Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Lucyfer #1: Diabeł na progu


papier · komentarzy 16

Diaboł na progu

To nie jest tak, że mam jakiś uraz do „Sandmana”. Owszem, w tych pierwszych pięciu wydanych u nas albumach z którymi miałem styczność, oprawa graficzna była dla mnie nieco kupowata, ale Gaiman na tyle fajnie żonglował smaczkami, że jestem w stanie sobie wyobrazić, czemu tyle osób polubiło ten komiks.

Jednocześnie często tak mam, że jeżeli coś staje się popularne, to ja się automatycznie najeżam i zaczynam podchodzić do rzeczy nieco nieufnie. Zaczęła mnie męczyć ta nieustająca mantra o geniuszu Gaimana, z tego też względu nie znalazłem w sobie dość sił aby czytać serię dalej, No i niby „Lucyfer” jest reklamowany jako kontynuacja „Sandmana”, ale jako że scenarzysta jest już inny, to czemu nie miałbym dać mu szansy?

Szatan to chyba jedna z najbardziej wymiętolonych literacko postaci w dziejach, więc nie dziwne, że znalazł się „Sandmanie”. Nie wiem jak został przedstawiony w dalszych tomach serii, jednakże z tego co pamiętam, to był z niego całkiem wyrachowany przystojniak. W komiksie Careya Lucyfer nie rządzi już piekłem, osiadł w naszej rzeczywistości i prowadzi bar, w którym plumka sobie na fortepianie. Posiada sporo mocy, zna panujące układy i korzystając z tego, że ma nadmiar wolnego czasu, postanawia wyrównać swoje rachunki ze Stwórcą. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie.

diabol na progu

Diabeł na progu” to trzy historie. W pierwszej, „Diabelskiej Alternatywie”, Niebo ma pewien problem, z którym poradzić sobie może jedynie Lucyfer. W programie nieco paplaniny o wierzeniach Indian i wędrówki pomiędzy światami, ot normalka. „We Wróżbie z sześciu kart” razem z Lucyferem i jego służąca Mazikeen odwiedzamy hamburską dzielnicę czerwonych latarni, St. Pauli w poszukiwaniu narzędzi do dalszych diabelskich machinacji. Trzecia historia, najkrótsza, „Zrodzona z umarłymi” opowiada o małej dziewczynce, wiedźmie, która chcąc rozwiązać zagadkę śmierci przyjaciółki krzyżuje swój los z Diabłem. Konsekwencje tego wydarzenia poznamy najpewniej w dalszej części cyklu. Każda z tych historii rysowana jest przez kogo innego, więc wiadomo jak to jest, trudno się przyzwyczaić do wyglądu postaci.

Sam Lucyfer Careya jest jak na razie całkiem podobny do Władcy Snu Gaimana. Małomówny, pełen wewnętrznej siły, ma swój przebiegły plan z którym zbytnio się nie obnosi. Ludzie są dla niego zabawką i wykorzystuje ich do swoich własnych celów. Szczególnie kobiety. W „Diable na progu” to właśnie one są centrami magii i tajemnych mocy. Znowu całkiem podobnie jak w Sandmanie. Lucyfer to cwany gość, historie są momentami bełkotliwe, ale to ma swój urok. Mi się podobało, ale prawdziwy test komiks przejdzie u osób, które Sandmana przeczytały od deski do deski. Nie mam pojęcia, czy im się spodoba, chyba tak.

Jakby ktoś nie był w stanie wyrobić sobie zdania po dwuplanszowym ochłapie rzuconym przez Egmont, to na stronie Vertigo można przeczytać cały pierwszy zeszyt.

komentarzy 16

  • Wstyd mi za ciebie. :(

  • Czemu? :)

  • Nie leży mi oprawa graficzna.
    Nie przemogę się.

  • Tak rysowana jest tylko pierwsza historia, druga jest już o wiele mniej „malarska” i bardziej klasyczna.

  • holcman

    geniusz Gaimana? a co to jest?

  • konradh

    Z tego co słyszałem, to chodzi o takie coś, że wszystko co wyjdzie spod ręki Big G jest równie big. Obstawiałbym również jakieś małe magiczne stworzonko zamknięte w słoiku.

  • Podobał mi się Lucek. Nie mogę się kwietnia doczekać. Sandmana nie czytałem całego, co bardzo mnie boli, pierwsze albumy zrobiły na mnie spore wrażenie (zamierzam sobie kupić to nowe egmontowe wydanie w twardych oprawach. MUSZE JE MIEĆ!).
    Lucyfer ma fajny klimat i niezłe rysunki. Szkoda troche, że co historia to inny rysownik. Ciężko się do postaci przyzwyczaić.
    Mike Carey tym albumem potwierdza tylko, że słusznie zacząłem go cenić po genialnych albumach z Johnem Constantine.

  • karolkonw

    gaiman w 90% produkcji po prostu zwyczajnie ssie
    a to ze jest noszony na rekach to inna sprawa
    każda kupa jest ze złota bo nazwisko z G jest na okladce

  • hehe ;-) Gaiman geniusz? Nie sądzę. Sandman jest świetny, przyznaję, że mocno mnie wciągnął chociaż miał i słabsze fragmenty. Klucz jednak w tym, że to wszystko razem składa się na niesamitą historię i Sandmana trzeba poznać w całości. To, co działo się w tomie Panie Łaskawe 2 mnie zniszczyło- wcześniej cała opowieść się rozmywała, uciekała w różnych kierunkach, błądziła. Aż tu nagle, w punkcie kulminacyjnym serii, otrzymaliśmy historię precyzyjną i logiczną do bólu. Czarna Orchidea, Księgi Magii i Morderstwa i Tajemnice też były ok, ale poziom niżej niż Sandman. Natomiast reszta niestety jest przeciętna. U Gaimana zawsze najbardziej podobał mi sie sposób opowiadania historii (w stylu tajemniczego gawędziarza, który siedzi przy ognisku i nawija :lol:), ale w komiksach do jego scenariusza to przecież w równym stopniu zasługa rysowników. Podpisuję się pod tezą, że geniusz to za mocno powiedziane, ale z pewnością ciekawy scenarzysta. A Lucyfera przeczytam dzisiaj, po moim ulubionym ostatnio serialu (Bundych nie wspomnę, bo to klasyk)- Dr. House ;-) ;-) ;-)

  • Kurcze na tego lucyfera to bym sie zaczaił , ale te ceny ogolnie zaczynaja być idiotyczne
    Pozdrawiam

  • Dr. House ci sie znudzi w trakcie 3 sezonu. Serial jest świetny, ale schemat który jest w każdym odcinku zaczyna drażnić.

  • karolkonw

    e tam draznic
    e tam schemat
    no dorba jets schemat ale co za bohater

  • housa muszę sprawdzić kiedyś wreszcie.

    Mikołaj: co do cen, no to wszystko już niestety zostało powiedziane, płać i płacz :)

  • hehe ;-) co do schematu w Housie: wczorajszy odcinek widzieliście Panowie?

  • No, nareszcie jakas recka, która faktycznie coś mówi o samym komiksie. Z nieba mi spadłeś. Bo już powoli miałam dość tych wszystkich oficjalnych opisów… w których i tak jest zazwyczaj to samo. jak widać metoda kopiuj-wklej działa bez zarzutu. Niby taki popularny komiks a tak cięzko znalezc na necie jakies konkretne informacje.

  • Proszę bardzo, polecam się na przyszłość.

Dodaj komentarz