Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Krzyżacki Poker


książki · komentarze 2

krzyzackipoke

Tytuł ukazał się na rynku trzy lata temu, ja długo nosiłem się z zakupem, ale ciągle miałem jakieś ważniejsze rzeczy do kupienia. Wreszcie, książkę dostałem na ostatnie święta i dopiero teraz znalazłem nieco czasu, aby ją przeczytać. Trzy lata czajenia się, sześćset stron w dwa dni. Szkoda, że podręczniki tak szybko się nie czytają.

Jeżeli chodzi o młodą polską literaturę około fantastyczną, to mam zaległości jak stąd do Sapkowskiego. Nie ogarniam tego całego ogromu tytułów autorstwa polaków na półkach w księgarniach. I wstyd się przyznać, ale na książkę Dariusza Spychalskiego zwróciłem uwagę dzięki okładce, Krzyżak w mundurze Wehrmachtu to woda na mój germanofilski młyn.

Główną atrakcją „Krzyżackiego Pokera” jest kopnięcie Spychalskiego w powolny parowóz historii, który dzięki uderzeniu wypadł ze znanych nam torów gdzieś w połowie XVII wieku. W tym mocno alternatywnym uniwersum, Polska, a właściwie Rzeczpospolita Trojga Narodów jest od morza do morza, zachód Europy wpadł w łapy Arabów i został zislamizowany, a na Warmii i Mazurach siedzą podlegli Rzepie Krzyżacy, którzy ciągle knują i kombinują. Jest rok 1957 i ich kolejny plan zaczyna wchodzić w decydującą fazę.

Krzyżacy w mundurach Wehrmachtu. Czy może być coś lepszego?

Wydaje mi się, że historia alternatywna, aby była dobra i ciekawa, musi mocno korespondować z rzeczywistością. Im więcej szczegółów, które zostaną przekute na alternatywną wizję, tym lepiej. Z drugiej strony, nie może być ich zbyt dużo, bo wtedy zostanie mniej pola dla wyobraźni czytelnika i klimat padnie. Spychalski całkiem zręcznie lawiruje pomiędzy tymi dwoma biegunami, choć miejscami jednak zbyt wiele pozostawia domysłom. Ja mam nieco niedosytu jeżeli chodzi o wiarygodne przedstawienie alternatywnych losów Rosji, Austrii czy Niemiec. Niemniej, jest to historia polityczna, która mnie, zwłaszcza w swoim XVI-XVIII wiecznym wydaniu, średnio kręci.

To co mnie bardziej interesuje to historia społeczna, popkultura historyczna*, tak też mi się w książce spodobały różne potoczne smaczki. W wizji Spychalskiego Polska, przez to, że nie dała dupy w XVII wieku uzyskała mocarstwową pozycję, na dodatek jej kultura promieniuje nieco podobnie jak anglosaska dzisiaj. W dużym uproszczeniu. Tak też karabiny, samochody i sprzęt wojskowy mają polskie nazwy, polskie produkty są znane na całym świecie i tak dalej. Wreszcie, w wieloetnicznej Rzeczpospolitej czarnoskóry jest kapitanem i nazywa się Adam Kulesza. Zgrabnie wyszło też przeniesienie „Ogniem i Mieczem” do Afryki i zastąpienie kozaków arabami.

Sama książka to wartko napisane political fiction, z całym mnóstwem zaledwie naszkicowanych postaci. Jest poczucie zagrożenia, walka z czasem, cel uświęca środki, ale nie jest to coś szczególnie olśniewającego. Miłe czytadło, bardzo miłe, ale raczej do pociągu, niż na wynoszenie na ołtarze. Są to podstawy dla całkiem ciekawego świata, który warto byłoby rozszerzyć. Pytanie tylko, w którym momencie nagromadzenie szczegółów stanie na drodze do uwiarygodnienia całej wizji. Ale ostatecznie, tego typu książki nie czyta się po to, aby powiedzieć sobie „no, to mogło się tak zdarzyć”, ale raczej „hej, to całkiem sprytnie pomyślane”.

*będę musiał to gdzieś zastrzec

komentarze 2

  • mi też weszło gładko, ale głownie ze względu na opisywaną sytuację geo-polityczną i realia świata przedstawionego. Natomiast brakowało mi głównego bohatera który spoił by ze sobą wszystkie wątki. Bo odnosiłem wrażenie że autor trochę skakał. Lenno, Megapolis, Afryka, Rumunia, Krym, Lenno.
    Tak nota bene to spychalski mógłby coś nowego napisać.
    A jak masz zaległości w polskiej fantastyce to:
    Jarosław Grzędowicz, Andrzej Pilipuk, Anna Brzezińska, Maja Lidia Kossakowska, Anna Kańtoch i others… :)

  • polska fantastyka jest spoko. w jakimś tam procencie nawet bardzo spoko. ale czasami mam wrażenie, że fani polskich pisarzy pobadają w dziwny, często niezrozumiały dla mnie zachwyt i gubią granicę między tym co jest autentycznie dobre, a tym co im się podoba, a jest słabe. przykład… polecany wyżej Pilipiuk, który jak sam mówi idzie na ilość i wydaje po kilka książek rocznie.

    mam spory dystans do kolejnych pochlebnych recenzji i kolejnych książek Fabryki, a najlepszym sposobem na sprawdzenie pisarza jest dla mnie antologia i tutaj polecam zapoznawanie się z tym co wydaje fabryka. wsród tych kilku co wydali znajdziesz kilka naprawdę dobrych tekstów… minus taki że to jedynak opowiadania a i w zbiorze trafisz niejednego szita.
    no w każdym razie swoją opinią zachęciłeś mnie do pożyczenia sobie „Krzyżackiego Pokera” bo do tej pory nie byłem skłonny nawet wziąść się za przeczytanie opisu.
    a sam z czystym sumieniem polecam ORBITOWSKIEGO. teraz, niedawno wydali fabrykanci powieść która pisał z URBANIUKIEM „Pies i Klecha. Przeciwko wszyskim” (chyba taki tytuł nosi)… ale szczególnie polecam wcześniejszą jego powieść „Tracę ciepło” i zbiór „Wigilijne psy” wydany chyba w 2006.

Dodaj komentarz