Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Marcowe koncerty w Warszawie


koncerty · komentarzy 7

by Maciej Misiewicz

Jeżeli chodzi o hcpankowe koncerty, to jestem sezonowcem. To znaczy, gdy jest zima, ciemno, zimno i ponuro, to nie chce mi się na nie jeździć i wystawać po nocy na przystanku. Już taki jestem wygodnicki. Niemniej, skoro wiosna coraz bliżej, czas ruszyć tyłek.

Warszawska scena oferuje całe multum koncertów, prawie, że z każdej szufladki zjawiska określanego jako hcpunk. Duże koncerty, małe koncerty, w klubach, na skłocie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jako, że gdybym chciał chodzić na wszystkie koncerty jakie mnie interesują to nie miałbym kasy na wszystkie komiksy, które chce przeczytać, wybrałem z tego zalewu trzy, które warto odwiedzić.

więcej…

Calvin i Hobbes: Dni są po prostu za krótkie


papier · komentarzy 14

calvin2.JPG

Powinienem był napisać w tytule „Calvin i Hobbes: Format jest po prostu inny”. Konrad już kiedyś narzekał na różną wysokość komiksów z tej samej serii, lecz tutaj sytuacja jest zgoła inna. Wydawca świadomie postanowił, w dwóch trzecich wydawania serii, zmniejszyć jej format do dwóch trzecich. Czyżby zadziałała magia liczb? Dostajemy tę samą liczbę pasków, bo jednocześnie zwiększono liczbę stron, a historie zawarte na stronicowych planszach są kolorowe. Wielu nie podzieli mojego zdania, ale powiem, że fajnie. Minusy są takie, że komiks będzie się dziwnie prezentował obok siedmiu innych tomów, a także, że historyjki niepaskowe mają jeszcze bardziej zmniejszony rozmiar. Powiem szczerze – nie przeszkadza mi to – „Calvin i Hobbes” w takim formacie nabiera jeszcze większego uroku.

Bo „Calvin i Hobbes” to komiks przede wszystkim urokliwy. Bill Watterson zachwyca domorosłą filozofią, która przeplata się ze słodką naiwnością i dociekliwością sześciolatka, którego umysł pełen jest psot i figli. Autor w tym tomie świetnie porusza się w konwencji humoreski, wykorzystując motywy znane z poprzednich tomów. Mamy zatem zarówno klub PFUJ (Precz Fstrętnym Uciążliwym Jędzom), maszynę czasu i niepospolite bałwany. Calvin ciągle ma sześć lat, ciągle robi te same rzeczy i wciąż bawi. „Dni są po prostu za krótkie” cechuje także jedna rzecz którą bardzo lubię – nie brakuje stanowczych wypowiedzi mamy i ironicznych komentarzy taty Calvina. Jest to bardzo ważne, ponieważ Watterson w ten sposób świetnie dozuje nam każdy aspekt składający się na to, że „Calvin i Hobbes” to komiks wciągający i niezwykły – nie czuć zmęczenia formą, a puenty nie tracą na celności.

Słowo „urokliwy” jest tu słowem – kluczem. Wyobraźnia Calvina jest taka nieposkromiona, taka cudownie dziecięca, że na chwilę lektury można zapomnieć o jakichś tam swoich sprawach i po prostu parskać śmiechem raz po raz. Calvin się myli mówiąc: Dzieciństwo służy do obrzydzania dorosłości – jego dzieciństwo moją dorosłość ubarwia. Dlatego „C&H” to jeden z moich ulubionych komiksów.

Przy okazji „Calvina i Hobbesa” grzechem byłoby niewspomnienie o paru ciekawych rzeczach. Przede wszystkim o: tekście porównującym Calvina do Jacka z Fight Clubu, urywku Robot Chickena i paru śmiesznych grafikach.

Skok naprzód


varia · komentarzy 13

hell yeah

W obecnym kształcie prowadzę tę stronę od roku. Piszę teksty, szukam informacji, nawiązuje masę różnych znajomości i mam kupę dobrej zabawy. Ostatnio polską blogosferę zasilają kolejne okołokomiksowe blogi, więc postanowiłem dokonać pewnego kroku naprzód. Przynajmniej z punktu widzenia Motywu Drogi.

Od dzisiaj teksty na stronę będzie pisał również Łukasz Babiel, znany w niektórych kręgach jako bąbielek, a w jeszcze innych jako pjp.

Łukasz kręci się po tym półświatku mniej więcej tyle co ja, znamy się z kilku for, możecie go pamiętać jako jednego z współtworzących audycję „W Dymku” w Radioaktywnym, jako organizatora akcji dorysowywania wąsów Paroovce, oraz trollowania na forum Gildii. Co bardziej spostrzegawczy mogli go również dostrzec w kilku teleturniejach. Poważnie. Jest też chyba jedynym człowiekiem jakiego znam, który przechowuje na dysku wszystkie paski Wulffmorgenthalera.

Co może Wam dać pewien obraz.

Jednocześnie, interesuje się wieloma innymi rzeczami, więc nie zaleje nas potop okołokomiksowych tekstów. Chcemy pisać o komiksach i innych duperelach.

Jasne, tak jest nieco mniej intymnie, Motywdrogi.pl przestaje być tylko i wyłącznie blogaskiem kmha, ale mam nadzieję, że dzięki temu znajdziecie tutaj jeszcze więcej tekstów, które was zainteresują i okażą się przydatne.

A teraz, pozwólcie, jadę do Marty, wracam w niedzielę i zostawiam okręt w rękach Łukasza.

Oklaski.

The Front


internet · komentarzy 5

the front

Gdy miałem osiem lat przeprowadziłem się z rodzicami pod Warszawę. Wiązało się to z takimi zmianami jak nowa szkoła, brak rozpieszczającej mnie babci pod ręka oraz pojawienie sie tunera telewizji satelitarnej. Co całkiem osłodziło mi rozstanie. Rodzice ostro mnie od niego odganiali, jednakże w weekendowe poranki, kiedy jeszcze spali, ja wstawałem o tej siódmej rano i zasiadałem z pilotem aby oglądać kreskówki. Jak sobie przypominam, to były one na niemieckich kanałach, więc tym bardziej nie rozumiałem ani słowa, ale wszystkie te historie były dosyć czytelne. W Stanach całe zjawisko nosi nawet nazwę Sunday Morning Cartoons. Albo Saturday.

The Front, którego autorem jest swojsko brzmiący Jerzy Drozd, wpisuje się w tę stylistykę. Mamy wszystko to, co powinno znaleźć się w dobrej przygodowej historii dla młodszych nastolatków: główny bohater jest oczywiście sierotą dysponującą tajemnymi mocami, opiekuje się nim przyszywany ojciec o tajemniczej przeszłości, czyha na niego groźny główny zły, który stara się go schwytać przy pomocy głupkowatych pomagierów. Czego chcieć więcej?

the front

Nie pamiętam już tytułów tych starych kreskówek, ale wszystko w nich odbywało się całkiem podobnie. Historia adresowana jest do dzieciaków, więc nie znajdziemy tu zbyt dużo krwi czy przekleństw, za to sporo przerysowanej przemocy. Jednocześnie nie jest aż tak infantylna, aby nie można było jej sobie przeczytać w ramach odmóżdżenia. Moim ulubionym patentem jest chyba zły Generał, który używa możliwie jak najbardziej skomplikowanego języka,
a jego motto to:

the art of true evil is a delicate balance between thatrics and ruthlessness

Widać, że Drozd wychował się na kreskówkach i superbohaterskich komiksach i puszcza oko do starszych czytelników. Sześć rozdziałów, rysowanych w schludnej, niby mangowej stylistyce, porządna robota, bez jakiś szaleństw. Dobre na jakiś spokojny ranek, ale wymęczony wieczór.

A tutaj link do całkowitego szaleństwa, pół godziny różnych czołówek z kreskówek lat 80. Aaaaa

DMZ #2 – Body of a Journalist


import · komentarzy 10

D M Z

O czym opowiada DMZ przedstawiłem po przy okazji pierwszego tomu. Tak też, szybkie przypomnienie: w Stanach Zjednoczonych trwa wojna domowa, do Nowego Jorku, który leży bezpośrednio na linii frontu przybywa młody fotoreporter, Matthew Roth, który ma za zadanie przygotowywać reportaże dla dużego koncernu informacyjnego. Jako jedyny przedstawiciel mediów na wyspie Manhattan, Matt musi zachowywać równowagę w kontaktach ze wszystkimi stronami: rządem, powstańcami oraz mieszkańcami miasta.

W tomie drugim, zawierającym w sobie zeszyty od 6 do 12, Matt występuje w roli posłańca w negocjacjach dotyczących uwolnienia pewnego jeńca. Mamy też krótką historię, rysowaną przez Kristiana Donaldsona, ukazującą wcześniejsze losy sanitariuszki Zee oraz dłuższy reportaż Matta z codzienności Manhattanu. Słowem główne danie pcha fabułę do przodu, a przystawki poszerzają wątki poboczne i naszą wiedzę o świecie komiksu.

Poprzednim razem wspominałem o logicznych babolach, i choć „Body of a Journalist” wyjaśnia kilka rzeczy, to ogólna wizja wydarzeń, jak też i zachowań bohaterów, serwowana przez Wooda jest strasznie dziurawa. Nie wiem, może to kwestia nastawienia. Jak oglądam Gwiezdne Wojny czy czytam Władcę Pierścieni, to nie czepiam się szczegółów, bo wiem, że to fantastyka i bajka i realizm nie jest najważniejszy. Tylko miecze świetlne.

Z DMZ popełniłem ten błąd, że na początku przypisałem je sobie do political fiction i oczekiwałem wiarygodnego i logicznego przedstawienia konfliktu. Tymczasem Wood bardziej niż faktami operuje emocjami. Żołnierze są źli, miasto jest zrujnowane, losowy zamach terrorystyczny dobrze wygląda. Ten komiks to niestety bajka i tak należy go traktować. Z drugiej strony, jak czytam 100 Naboi, to Azzarello jest na tyle sugestywny, że jestem w stanie uwierzyć, że przy odpowiednim spisku wszystko może ujść na sucho. W przypadku Wooda, gdy czytam o scenie muzycznej i modnych knajpkach w zdewastowanym mieście to zgrzytam zębami. Lekko.

Co nie zmienia faktu, że komiks czyta się świetnie. Muszę chyba po prostu ostatecznie zmienić nastawienie.

niedziela 53


niedziela · komentarzy 6

wiadomosci

* Potwierdziły się przewidywania niektórych, i Freak Angels jest aktualizowane po sześć stron, raz w tygodniu. Super fajnie.

* A takie fajne rzeczy z papieru, wycinanki.

* Jak być może wspominałem, w tym semestrze moja obecność na wydziale ogranicza się, szczęśliwie, do jednego dnia w tygodniu. Tak też nad ranem, buszując po kablówce odkryłem na Cartoon Network:

shaun the sheep

Shaun The Sheep! Animowany serial dla dzieci spod ręki Nicka Parka! Absolutnie świetny i cudowny.

* W sumie najważniejszym niusem w tym tygodniu powinno być pojawienie się planu tegorocznych Warszawskich Spotkań Komiksowych, ale jak tak na niego patrzę, to znowu nie jestem zainteresowany czymkolwiek z programu. Mam nadzieję, że uda mi się dzięki zniżkom wyjść na zero z ceną biletu. Puf.

* Pamiętacie taki komiks internetowy dla graczy jak Little Gamers? Ja ledwo, niemniej na Xbox Live jest już dostępna gra na nim oparta. Znaczy się nie do końca. Komiks był o siedzeniu na kanapie, graniu i puszczaniu bąków, gra polega na biegnięciu przed siebie i strzelaniu. Hm. Jak tylko pojadę do dziadków, to sprawdzę, o co chodzi.

* Dead Space to nowy kosmiczny horror ze stajni EA, który ma się niedługo ukazać na konsole. Nie byłoby co o nim tutaj wspominać, gdyby nie fakt, że autorem komiksu promującego tytuł jest Ben Templesmith, znany u nas z 30 Dni Nocy czy też Abry Makabry. To już jeden z kolejnych przypadków, kiedy wydawcy gier do promocji swoich tytułów wykorzystują również komiksy.A teraz możemy obejrzeć video zwiastun samego komiksu.

* Znany ze Stachanowca Qrjusz otworzył strokę z różnymi streetartowymi obiektami jakie przyuważył, no na ulicy.

* I jeszcze Young Livers, miałem sporą przerwę w słuchaniu tego typu grania, a ten zespół świetnie przypomina mi Hot Water Music czy As Friends Rust.

* Warner Bros robi filmową wersję Akiry. W sensie nieanimowaną. Jeżeli mam być szczery, to oryginalne Anime było dla mnie zbyt powierzchownym ujęciem papierowej wersji. Przy okazji, czy jest jakaś dobra dusza, która odsprzedałaby mi 12 tom serii?

* Komikslandia rzuciła kilkoma plotami z Egmontu, z których najbardziej zainteresowała mnie ta:

6. Co do wznowień, to będą dwa pierwsze tomy Armady, Sandman 3-4 w hc na kredzie, możliwe, że 1-2 kaznodzieja oraz brakujące Edeny.

Dokładnie fragment o Armadzie i Edenach.

* A na koniec jeszcze taki fikołek z onetowego konkursu na Blog Roku. Wyróżnienie Specjalne otrzymał aktualizowany raz na ruski rok znany wszystkim blog Endo, konkretnie za:

– Za pierwszy polski blog komiksowy istniejący od 2001 roku
– Za wyznaczanie trendów w polskiej blogosferze.

Ta nagroda to chyba dlatego, że pierwszy raz była wręczana, więc należało Endo odhaczyć. Nieco post mortem to wygląda hehe Uwielbiam internet, choćby za to, że na żadnym ze zwycięskich blogów nie byłem nigdy wcześniej. Poza Endo i Netto, oczywiście.

Persepolis 2.1 The Story of a Signing


internet · komentarze 4

persepolis 21

Kolejna rzecz z mojego ulubionego ostatnio frontu komiksowego dziennikarstwa. Persepolis 2.1 The Story of a Signing to relacja ze spotkania z autorka jakie odbyło się w pewnej feministycznej księgarni na przedmieściach Chicago we wrześniu 2004 roku.

Pierwotnie ta ośmiostronnicowa historia ukazała się na łamach czasopisma Bookslut. Jej autor, Gordon McAlpin może być wam znany jako twórca Multiplexu. Samo „The story of a Signing” było pierwszym z cyklu komiksów tworzonych dla Bookslut na temat literackich wydarzeń w Chicago.

Satrapi przyszła, pogadała, odpowiedziała na sakramentalne pytanie „czemu akurat komiks?„, a McAlpin, całkiem udanie podrabiając jej styl, zilustrował. Przyjemne takie, zamiast czytania normalnego wywiadu. Parę tygodni temu wspominałem o odcinku Culture Pulp o podobnej tematyce.

Wieki temu w sumie odcinek Ke o spotkaniu ze Stanem Sakaim zahaczał nieco te rejony, hm.

Zostawiając powidok wibrującej czerni


papier · komentarzy 8

powidok

Dobra, co to jest ten powidok? Chwila w googlach i wiem tyle:

Powidok, zjawisko optyczne powstające po zadziałaniu na siatkówkę silnym światłem. W pierwszym okresie powstaje powidok pozytywny, będący obrazem źródła świetlnego, następnie powidok negatywny, będący obrazem źródła światła w barwie dopełniającej.

Ahaa, okej, nie wiem co to ma wspólnego z komiksem, który wczoraj przeczytałem ale idziemy dalej.

„Zostawiając powidok wibrującej czerni” Daniela Chmielewskiego to zbiór prawie 50 historii, z czego wszystkie, poza ostatnią, epilogiem, są jednoplanszówkami. Jest tu nieco o sztuce, miłości, związkach, kulturze, społeczeństwie i patrzeniu na kubek z różnych punktów widzenia. Historie utrzymane są w tonie luźnych przemyśleń autora, czasem jest też ich bohaterem. Z Warszawą w tle.

No i tak się czyta te komiksy, uśmiecha nad paroma fajnymi pomysłami autora, kilka razy się przewraca oczami i dochodzi się do epilogu. Zajmuję prawie połowę albumu i nagle miesza się ze sobą wszystko: to co autor wymyślił, to nad czym się zastanawiał, fikcyjne postacie z autentycznymi. I nagle się okazuje, że te wszystkie na pozór luźne opowieści łącza się w jedną, o życiu Anny, która „jak większość fikcyjnych postaci jest prawdziwa„. Świetne, sprytne takie.

powidok

Klimatem, jak też od strony graficznej przypomina mi „Powidok…Ósmą Czarę Owedyka i jego co bardziej refleksyjne fragmenty Prosiaczków. Jest tu sprzeciw, pewien ostry ząb, złośliwa obserwacja, a jednocześnie refleksja. Jest też Cynik, który wydaje się tak sympatyczną postacią, że chyba zasługuje na jakieś oddzielne przygody. Nie chcę pisać, że jest „fajnie jak na debiut”, bo czytając komiks nie miałem wrażenia, jakbym miał do czynienia z dziełem debiutanta.

Sam tytuł został zaczerpnięty z tego wiersza. Jak rozumiem, jego autorem jest sam Chmielewski.

Linki:
Strona Daniela Chmielewskiego
Wydawca komiksu – Timof

Powstanie Kościuszkowskie w sześciu kadrach


internet · komentarzy 5

kosciuszko

Chyba już jestem zbyt długo na studiach, ale uważam, że ten pasek jest świetny.

Sama Kate Beaton publikuje na swojej stronie mnóstwo fajnych, krótkich komiksów poświęconych innym postaciom historycznym. Jest nawet Wojtyła. I Dżyngis Khan. Doborowe towarzystwo.

W połowie podstawówki dostałem w swoje ręce pierwsze egzemplarze książek z serii „Strrraszna historia”, które odcisnęły znaczące piętno na moim podejściu do historii i chyba ostatecznie położyły kres podejściu z „Sensacji XX Wieku” Wołoszańskiego. Gdyby nie one, najpewniej teraz siedziałbym w jakimś bunkrze i podniecał się kolejnym niemieckim hełmem.

Te komiksy Beaton przypominają mi nieco tamten styl. Swoją drogą, ciekawe co teraz rysują Martin Brown i Philip Reeve.