Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Chuck Palahniuk – Dziennik


książki · komentarzy 8

Dziennik
Kiedy ostatnio czytaliście jakiś dziennik bądź pamiętnik? Ja wielokrotnie twierdziłem, że czytałem pamiętnik mojej siostry, a znajdywanie go traktowałem jak sport. Oczywiście doń nie zajrzałem, ale co nawkurzałem młodsze rodzeństwo to moje. Chodzi mi o książki w formie dzienników. Pewnie, wszędzie jest pełno travelogue’ów, niektórzy znają pewnie „Dzienniki” Gombrowicza, ale szersza publiczność niewiele ich sobie przypomni. Aha, brać komiksowa zna travelogue Guy Delisle’a oraz quazi-pamiętnik Śledzia. Ale dziennik nie jest formą bardzo popularną, szczególnie gdy chodzi o fikcję. „Przypadki Robinsona Cruzoe” Defoe, „Dracula” Stokera czy ostatnio „Dziennik Bridget Jones” Fielding to wyjątki, które są rozpoznawalne. Pora poznać „Dziennik” Chucka Palahniuka.

Parę słów o dorobku autora…
Chuck Palahniuk jest znany w Polsce już z trzech książek: „Fight Clubu”, „Rozbitka” i „Udław się”. Oprócz tego, w 1999. roku, David Fincher („Siedem”, „Zodiak”) zekranizował „Fight Club”, który ma swoją rzeszę fanów, z wyżej podpisanym włącznie. Pierwszego sierpnia tego roku premierę ma mieć kolejny film na podstawie prozy Palahniuka – „Choke” („Udław się”) – który już zdobył specjalną nagrodę jury na Sundance Film Festival 2008. Znając książkę mogę powiedzieć, że film może okazać się jeszcze lepszy niż „Fight Club”, bo temat jest niesamowicie nośny, a sądząc po przykładowych jutubowych scenach praktycznie nie odbiegnięto od książki. Nie mogę się doczekać.

…i o samej książce
Jak już zostało powiedziane w domyśle, „Dziennik” ma formę… dziennika, którego autorką jest Misty Wilmot – niespełniona artystka. Jest on kierowany do męża Misty – Petera, który próbował popełnić samobójstwo. Misty miała być sławną malarką, lecz obecnie jest nieudaczniczką, kelnerką w hotelu na wyspie Waytansea, samotnie wychowującą córkę Tabbi. Jej mąż natomiast powoli zamienia się w warzywo, a ona pisze dziennik jego śpiączki. W pewnym momencie do Misty zaczynają wydzwaniać ludzie, którzy kiedyś powierzyli remonty swoich domów Peterowi. Skarżą się, że zginęła im kuchnia bądź sypialnia. Okazuje się, że Peter ukrył tam swoje przesłanie do świata. Tak zaczyna się „Dziennik”, traktując po drodze o okolicznościach spotkania Petera i Misty w szkole artystycznej oraz relacjonując dzień po dniu żałosne życie Misty, która powoli zaczyna tracić rozsądek i zaczyna pić. A miała być wielką artystką…

Historia jest zbudowana typowo dla Palahniuka. Na początku mamy na pozór dość zwyczajną sytuację, która stopniowo zaczyna się przeradzać w coś chorego, odsłaniając mistyfikację (nomen omen), której został poddany główny bohater. Dopiero na końcu Palahniuk pokazuje, jak wszystko składa się w logiczną i przerażającą całość. „Dziennik” można czytać jako thriller, jako stadium manipulowanej osoby, jej choroby, zamknięcia w świecie oderwanym od rzeczywistości. Dlatego tę książkę czyta się z wypiekami na policzkach, bo w każdym rozdzialiku (każdy opowiada o innym dniu i ma maksymalnie pięć stron) Palahniuk odsłania rąbka tajemnicy. Dlatego ciągle chce się więcej i więcej. Bo po paru stronach okazuje się, że to co do tej pory uważaliśmy za słuszne okazało się totalną bzdurą. To tak jakby czytać kryminał, nie z jedną ale z siedmioma scenami salonowymi.

Dziennik
Kolejną rzeczą są typowe dla Palahniuka „ciekawostki”, które mimochodem wplata w opowieść. To z „Dziennika” dowiedziałem się czym jest Zygomaticus Major, Syndrom Stendhala i na czym polega archetypowy test Carla Junga. To tak jak w „Fight Clubie” mogliśmy usłyszeć, że człowiek może połknąć pintę krwi zanim zacznie mu się robić niedobrze, bądź jak się robi nitroglicerynę. Dla niektórych może to się wydać intelektualnym onanizmem bądź natarczywym cytowaniu encylopedii, ale mi zdecydowanie podchodzi. Pamiętacie jak Banksy swojego czasu robił tzw. gallery hacki – czyli wieszał swoje obrazy w renomowanych muzeach i galeriach? Chuck Palahniuk dokładnie to samo opisał w „Dzienniku”, a zrobił to w 2003. roku. Banksy jako galeriowy guerilla zadebiutował w 2005. Dziwne, prawda? Palahniuk to zauważył w jednym eseju, odnosząc się do innej swojej książki – „Haunted”. Żeby natomiast ten wątek zakończyć, pokażę polskiego, nieudolnego naśladowcę.

Nie umiem pisać o książkach, jak widać popełniam mnóstwo dygresji, może niepotrzebnych. Zatem do rzeczy – czemu „Dziennik” mi się podobał? Bo jest wciągający, zjawiskowy, trzymający w niepewności. Palahniuk zwala z nóg swoim czarnym humorem i brakiem kompromisów, w „Dzienniku” nie ma wygranych. Trzeba też powiedzieć, że „Dziennik” nie jest najlepszą książką Palahniuka, co nie oznacza, że jest książką złą. Po prostu w moim prywatnym rankingu przoduje „Udław się”. „Dziennik” ma też tę wadę, że jak już powiedziałem – jest zbudowany typowo dla Palahniuka. W związku z tym, zaznajomieni z jego prozą mogą poczuć pewną wtórność. Co i tak nie zmienia ogólnego wrażania po przeczytaniu książki. Wow factor osiągnięty. Jeżeli Chucka Palahniuka jeszcze nie czytaliście – zacznijcie, nie wiecie co tracicie.

komentarzy 8

  • Ja ostatnio czytam dzienniki Żeromskiego, tyle, że on kilkanaście tomów ich popełnił. Niezły gagatek.

  • Hejoł,

    był w końcu któryś z Was w Krakowie na Sakaim?

  • Nie. Z chęcią bym się wybrał, ale kolosa miałem ;). Jutro można spodziewać się małej relacji (może fotorelacji) z Warszawy za to.

  • U mnie można obejrzeć i poczytać conieco ze spotkania w Krakowie dla odmiany.

    PS. Warto iść :)

  • Chyba „warto było” chciałeś napisać :).
    A relacje – spoko, gdy będę pisał notkę postaram się zalinkować do jak największej ilości relacji wszelakich.

  • JAPONfan

    Wkrótce na stronie imago powinny byc zdjecia z „na pewno” podpisywania i „chyba” spotkania z autorem. Stan rzeczywiscie banan na twarzy ale jak doszlismy z bele do wniosku my tez przy takiej ilosci sprzedazy i fanow bysmy sie ciagle usmiechali. Mam dedykacje dla JAPONFAN Ha!

  • Ale Bele tak czy siak się ciągle uśmiecha, więc to żaden bajer.

  • Robweiller

    Ja pewnie jutro się zjawię w CK (jak zdążę), a jak nie zdążę to do buców zajrzę. To sobie przybijemy to i owo.

Dodaj komentarz