Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Internet Killed The Zineo Star


papier · komentarzy 6

siła polików

Jeszcze tonem poprzednich zinowych rozważań.

W opublikowanym ostatnio wywiadzie Śledziu, na pytanie co sądzi o obecnym stanie zinów w kraju powiedział:

Wiem o wielu inicjatywach, także najnowszych, żadnej nie miałem w ręku. Ale to nie z powodu ich jakości, tej nie potrafię ocenić z oczywistych względów tylko raczej z braku czasu.
Ale to miłe, że po latach posuchy coś się rusza w temacie. Nowi twórcy muszą gdzieś publikować a naturalną przystanią dla komiksu jest papier. Papier dopiero definiuje, jak dobrym „kung-fu” operuje dany autor. W sieci niedoróbki można ładnie kamuflować, np. profesjonalizmem w prowadzeniu samej strony, jej wyglądem itp. czyli sprawami dla samego komiksu dość drugorzędnymi. Papier bezlitośnie obnaża słabe strony takiego twórcy.

I jeśli chodzi o pogrubiony fragment, to brzmi tak, jakby był pisany pięć lat temu. Przynajmniej jeśli chodzi o miejsce debiutu dla początkujących twórców. I kung fu.

Dziś miejsce dawnych zinów przejęły serwisy typu Deviantart czy nasz Digart równolegle do stron prowadzonych przez samych autorów. To internet daje autorowi możliwość zdobycia pewnej rozpoznawalności. Gdyby nie sieć, liczba osób czekająca na pierwsze numery „Jeju” czy „Kolektywu” byłaby znacznie mniejsza. To przez internet ludzie się skrzykują i tworzą redakcje kolejnych zinów.

Jednocześnie, ziny, pomimo ciągle wzrastającej jakości wydania, nadal nie zawsze umożliwiają w miarę sensowną prezentację komiksu. Przynajmniej na poziomie czarno białego „Produktu”. Dobrym przykładem jest „Lodówka” Anki Miśkiewicz i Daniela Gizickiego. W sieci w kolorkach, nieco później na łamach szóstego numeru „Jeju” w szarościach.

Inna kwestią jest pytanie, po co publikować w zinach rzeczy, które wcześniej ukazały się w bardziej eksponowanych miejscach sieci, jeśli nie można im zapewnić odpowiedniej oprawy?

Dla samej satysfakcji wydania tego na papierze? I dotarcia do ludzi, którzy i tak to już wcześniej widzieli w sieci?

To mimo wszystko nie jest to samo, co wydawanie zbiorczo komiksów internetowych.

Dzięki sieci ziny nieco awansowały, w naszych warunkach stały się budżetowym substytutem dla magazynów komiksowych. To internet, przynajmniej w teorii, daje możliwość odsiania autorów, aby potem nie zajmowali zbędnego miejsca na papierze. Lasy amazońskie płaczą.

komentarzy 6

  • No i w końcu ruszyła porządna dyskusja o zinach. Tez mam ochotę dorzucić swoje trzy grosze, co uczynię jak mi czas pozwoli.

  • Może i lasy amazońskie płaczą, ale wydaje się głównym napędem przekonanie, że „Papier uszlachetnia”.

  • Mayday: ano uszlachetnia, pytanie tylko, czy za każdą cenę i w każdej jakości?

  • Myślę, że trzeba pożegnać się z (błędnym) przekonaniem, że papier uszlachetnia. Jest zbyt łatwo, wbrew pozorom, dostępny – każdy, kto wyskoczy z kafla może mieć drukowany album swojej roboty.

    Owszem, pewnie „do druku” niektórzy starają się bardziej; pewnie przyczynia się to do jakiegoś ogólnego rozwoju twórcy, ale w tym wszystkim brak chyba pracy nad samą koncepcją zinów. Zdaje się, że większości z nas marzy się magazyn komiksowy „z prawdziwego zdarzenia”, tylko co z tego, skoro finansowo żaden z „zinowych wydawców” raczej tego w tej chwili nie udźwignie, jeśli chodzi o handel reklamami, to się możemy wspólnie pośmiać z tego, a poza tym, cóż, większość z animatorów „sceny” to jednak amatorzy. Ja się uczyłem od zera o co biega z CMYKiem, jak robić spady i co wyjdzie, a co nie, a droga przede mną na lata. A ja tylko „techniczny” – a gdzie tu PR, marketing, zarabianie na następne albumy (bo do zarabiania na kolejny numer już doszliśmy).

    No i gdzie tłumy nastoletnich fanek w mundurkach i z klamerkami, dla których warto zrobić córce t-shirt z napisem „Mój stary wydaje komiksy, ale i tak go kocham”?

  • Hmmm, ja przy okazji wydania Mutującej Teczki na papierze zastanawiałem się czy jest sens, skoro większość stuffu ukazała się już w necie. Bodźcem, który był mnie upewnił w przekonaniu, że jednak warto, był moment, w którym ni z tego ni z owego coś się na stronie pokrzaczyło i komiks wziął znikł. I taki właśnie jest internet. „Lodówka” dziś wisi sobie na Esensji i pięknie się mieni kolorami, a jutro jej może już tam nie być bo się Esensji skończy kasa na serwer czy coś w ten deseń. A w Jeju, mimo że w szarościach, będę mógł sobie czytać ten komiks i w pociągu i na kibelku i na ławce w parku karmiąc kaczki. W tym uptaruję sens takich akcji. Moja mam, która nie ma w domu kalkulatora nie mówiąc o komputerze ze stałym łączme też chętnie zobaczyła co tam jej nygus rysuje po nocach, jak jej albumik MT przywiozłem. I sąsiedce pokazała. I jak przyjadę do mamy i spotkam sąsiadkę na klatce to widzę, że szacun większy ma do mnie teraz:)

  • „Papier uszlachetnia”? Nie zawsze. Mogą tam wyleźć braki, o których wspomina Śledziu. Ale to samo może się „zadziać” w Sieci. Niestety – proces skanowania brutalnie obchodzi się z pracami wykonywanymi tradycyjną techniką. Generalnie wyglądają gorzej. Nie tylko przez niedoskonałość technologii, ale także przez obnażenie wszelkich „braków” właśnie. Nierówno rozłożone kolory. Nie do końca trafnie dobrane, drobne błędy, których nie udało się poprawić z braku „undo” itp.

    Ja powiedziałbym raczej, że komiks do sieci i na papier rządzi się innymi prawami – inaczej musi być przygotowany.

    Tak samo jak twórcy internetowi boją się czasem papieru – tak samo „stare wygi” boją się Internetu.

Dodaj komentarz