Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ziny i co dalej?


papier · komentarzy 18

codalej?

Bardzo lubię ziny. Bardzo lubię je kupować i czytać, bo zawsze jestem ciekaw nowych polskich komiksów. Może nie wszystkich, ale zdecydowanej większości. Jednakże ostatnio mam ochotę zapytać „No okej, są ziny, ale co dalej?„.

Bo jasne, ziny wydaje się dla zabawy, hobbystycznie, ale mimo wszystko, chyba fajnie jest mieć jakiejś aspiracje?

Ile można wydawać ziny w jakości „Maszina” czy „The Mashup Trio”? Ile można ciągle czytać kilkoplanszówki? Wreszcie, ile można wypuszczać ziny, które ciągle wpadają do rąk tych samych ludzi?

Na pierwsze pytanie odpowiadają choćby ludzie z „Jeju”, „Pirata” i „Kolektywu”. Inwestują więcej kasy, kombinują nad okładkami, szukają dobrych drukarni, starają się zapewnić kolejnym numerom coraz lepszą jakość wydania. Dla tych magazynów powrót do epoki ksero i burgundowych okładek byłby już krokiem wstecz.

Na drugie odpowiedział pośrednio już dłuższy czas temu Maciej Pałka, który stwierdził, że ma dość klepania krótkich historii. I tak jak on ma dość ich tworzenia, tak jak mam dość ich czytania w zinach. „Jeju”, na przykład, ma już prawie cztery lata. W każdym numerze ukazuje się jakaś historyjka Banasia i Pastuszki. Rany ile można? Przecież to nie są goście, których nie stać na stworzenie kilkudziesięciu stron i jak nie wydania tego samemu, to na pójście do Timofa i cichych wspólników. Ciosem zza krzaka okazała się Dolna Półka, która ni stąd ni zowąd wydała „Bossi i Bosso”, a w planach ma kilka albumików innych zinowo-internetowych twórców, które nie będą zbiorami szortów.

Jeśli chodzi o czytelników to tutaj też jest pewien nieznaczny ruch, najbardziej widoczny przy „Hardkorporacji”, której redaktor naczelny szuka sposobów na wyjście do nowych ludzi organizując imprezy hiphopowo – komiksowe. Kolektyw też zaktywizował pewną grupę osób, które wcześniej nie interesowały się komiksami na papierze. Ale nadal o ich sprzedaży decyduje stolik na jednym z dwóch konwentów.

Widać jakiś ruch, coś się zmienia. Tylko, że ja się niecierpliwię, jak zwykle.

No i teraz, czytelnicy stoją przed pytaniem, czego tak naprawdę oczekują: dłuższych historii pojedynczych autorów czy regularnego magazynu komiksowego, który nie byłby około festiwalową atrakcją. Co jest w stanie zainteresować większą ilość osób?

Wydaje mi się, że przed podobnym wyborem stoją też twórcy magazynów. O co im chodzi? Na ile ich stać? Jak dużo chcą pokazać?

komentarzy 18

  • Według mnie trzeba się podzielić, jedni niech pójdą w magazyny, drudzy niech będą festiwalowymi laurkami i wyskoczniami dla nowych talentów, a trzeci niech się już historiami zajmą.

  • oj nie zgadzam się tym razem. rozumiem powody, dla których ktoś decyduje się na rezygnację z rysowania krótkich historii, czytanie lub wydawanie tylko graphic novels, ale nie rozumiem, czemu wydawanie zina z krótkimi historiami banasia i pastuszki co numer, albo kserowanie swojego komiksu miałoby na przyklad świadczyć o braku aspiracji? w ogóle czemu w sztuce, lub jak kto woli rozrywce, wartościować aspiracje autora? a jeśli to świadomy wybór? jeśli tkacz czy pastuszka do końca życia będą chcieli dla swoich ośmiu wielbicieli wydawać niskonakładowy zin z komiksami tych samych autorów, to czemuż ich odsądzać od czci i wiary? to są profilowane magazyny/ziny, nie kazdy musi działać jak korporacja szukająca rynku zbytu. owszem, pastuszka mógłby podziękować banasiowi, i zatrudnić gaimana z rosinskim do zrobienia wspólnie komiksowej historii. czy wtedy byś mu przyklasnął?

  • Nie interesują mnie dłuższe historie Gaimana i Rosińskiego. Jestem ciekaw, na co stać, skoro już użyliśmy ich jako przykładu na młodych, rozwijających się polskich twórców, Banasia i Pastuszkę.

    Jasne, że mogą do grobowej deski popełniać szorty, nie bronie im tego. Po prostu lubię też dłuższe rzeczy.

    A aspiracje są o tyle ważne, że numer zbyt często pojawiający się w repertuarze po prostu się nudzi.

    I nie mam nic przeciwko kserowanym, chałupniczym zinom. Jednakże, sytuacja, w której mielibyśmy tylko je byłaby dosyć słaba. Nie każę wszystkim redaktorom wymienionych zinów na raz dwa trzy brać kredyty i na klęczkach biec do do księgarń czy empików i błagać o miejsca na półkach. Po prostu, jako czytelnik, chciałbym mieć fajny magazyn w ręku. Albo album.

  • no tak, ale dlaczego wymagać tego od tworców akurat maszina, jeju czy mashuptrio? co innego napisać pod adresem banasia „chciałbym przeczytac jakąś twoją dłuższą historię”, a co innego spytac „rany ile można publikować krótkich historii banasia i pastuszki w jeju”. w tym momencie banaś może zrobić zdziwioną minę „jak to, panie konradzie? 110 lat powstają krótkie historie komiksowe i teraz właśnie przeszkadzają panu akurat te moje umieszczane w magazynie jeju? gdzie był pan 50 lat temu?”. za ile lat dpytamy autorów 48 stronicowych albumów: „rany, ile można?” i poprosimy o 96-stronicowe albumy? a potem tylko o tomiszcza 500 planszowe w formacie a3?

    nieważne już zresztą :) pomimo, że uważam dzisiejszą notkę za durnowatą, to i tak dziękuję za fajnego blogasssska, którego codziennie z przyjemnością odwiedzam. papa

  • Nie wymagam, po prostu myślę, że mogą pokazać coś fajnego w dłuższej formie.

    mam nadzieję, że nie zrobił jakoś strasznie zdziwionej miny:)

  • Ogólnie przychylam posta, aczkolwiek chciałem zauważyć, że nowy Maszin nie był kserowany, tylko drukowany O_o’ i przycięty (widać różnicę przy porównaniu z poprzednimi numerami) a sama jakość wydruku jest lepsza niż w poprzednich numerach Jeju (gdzie zielona sowa czy jak ją zwał straszyła pikselozą).

    Czyli jakiś progres w formie wydania jest i tu.

  • Ze nie było to ksero, to załapałem, ino jeszcze brakuje okładki twardszej, coby komiks tak się nie giął.

    No i trzeci Maszina, chyba ze wszystkich zinowych premier z WSKa ma najlepszą i najbardziej spójną numeracje stron i podpisywanie komiksów.

    Nie wiem jakie jest na to specjalistyczne określenie…

  • Składy zinów się zmieniają, ludzie uczą się rysować „pod presją” jako taką i doskonalą sobie przy tym samokontrolę i warsztat -oczywiście- też. Jest sporo osób, których nie stać jeszcze absolutnie na osobny album, więc ziny to dla nich świetna szansa.

    Co do doświadczonych, wyrobionych twórców – to już raczej rzecz woli i czasu. Jedni rysują, inni nie.

  • Szort może być dobry. Długie historie Rosińskiego już niektórych nie zaskakują, ale wyobraźcie sobie co by było gdyby tenże narysował szorta (i to niekoniecznie ze świata Thorgala) – każdy chciałby go zobaczyć bo tego „jeszcze nie było”.
    A więcej napisałem u siebie :)

  • ja bym chciał zobaczyć albumy różnych ludzi ale zdaje sobie sprawę że narysowanie pełnego metrażu to nie jest taka prosta sprawa, bo trzeba włożyć w to masę pracy i czasu. Być może niektórym rysownikom nie jest jeszcze łatwo utrzymać jednolity styl przez 48 stron, dlatego wybierają szorty bo można je zrobić w miarę szybko. Poza tym, fajnie by było gdyby rysownik pracujący nad albumem miał możliwość otrzymania potem honorarium, które byłoby odpowiednie do nakładów pracy jakie w ten album włożył, a to w tym kraju jest raczej niemożliwe – więc ten fakt jest demobilizujący, zwłaszcza gdy taki rysownik musi np. pracować, żeby przeżyć.

  • klos- takowego szorta Rosiński popełnił w albumie Asterixa z gościnnymi występami.

    najgorsza rzecz z całej książeczki…

  • KRL – eee, tamto się nie liczy ;-) Ja pamiętam szorta (gdzie to się ukazało?) o grze komputerowej – gość uwalnia księżniczkę a na końcu… GAME OVER. I to było świetne! Pamiętacie to? Kto poda tytuł?

  • Tamten komiks nazywał się „Wyprawa”.
    Tu znajdziesz konkretniejsze info:
    http://www.komiksy.friko.pl/_nowele/wyprawa.htm
    Aha, żeby nie było: wbrew pozorom nie jest to link do skanu, a tylko informacja o komiksie :]

  • Kamehameha, na wiosnę 100-stronicowy Rycerz Janek. DO tej pory musisz zadowolić się niestety tylko 32-stronicowym Kwaziem i kolejnym numerem magazynu z szorciakami. Sorry, Winnetou ;)

    „cios zza krzaka”. Kurde. Wrzucimy to sobie chyba w podtytuł :D

  • Proszę, wrzucajcie :)

  • PKP: Doookładnie. To był ten numer specjalny K:F. Super sprawa. No i takie szorty to ja chętnie czytam. Podobnym szortem jest historia z pierwszego tomu Thorgala (ta ze Skądinąd i kotkiem ;-) – nawet nieźle się trzyma we współczesnych manga-trendach!) – skądinąd jeden z moich ulubionych momentów T.. Może 8 stron to za mało, ale 12-16 już można kawałek historii opowiedzieć.

  • album?;p
    Wydaję jeju i mnie to zadowala
    aspiracje spełniam na co dzień w pracy i na uczelni
    jeśli czasem późną nocą mam czas coś porysować to jest cud.
    Album? wolę nawet nie myśleć.
    Cieszę się z tego co do zinów robię w tak rzadkich wolnych chwilach.

  • Mam scenar do mini-serii, ale niekt nie chce się za niego wziąć :|

Dodaj komentarz