Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Persepolis


film · komentarzy 12

persepolis

Wreszcie udało nam się wybrać na to z Martą do kina. Do nie byle jakiego zresztą, do najstarszego na świecie. Kawiarniana sala i wielki terkoczący projektor, czad.

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad sensownością dokonywania wiernych adaptacji. Skoro opowieść istnieje na jednym nośniku, to po co przenosić je od A do Z na inny? Nie, inaczej, adaptacji się przecież dokonuje po to, aby mogły je zobaczyć nowe osoby. Jaki jest sens oglądania wiernych filmowych adaptacji gdy znamy komiksowy czy literacki pierwowzór? Sin City wyszło bardzo efektownie, ale chyba nie da się oglądać tyle razy co daje się czytać papierowa wersja.

Dlatego trochę nie chciałem iść do kina, obawiając się, że się po prostu wynudzę. Satrapi na szczęście nie przeniosła wszystkiego, a przy tym udało jej się zachować wszystko to, co spodobało mi się w komiksie. Szczęśliwie też skróciła te fragmenty, które nie podeszły mi w pierwowzorze, jak część europejska. Po prostu dla mnie atrakcyjność „Persepolis” polega na jego tematyce, na tym, że dzięki Satrapi poznałem wycinek świata o którym nie wiedziałem zbyt wiele, na dodatek opowiedziane z ciekawej perspektywy. Dlatego też, pierwsza połowa drugiego tomu, w którym poznajemy austriackie przeboje i dojrzewanie autorki średnio mnie poruszyło. W filmie na szczęście te nużące wątki zostały skrócone.

persepolis

Warstwa fabularna to jedno, tematyka i tak dalej, ale warto obejrzeć „Persepolis” ze względu na technikę wykonania. Czarno – biała, płaska kreskówka na początku XXI wieku to naprawdę odważna rzecz. Tak jak „Sin City” wiernie kopiowało komiks kadr po kadrze, tak „Persepolis” jest dla mnie o wiele ciekawsze rysunkowo niż oryginał i prezentuje się wyśmienicie. Muzyka również.

Kumpel obejrzał kilka tygodni temu i mu się spodobało, na tyle, że postanowił sprawdzić papierowy oryginał. Mimo że za komiksami nie przepada. Tylko nie wiedział, że „Persepolis” zostało wydane również u nas, więc rzucił się na skany. Ale to już raczej problem Postu.

komentarzy 12

  • „[…] adaptacji się przecież dokonuje po to, aby mogły je zobaczyć nowe osoby. Jaki jest sens oglądania wiernych filmowych adaptacji gdy znamy komiksowy czy literacki pierwowzór?”

    no chyba, że nie znamy pierwowzoru jak było na przykład w moim przypadku. komiksu nie widziałem na oczy, film mi się zajebiście podobał. fabularnie i graficznie.
    o ile robienie ekranizacji komiksów „z aktorami” rządzi się innymi prawami uważam, że animowanych ekranizacji czy hybryd jak „sin city” zbytnio przerabiać nie ma sensu. po co naprawiać coś co nie jest zepsute? może w obrębie jednego medium to dobry pomysł, trybuty, crossovery itd to ciekawa opcja. ale przy przenoszenia w magiczny świat filmu i animacji pierwotny wygląd powinien zostać zachowany. tak mi się wydaje.

  • up…
    o ja o_O

  • templer: jeśli oryginału nie znamy, to jasne, nie ma problemu :)

    fragos: he?

  • Hm, według mnie taka adaptacja ma sens, przynajmniej u nas, aby dodać małe punkciki do zmiany wizerunku komiksu w Polsce :)

  • „adaptacji się przecież dokonuje po to, aby mogły je zobaczyć nowe osoby. Jaki jest sens oglądania wiernych filmowych adaptacji gdy znamy komiksowy czy literacki pierwowzór?” (w miare) = „no chyba, że nie znamy pierwowzoru jak było na przykład w moim przypadku. ”

    wiec skad to „no chyba, ze” ? :P

  • i byliśmy najmłodsi na seansie!

  • coś się chyba przypieprzasz.

  • Fragos, nadal nie wiem o co Ci chodzi :)

  • /me macha raczkami i tlumaczy na migi

  • no to nie jest nadal zbyt czytelne

  • kliku klik

    zwracam uwage na miejsce publikacji. jakże miły kontekstowy miszmasz sie tworzy. przyjemna lekkość życia!

  • A to żona Repka, z Polteru.

Dodaj komentarz