Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Paproszki, czyli małe piszczące ludziki


papier · komentarze 34

Paproszki
Jechałem sobie dzisiaj autobusem i postanowiłem coś przeczytać. W plecaku miałem „5 to liczba doskonała” Igorta, „Dziennik” Palahniuka i „Paproszki” Świdzińskiego. Po krótkim namyśle sięgnąłem po „Dziennik”. Dlaczego? „5” ma za duży format jak na autobus, a „Paproszki” wstydziłbym się czytać w środkach publicznego transportu. No, może nie „wstydziłbym”, ale staram się tworzyć pozytywny obraz komiksu w Polsce, a gdyby przy lekturze „Paproszków” ktoś mi spojrzał przez ramię to pomyślałby „głupie komiksy, bazgroły, crap”. Bo rysunki słabe, a wyrwane z kontekstu, spojrznięte przez ramię, żarciki spowodowałyby prostą myśl w głowie współpasażera – „aha, głupi komiks”. Z tego samego powodu nie czytałbym „Wilqa” w autobusie, mimo że „Wilqa” lubię – ale wyjęte z kontekstu wulgaryzmy w przypadkowym, statystycznym podglądaczu, niezaznajomionym z tematem wywołałyby pierwszowrażeniową, niesprawiedliwą opinię, której ów pasażer by nie zmienił, bo nie sięgnąłby po ten komiks. Oczywiście byliby też tacy, którzy sięgnęliby – bramki są dwie, każdy kij ma dwa końce, na dwoje babka wróżyła, ale piłka jest jedna – jak mawiał trener Piechniczek. Dlatego dość z tym przydługim wstępem o autobusach, zajmijmy się kopaniem piłki – „Paproszków, czyli małych piszczących ludzików”.

„Paproszki” to czterdziestostronicowy, czarno-biały albumik zbierający parę epizodów z życia paproszków, głowonogów i innych śmiesznych ludzików. Czterdziestostronicowy, nie 44-stronicowy jak pisze wydawca i Daniel na swoim blogu. Kiedyś „Produkt” podobnie liczył strony komiksu, ale ja już się na to nie nabieram. Autorem „Paproszków” jest Jacek Świdziński a.k.a. Głowonuk, który został okrzyknięty gwiazdą tegorocznego WSK. Moim zdaniem nie do końca zasłużenie, ale trzeba przyznać, że Głowonuk debiut miał dość udany – na WSK wydał również, tym razem w duecie – „Przygody Powstania Warszawskiego”. Tyle obowiązkowego wstępu.

„Paproszki” zniechęciły mnie jeszcze zanim się ukazały, a to za sprawą akcji promocyjnej, która miała być zabawna – zdaje się(?). Wyszła pretensjonalnie i w złym smaku, dobra – Kołodziejczak mnie rozbawił, co nie zmienia faktu, że akcja bardziej mnie zniechęciła niż zachęciła. Tak samo opis komiksu wykorzystujący „Poetykę” Arystotelesa. Bo czy poniższe ma sens?

Eisin oun „Paproszki czyli małe piszczące ludziki” mimesis praxeos spoudaias kai teleias megethos echouses, hedusmenoi logoi choris hekastoi ton eidon en tois moriois, dronton kai ou di’ apangelias, di’ eleou kai phobou perainones ten ton toiouton pathematon katharsin.

A teraz?

Są tedy „Paproszki czyli małe piszczące ludziki” naśladowczym przedstawieniem czynności poważnej, skończonej w sobie, o określonej wielkości, przedstawieniem wyrażonym w mowie ozdobnej, przy czym każdy rodzaj ozdób jest właściwy poszczególnym częściom, za pomocą osób działających, a nie przez opowiadanie, i dokonującym przez wzbudzenie litości i trwogi oczyszczenia tego rodzaju afektów.

Ok, Świdziński przerabiał ostatnio Arystotelesa – ja przerabiałem dość niedawno C++, zatem „Paproszki” – -;
Paproszki

„Paproszki” mają parę fajnych pomysłów, rozumiem koncept, widzę tę intertekstualność, lecz zupełnie ona do mnie nie przemawia. Widzę te wszystkie odniesienia i mrugnięcia okiem, widzę „Dzień świra” Koterskiego i „South Park”, widzę żarcik o Stanisławie co się zamknie z zazdrości, kurde, widzę ten inteligentny dowcip i erudycję autora lecz komiks zupełnie mnie nie bawi. Humor wydaje się zbyt oczywisty, domniemana obrazoburczość zabawnie płytka. Cały komiks jest dla mnie okropnie wtórny – jakby Świdziński przez parę dni z rzędu przelewał na papier każdą swoją myśl i starał się na siłę uczynić popkulturalne odniesienie, za każdym razem gdy coś nowego obejrzał/przeczytał. Do tego dochodzą nieszczęsne głowonogi – komiks o komiksie w wykonaniu Głowonuka też do mnie nie trafia. Niestety Świdziński pod tym względem wygląda blado, szczególnie gdy zestawimy jego „komiks w komiksie” z ostatnimi perypetiami Człowieka Paroovki czy tymi panami z wysp. Może tu jest pies pogrzebany? Świdziński chciałby epatować absurdalnym humorem jak Pythoni, lecz jedyne co może osiągnąć to poziom gorszych odcinków „Allo, Allo”. Według niektórych ów absurd został osiągnięty, ja miałem problem by zmusić swój zygomaticus major (o „Dzienniku” innym razem) do napięcia – może przeszkadza mi znanie twórczości Pythonów na wspak i po bułgarsku? Tak czy siak – mój gluteus maximus nie ucierpiał, bo „Paproszki” to góra 20 minut czytania.

Co jest w „Paproszkach” dobrego? Znajdzie się parę rzeczy. Przede wszystkim konwencja – mimo że mnie nie pociąga to widzę jej spójność, konsekwencję – widzę dlaczego komiks może się podobać. Druga rzecz – humor. Jak już mówiłem – do mnie nie trafia, co nie przeszkadza mi w zanalizowaniu komiksu pod tym względem. Jest parę naprawdę fajnych momentów, z których wiem, że rżałbym rok temu. Bardzo spodobał mi się pasek z Kraszewskim oraz ostatni – „po napisach”. Gonzowi bardzo spodobał się dialog babć. To prawda – to bardzo fajna scena. Dlaczego mnie nie rozbawiła? Cóż – na śniadanie oglądam „Dom wariatów”, na obiad „Życie wewnętrzne”, a przy kolacji przypominam sobie „Six feet under”. Trudno mnie zaskoczyć takimi gadkami. Ostatnią rzeczą są rysunki (ale nie głowonogów) – Świdziński rysuje luźno i ze swadą. Cytowany przeze mnie kiedyś Jaszczu (nie Pałka, Przemku) stwierdził, że ten styl przypomina Butenkę. Podpisuję się pod tym obiema łapami i przy tej okazji polecam dwie pozytywne książki ilustrowane przez wyżej wspomnianego.

Nie wiem czy „Paproszki” polecać czy nie. Mam mieszane uczucia. Pół miesiąca temu Konrad napisał, że „Paproszki” są „jak na razie najzabawniejszym polskim komiksem 2008. roku”. To prawda – bo do tej pory, prócz Głowonuka, nikt jeszcze w tym roku nie wydał niczego, co w zamierzeniu miało być zabawne. To tak jak Fotyga o samej sobie kiedyś powiedziała, że jest najlepszym ministrem SZ od 1989r. I z takim zdaniem też bym się zgodził, gdyby powiedziała, że jest „najlepszą minister”. Ba! Wtedy to nawet mogłaby powiedzieć, że od Chrobrego! A co!

komentarze 34

  • Łukaszku – takie Życie Wewnętrzne czy 6 stóp też mam przerobione(fakt że nie całość), więc raczej nie tu bym doszukiwał się przyczyn że ci babcie nie podeszły. Co do Butenki – Maciej też to na blogu pisał, o tukej: http://maciejpalka.blogspot.com/2008/03/maszin-3.html . nie wiem co pierwsze było, jajko czy jaszcząb.

  • Faktycznie, Łukaszu, dałem się ponieść propagandzie propagującej stron 44. Ale, zmuszony przez Ciebie, by zbadać ilość stron empirycznie najpierw doliczyłem się 41 (sic!), a potem 39 (sick.) i się poddałem. Ale wierzę Ci na słowo.

    Dobra i wnikliwa recenzja. A linkiem do Pythonów już się dzielę z bliskimi. dzięki.

  • @gonz – Jaszczu :P – http://www.forum.gildia.pl/viewtopic.php?p=950122&highlight=#950122

    Co do babć – po prostu schemat takiej rozmowy ostatnio przewija się przez wiele rzeczy, które ostatnio wchłaniam – dlatego mimo, że dostrzegam to co Ty dostrzegasz, nie śmieszy mnie to. I tyle. Nie twierdzę, że nie znasz „Stóp” czy „Życia”. Ale ja sobie siedem filmów Koterskiego serio przypominam na posiłki, a do książki „Dzień świra” zaglądam równie często.
    Dla mnie skojarzenie jest oczywiste. To tak jak się chce przeczytać z 50 pasków Wulffmorgenthalera. Pierwsze 10 śmieszy, a reszta jest jak „okeeej”, mimo, że pojedynczo by śmieszyły :).

    @Daniel – Hmmmm.. dziękuję! Acz z tymi stronami Ci nie wierzę, podejrzanie ironicznie to wszystko brzmi jak się czyta na głos :P.

  • Łukasz – a zgagi nie miewasz po posiłkach przy wczesnym Koterskim?

  • Bo ja wiem, czasem mi się te posiłki dziwnie przeciągają…

  • Na dowód tymczasowego braku ironii w moich wypowiedziach przeprawiłem feralną liczbę w recenzji na swym blogu. Na 40. A niech tam! Chociaż tak czy siak sprawa nie jest taka prosta, bo czy mamy nie liczyć tylnej okładki (wewnętrznej i zewnętrznej – gdzie znajduje się przecież jeden z lepszych stripów)?

    Głowonuk bawi się naszą percepcją jak mu sie żywnie podoba. Niebezpieczna to rzecz! (o, chyba skończył się limit czasu na brak ironii…).

  • 40 to takie biblijne. 44 podjeżdża już pod bohatery :).

  • a do Mickiewicza jednak Głowonukowi daleko

  • JAPONfan

    4 stron okladek nie wlicza sie w objetosc. Paproszki tak wiec maja stron … i tu chciałem siegnac po moj egzemplarz aby oddac sie perwersyjnej przyjemnosci liczenia stron kiedy okazało sie ze znikł! Pozostał jedynie powidok wibrujacej czerni! Uwazam wiec paproszki za dzieło mistyczne ktore juz teraz powinnismy owinac legenda, (papier legenda w cenie 4 zł/m2). Co do samych paproszków, moja dziewczyna ktora głowonuki czytała tylko w B5 uznała piszczace ludziki za dziwaczne a naprawde smieszne (a zapewniam baaardzo trudno jej zapewnic rozrywke tak zwana humorystyczna) uznała okładkę (czyli 1 i 4 strone okładki) oraz strony redakcyjne.

  • Robweiller

    Paproszki mają stron 40, liczyłem po kartkach i pomnożyłem dwa razy. Potem policzyłem płachty i też wyszło 40. Plus „Po napisach”, tylna strona okładki, sama okładka i pusta strona za okładka do składania autografów.

    Swoją drogą – Łukasz – strasznie zdominowałeś tę recenzję swoją osobą.

  • Co to znaczy „zdominowałem”? Luźno opisałem jak mi się „Paproszki” nie podobały, a później opisałem co mi się podobało i co może podbać się innym.

  • Ach, nasz Ty intelektualisto autobusowy :)

  • Cóż – na śniadanie oglądam “Dom wariatów”, na obiad “Życie wewnętrzne”, a przy kolacji przypominam sobie “Six feet under”- myślę że nadajesz sie na bohatera Paproszków

    a przy okazji to musi być strasznie meczące tak rozważać codziennie co wypada a co nie wypada czytać w autobusie i co na to Leszek Kołakowski który na pewno zagląda przez ramie…

  • „Jechałem sobie dzisiaj autobusem i postanowiłem coś przeczytać. W plecaku miałem “5 to liczba doskonała” Igorta, “Dziennik” Palahniuka i “Paproszki” Świdzińskiego.”
    „Widzę te wszystkie odniesienia i mrugnięcia okiem, widzę “Dzień świra” Koterskiego i “South Park”, widzę żarcik o Stanisławie co się zamknie z zazdrości, kurde, widzę ten inteligentny dowcip i erudycję autora lecz komiks zupełnie mnie nie bawi”
    „Cóż – na śniadanie oglądam “Dom wariatów”, na obiad “Życie wewnętrzne”, a przy kolacji przypominam sobie “Six feet under”. Trudno mnie zaskoczyć takimi gadkami.”
    to jest właśnie zdominowanie recenzji swoją osobą. Te przechwałki i oświetlanie samego siebie w taki śmieszny sposób. Z tej „recenzji” głównie wynika, że łukasz to taki wybitny erudyta że łomatkobosko. Strach się bać.
    Serio, fragmenty o paproszkach są okej (nie zgadzam się z nimi, ale są okej), natomiast durnowaty wstęp o pokazywaniu się z dobrą lekturą w autobusie i wstawki czego to recenzent nie widział i nie czytał i jakich to on odwołań nie dostrzegł są dość śmieszne (ale tak na smutno). Popatrz sobie łukaszu na recenzje Konrada. Owszem nie są doskonałe, ale twój blogowy kolega skupia się na ocenianiu i opisywaniu komiksów, a nie na wirtualnym pompowaniu własnego ego używając jakichś tam komiksów jedynie jako pretekst do takiej pseudointelektualnej napinki.

  • Robweiller

    Właściwie Maciej, Mazol i Gil wyjaśnili to wszystko za mnie. Swoją drogą, określenie „intelektualista autobusowy” też mi przyszło na myśl po lekturze pierwszego akapitu. „Tworzenie pozytywnego obrazu komiksu w Polsce”, które uniemożliwia czytanie „Paproszków” w miejscach publicznych też brzmi dość zabawnie.

    Dla mnie głowonuk gwiazdą WSK’08 bezsprzecznie był – chociaż może lepiej pasowałoby tu określenie „objawienie”, bo gdzie tam gwiazdorsko takiemu szczylowi do Mistrza Trusta.

  • a ja paproszki bardzo lubię, dobry komiks to jest. natomiast robienie z Jacka gwiazdy / objawienia śmieszy mnie tak samo jak jechanie po Truściskim.

    Jacek gwiazdą dobiero będzie – ma zadatki – a jechanie po Przemku… No coż, do tego najlepiej pasuje moje ulubione „Psy szczekają, karawana jedzie dalej”.

  • Łe, chłopaki, przykro mi, że tak to wszystko odebraliście. Nie ma co się tłumaczyć, ale nie miałem takiego zamierzenia jak myślicie. Pod względem erudycji mały ze mnie prytek przy większości z Was, niektórych komiksowej, niektórych filmowej (choć erudycja to raczej tylko książkowa, ale nieważne). Tytuły, które wymieniłem – szczególnie właśnie „Życie wewnętrzne” i „Dom wariatów” miały tylko zwrócić uwagę, że takich „rozmów babć” jest tam na pęczki – więc Świdziński nie odkrywa Ameryki.

    @Gil – tekstem o „Paproszkach” nie chcę aspirować do recenzji i nie wiem czy cokolwiek z tego co popełniłem na MD mógłbym nazwać recenzją. Może z jedną, dwie notki. Dlatego nie rozpatruj mojej pisaniny przez pryzmat recenzji tam gdzie jej nie ma. Nie muszę się również oglądać na Konrada, bo mamy inne style. A jak jesteśmy przy Konradzie to do tekstu nie miał uwag, a „Paproszki” czytał w metrze.
    Wstęp z autobusem może być durnowaty, ale jest prawdziwy – bo jakieś 3 miesiące temu widziałem kolesia czytającego „Wilqa” w tramwaju i widziałem reakcję kolesia, który się nad nim nachylał z zaciekawieniem. Ale nieważne. Kto by chciał czytać.
    Ostatecznie przypominam – te głupie ględzenie to TYLKO moja opinia.

  • E, no z tym wstydzeniem w autobusie to bez przesady już… to nie „świerszczyk” :D

    Co do Trusta to po obejrzeniu relacji ze spotkania na WSK2008 (YouTube) zmieniłem zdanie co człowieka. Doszedłem do wniosku, że on ma po postu dość specyficzną osobowość (ujmujący opis prac nad Wiedźminem :D i szczery tekst „albumy mnie nudzą”). Nie był mimo wszystko tak zadęty jak się spodziewałem. Kiedy bufon sam o sobie mówi „bufon” to już przestaje być bufonem :D I chwała mu za to. Choć przyznam, że jak powtórzył drugi raz, że chce pokroić mózg Moebiusa to zacząłem się niepokoić ;D

  • Trust zgodził się na przyjście do zaściankowej telewizji internetowej, wytrzymał ponad godzinę rozmowy z nieprzygotowanym prowadzącym i był w stanie jeszcze coś w miarę fajnego powiedzieć. Nie wierzę aby był aż tak strasznym bufonem :)

    Ale odejścia od Wiedźmina mu nie wybaczę.

  • ale to nie Trust odszedł od Wiedźmina! Czy „polskie środowisko komiksowe” kiedyś to zrozumie?

  • odszedł nie odszedł, grunt że nie narysował do końca! Śmierć!

  • Robweiller

    Nikt tu nie jedzie po Truścińskim. Po prostu porównano jego status ze statusem Świdzińskiego na podstawie liczby osób przybyłych na spotkanie obydwu.

    Swoją drogą – nazwiska obydwu panów kończą się na „-iński” i zawierają w sobie literkę „Ś”. Czy to aby na pewno tylko przypadek?

  • A co z ich wzrostem? Wziąłeś to pod uwagę przy badaniach nad statusem obu twórców? A zarost? Fakt noszenia okularów przez obydwu?

  • ciekawe jaki wzrost jest najlepszy do bycia popularnym rysownikiem komiksów? Bo żeby być prezydentem USA to lepiej być wyższym :D

  • Eh, lepiej byłoby zrobić badania co do fryzury, brody, ciuchów – wtedy można by jeszcze oszukać los, a tak… co pozostaje? Trzeba rysować. :/

  • Robweiller

    Hmm…

    Czy to tylko przypadek, że Truściński nigdy nie wydaje komiksów wtedy, kiedy Świdziński – i vice versa?

  • Ja myślę, że Truściński i Głowonuk są dwoma emanacjami tej samej boskiej istoty. Jednakże jej moc jest na tyle ograniczona, że uniemożliwia tworzenie dwóch różnych komiksów równocześnie.

  • This is getting too silly. Stop it! :P

  • Ale to Świdziński dostał smsa z cdProjektu!

  • Macieju, przywołuję Cię do porządku, bo dostaniesz ostrzeżenie!
    Zresztą sms to pestka przy wietnamskim żarciu.

  • Tekst z wietnamskim żarciem rządzi. Właśnie mi go przypomniałeś i znów umieram.

  • znalam tworczosc glowonożną juz wczesniej, ale wlasnie dostalam paproszki i malo sie nie zesralam ze szczescia i radosci. generalnie ciesze sie, ze nie jestem tak oczytana i inteligentna jak ty i ze nadal bawia mnie jakies glupotki i nawiazania do innych rzeczy (o ktorych nie mam pojecia, ze sa nawiazaniami, bo nic nie czytam i nie mam tv).

  • Nie ma to jak ostra komiksowa dziewczyna ;-)

Dodaj komentarz