Opublikowane o 10:55, 5 lutego 2008
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 3

ad

Było coś niezdrowo fascynującego w obserwowaniu, jak huragan Katrina dewastuje Nowy Orlean. Chyba nawet 11 września tak mnie nie przykuł do telewizora/monitora jak to. Mimo wszystko dwa zniszczone budynki to co innego niż całe miasto pod wodą. Moim głównym źródłem informacji o tym co dzieje się w Nowym Orleanie był blog Interdictor, prowadzony przez pracownika firmy informatycznej, który został pilnować sprzętu i miał generator prądu. Oraz miał biuro na dziesiątym piętrze. Woda ustąpiła, miasto zaczęło się urządzać na nowo, a ja straciłem zainteresowanie tematem. Ostatnio trafiłem na komiks próbujący zrekonstruować losy autentycznych mieszkańców Nowego Orleanu i okazało się, że temat nadal mnie ciekawi.

Autorzy A.D: New Orleans After the Deluge opisują uderzenie huraganu w miasto od samego początku, od ewakuacji i przygotowań. Dotarli do kilku mieszkańców i spisali ich relacje. Dzięki temu historia pokazana jest z różnych punktów widzenia i daje całkiem bogaty obraz katastrofy.

ad

Chyba żaden z bohaterów nie spodziewał się wielkości kataklizmu, dlatego większość z nich została w mieście, jak Hamid, który postanawia pilnować swojego sklepu z bronią w ręku. Ci którzy wyjechali, Leo, Michelle oraz Kevin nie mogą oderwać się od telewizora niewierząc w to co się stało.

Akcja toczy się wolno, momentami chyba aż za bardzo. Choć z drugiej strony, skoro i tak wiadomo, co się wydarzyło, to autorzy mają prawo się zatrzymać i pokazać pewne elementy z bliska. Sam pomysł tak dokładnej rekonstrukcji, w oparciu o spisane relacje jest świetny. Otrzymujemy dzięki temu pewnego rodzaju komiksowy reportaż. Kreska jest klimatyczna, wyważona i ładnie komponuje się z historią.

I tak jak kiedyś patrzyłem na relacje na żywo, w telewizji, tak teraz czytam AD z podobną brzydką ciekawością. Jakbym chciał sprawdzić, jak ludzie radzą sobie w tego typu sytuacjach, zamiast po prostu im współczuć.

Linki:
Interdictor Blog
A.D.: New Orleans After the Deluge

Komentarze

Roody dnia 6 lutego 2008 o 14:27

Domyślam się, że tu powinienem się tłumaczyć (no, chyba, że jeszcze jakiś kmh istnieje). Zatem… gdzieś na początku ” 48 stron” (pierwszych) dwie panienki rozmawiają o doktorze:
- dlaczego jesteś z doktorem Fishmajerem?
- Bo jest takim szałowym naukowcem!
- Nie szałowym, tylko szalonym
itd…

A tak swoją drogą… okazuje się, ża mam już trzech czytlników, Pommesgabel rosnie w siłę :-)


konradh dnia 6 lutego 2008 o 17:17

No niekoniecznie tu, ale wytłumaczenie, to zawsze wytłumaczenie :)

Dziś trzech, pojutrze czterech i tak to się kręci.


KRL dnia 7 lutego 2008 o 10:42

ćśśśśśś…..

to Markowi się córka urodziła :)


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: