto to sprawdzić.

Już dwa tygodnie temu stękałem nieco nad samym pomysłem i nie spodziewałem się po serii zbyt wiele. Przyjąłem, że docelowym czytelnikiem „SPO” mają być dzieci w okolicach 8 – 12 roku życia i myślę, że akurat one powinny być z lektury zadowolone. Poznają nieco historii, faktów i już. Cała reszta czytelników będzie chyba jednak srogo zgrzytać zębami. Jeszcze pierwszy numer, poświęcony Hubertowi Wagnerowi wypadł, przy zaniżeniu oczekiwań, całkiem nieźle. Ale już drugi, o Adamie Małyszu, to już srogi suchar. Na dodatek opowiadający głównie o jego karierze poza skoczniami olimpijskimi.

Po prostu te komiksy są niemożebnie drętwe. Rysunki jeszcze ujdą w tłoku, jednak teksty są potwornie nadęte i sztywne. No, ale może po prostu jestem na nie za stary i przeczytałem o te parę komiksów więcej niż oczekują marketingowcy Agory.

Boję się trochę, że wydając tego typu pozycje wydawca wtopi i potem długo nie zdecyduje się znowu zaryzykować z komiksem w Polsce. Z drugiej strony, mimo że cena za album jest całkiem w porządku, to nie mam ochoty więcej marnować kasy, więc następnych części już nie kupię. Ciekawostka ciekawostką, ale te komiksy nie są po prostu dla mnie.

Może za 20 lat seria będzie się cieszyć jakimś sentymentem dzisiejszych dziesięciolatków, ale chyba nie będzie ich zbyt wielu.

komentarzy 15

  • tiaaa, ja spasowałem już po pierwszym tomie…

  • Ja może sobie kupię album o Andrzeju Grubbie. Jak byłem dzieciakiem strasznie się jarałem ping-pongiem, znaczy samą grą (taki substytut automatowego mordobicia) i miałem wówczas paletkę marki STIGA sygnowaną nazwiskiem Grubby właśnie. Dalej ją zresztą mam. Solidny kawałek deski i kilku warstw gumy. Eh i znowu się na sentymenty nazbierało…

  • Fakt, też uwielbiałem Andrzeja Grubbę, głównie przez to, że ciągle było coś o nim w „5-10-15” i „Teleranku”.

    Ciekaw jestem co Nawrot, scenarzysta, wykmine w przypadku Otylii Jędrzejczak.

  • Dla mnie pierwszy tom był.. w porządku.

    Drugi jest masakryczny – tak rysunkowo, jak scenariuszowo. Właściwie o występującym gościu z wąsikiem (to Małysz?!) dowiadujemy się niewiele.

    Kulminacją koszmarnej formy jest strona 27. Łoo.

  • Robweiller

    Kolec, co jest na tej stronie 27?

  • Nie wiem jak mozna sie spodziewac po takich projektach czegos wiecej niz totalnej beznadziei. Przeciez juz na poziomie pomyslu nikt w takim wydawnictwie nie planuje zrobic dobrego komiksu, a nawet czegos co mogloby uczciwie nazywac sie komiksem. Przepis jest prosty: Znane nazwisko/Znana historia + rysunki jak zdjecia + wypelnienie tekstem wolnego miejsca. Wystarczy ze sprzeda sie w oplacalnych ilosciach.

  • ja spasowałem przed pierwszym tomem…

  • Rob: Małysz lecący nad zielonym gradientem.

    Panki: za krzty romantyzmu w Tobie nie ma, nieładnie!

  • Dla mnie to dość dziwne, że zrobili konkretny casting na rysowników, ale na scenarzystów już nie. Chociaż z takich strzałów jak Kron można by wywnioskować, że i znani scenarzyści mogliby się wyłożyć. ;)

  • Ten Nawrot zrobił kiedyś taki zbiorek o wpadkach komentatorów sportowych czy coś..
    :)

  • Robweiller

    W sumie jednak co się dziwić.

    Za całość odpowiada jeden scenarzysta, który w krótkim czasie miał wykminić dwadzieścia olimpijskich hagiografii. Co by nie powiedzieć, to dość tytaniczne zadanie i trudno tu oczekiwać arcydzieł, zwłaszcza w warstwie dialogowej.

  • No, ok, odpowiadał jeden, ale mogło dwóch lub trzech.

    ALBO mogli to potem przesłać do jakiegoś komiksowego scenarzysty do korekty.

  • Robweiller

    Pewnie, że mogło dwóch lub trzech. Ale co poradzić.

    Szkoda, że w tym zestawieniu nie ma zeszytu poświęconego Wojciechowi Fortunie, bo jego losy mogłyby stać się kanwą naprawdę interesującego komiksu.

  • No.. byłoby dużo historii jak jeździł taksówką w USA. Z tego co wiem Fortuna został na prawie 20 lat zapomniany, miał chyba problemy z alkoholem itd. w latach dziewięćdziesiątych na trochę sobie o nim przypomnieli jako o emigrancie bo książkę napisał. A później znowu wszyscy o nim zapomnieli i znów sobie przypomnieli jak Małysz zaczął brylować. Nie wiem czy komiks o nim byłby interesujący – chyba, że cały komiks byłby o jego występie w Sapporo.

  • Fortuna, skoczek tak? jest w zeszycie o Małyszu. Sam zeszyt jest bardziej o historii polskich sportów zimowych niż o Małyszu w sumie

Dodaj komentarz