Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Doomsday


film · komentarzy 19

Doomsday
Idąc na „Doomsday” Neila Marshalla wiedziałem tylko jedno – że jest to film postapokaliptyczny. Nic więcej. Ponieważ ostatnio wkręciłem się w temat zombie (m.in. za sprawą książki „Zombie Survival”) liczyłem na to, że będzie to film właśnie o żywych trupach. Nie udało się. Na szczęście ten zawód nie przeszkodził mi dobrze spędzić czasu.

Fabuła „Doomsday” jest banalna. W roku 2008. Szkocję zaatakował śmiertelny wirus – „kosiarz”, rząd Wielkiej Brytanii podejmuje decyzję o całkowitym zamknięciu tej części Królestwa. Cała Szkocja otoczona zostaje murem, a ludzie pozostawieni są na pastwę wirusa i społecznego nieporządku. Po 25 latach okazuje się, że wirus znów zaatakował Anglię, a zdjęcia satelitarne wykazały, że w zapomnianej Szkocji są ludzie. Zakładając, że są oni odporni na działanie wirusa, rząd postanawia wysłać za mur ekspedycję, która ma znaleźć lek. Ekspedycją dowodzi piękna Eden (Rhona Mitra). Ot, i cały zamysł. Czy im się uda? Co napotkają na swojej drodze? Czy rząd wyjawia wszystkie swoje intencje?

Jedno trzeba powiedzieć – „Doomsday” to typowo popcornowa rozrywka. Nie ubawiłem się tak od czasu obejrzenia „John Rambo” i „Shoot ’em up„. Jednym z powodów tego ubawienia jest pomieszanie niesamowitej ilości motywów. Z jednej strony znajdujemy się nagle w madmaxowym świecie o bravehartowo-plemiennej stylistyce, gdzie ludzie zamienili się w barbarzyńców z toporami, którzy równie dobrze – patrząc po wyglądzie, mogliby zasilić szeregi Prodigy. Z drugiej – po paru fajnych, rozrywkowych scenach akcji, towarzyszymy naszym bohaterom w wędrówce na modłę „Władcy Pierścieni”. Serio – w pewnym momencie nawet pojawiają się Nazgule. Później jest jeszcze lepiej, z „Mad Maxa” robi się średniowiecze, mamy rycerzy, zamek, pojedynki na miecze i kiścienie, totalny tygiel. Jest rok 2032. – przypominam. Oczywiście są wybuchy i pościgi, nawet Bentley skaczący przez autobus (jak w trailerze).
Doomsday
Kolejnym powodem są po prostu komediowe gagi, których jest niemało. A to ktoś kogoś w ryj strzeli, a to komuś odpadnie przyszyta głowa, takie tam. Do tego trzeba dodać dość udany soundtrack i wspomnianą już Rhonę Mitrę, którą do tej pory kojarzyłem tylko z „Nip/Tuck”, i mamy całkiem udany, luźny film. Pewnie – jest trochę głupkowaty, realizm nie jest zachowany oraz mamy wiele nieścisłości, ale czego się spodziewać po filmie akcji? Jeszcze do tego thrillerze sci-fi. Film to zlepek motywów znanych z „Jestem Legendą” czy „28 dni później”, ale broni się humorem i bezpretensjonalnością. W konwencji mało ambitnej rozrywki „Doomsday” sprawdza się świetnie. Nie jest to film, który poleciłbym każdemu, trzeba jednak trochę lubić postapokaliptyczne klimaty i mieć nastrój na niską rozrywkę. Dlatego do kina nań nie gonię, ale zachęcam, bo w porównaniu z inną premierą z zeszłego tygodnia, którą widziałem („Nieodebrane połączenie” – przeróbka japońskiego), ten film daje przynajmniej jakiegoś kopa.

Linki:
Jeden z zabawnych pościgów z „Doomsday”
Rhona Mitra w „Ali G in da house” – scena bankietowa wymiata

film

komentarzy 19

  • Niestety się nie zgodzę ;) Daaawno się tak nie wynudziłem na filmie :/ Ogólnie przypomina fabułą i wykonaniem kiepski film klasy B. Dziwne że to w kinach puścili a nie na Polsacie ;)

  • Fabuła bardzo przypomona „Ucieczkę z Nowego Jorku” z Kurtem Russellem z 1981

  • przypomina eh

  • Ada, nie mówiłaś, że się wybierasz na to.

  • Bo ten film to zlepek i ‚ucieczki…’, i Aliens, i Mad Maxów, i co ino. A że klasy B? To jest po prostu profesjonalnie zrobiona zabawa konwencją klasy B. Coś jak Deathproof (zresztą pościg u niego się przy tym chowa.

  • Jeżeli pościg z Deathproofa wymięka przy Doomsdayu, to ja to muszę jednak obejrzeć.

  • @Ada – no, odniesienie do „Ucieczki..” jest tak oczywiste już ze względu na osobę Eden podobną poniekąd do Snake Plisskena, wiesz dlaczego :).

    @Tomek – gusta, cóż zrobić. A to, że konwencja filmu klasy B – pewnie, ale właśnie dzięki temu na filmie się fajnie bawi.

  • nie byłam na filmie tylko czytałam o nim i od razu mi sie skojarzyło

  • @lukaszb – No mnie jakoś nie bawił ;) Wymagań specjalnych nie mam ale jednak średnio im to wyszło. Może gdyby akcja się szybciej rozwijała a tak trochę nudnawo wyszło.

  • że co? akcji za mało??? początek owszem – długawy ale nie nudny, a potem to już nie ma nawet przerw na oddech. cały widziałeś?

    Łukaszku – upraszczasz, analogii jest więcej. Muzyka momentami pod Carpentera, jeden typo z teamu nazywa się Carpenter, wspomniany motyw, czy szkielet fabuły – zesłanie do enklawy, gdzie jest do wykonania misja, w środku dzicz, jak dadzą dupy to mogą nie wracać. Sama Eden bliższa jest natomiast do major Kusanagi z GITSa, niż do Snejka.

  • Nie upraszczam, raczej chodziło mi o komediową stronę tego, że Eden nie ma oka ;).
    Mniej więcej godzinę temu skończyło się „Od zmierzchu do świtu” na TVP1. Fajnie jest sobie przypomnieć od czasu do czasu. Ala’ B jak nic ;). No kurde, Santanico Pandemonium to jest to! Vampires. No Interviews.

  • I ulubiony brzydki mexykaniec całego świata jako barman :]

  • amerykanie pieją z zachwytu nad tym filmem. ale oni są głupi.

    kiedy zekranizują fallouta kurde w końcu ?

  • ostatnio amerykanie pieja z zachwytu nad wszystkim co sie nie dzieje w usa ;)

  • titos – nie widzę związku. ma się ten film nam nie podobać, bo amerykanie potrafili się poznać na dobrym kinie rozrywkowym?

  • wejdz na youtuba. przejrzyj.i powiedz że ten film jest dobry. lol.

  • Titos, ale o co Ci chodzi?

  • titos – byłem w kinie. widziałem. nie obrażę się na kontynuację albo prequel, do tego co widziałem na pewno wrócę. Jak rozumiem oceniasz film po trailerze, tak?

  • Rhona Mitra to jest znana głównie z tego, że robiła za Larę Croft ponad 10 lat temu…

Dodaj komentarz