Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Fishtown


internet · komentarz: 1

fishtown

Nie pisałem wcześniej o „Black Hole”, bo niezbyt lubię uzewnętrzniać się na temat rzeczy, które mi nie podeszły. Poza tym, bałem się spalenia na stosie. Od strony graficznej komiks jest naprawdę imponujący, jednakże jeśli chodzi o warstwę tekstową, to Burnes mnie nie przekonał. Bohaterowie nie wywoływali u mnie żadnych większych emocji, a historia wlekła się zamulając mnie do tego stopnia, że każda następna próba ponownego jej przeczytania kończyła się wcześniej niż poprzednia. No ale okej, może dla kogoś jest to komiks wielki i poruszający.

O „Black Hole” przypomniałem sobie przy okazji „Fishtown”. Z komiksem Kevina Coldena miałem ten problem, że ma na razie dopiero trzy rozdziały z sześciu, więc nie do końca wiadomo, jak historia się rozwinie. Z tego punktu widzenia porównywanie go do 300 stronicowej cegły Burnsa jest dosyć karkołomne. Jednakże pozwolę sobie na to, ze względu na całkiem zbliżoną tematykę.

Tytułowe Fishtown jest dosyć parszywym rejonem Filadelfii. Grupa dojrzewających nastolatków z dolnych rejestrów klasy średniej, nuda, brak perspektyw, narkotyki, wreszcie zbrodnia. Historię poznajemy na komisariacie, podczas kolejnych przesłuchań głównych bohaterów dramatów. Dzięki retrospektywom dowiadujemy się, co doprowadziło ich do morderstwa, poznajemy historię z kilku perspektyw.

fishtown

Ktoś, już nie pamiętam kto, napisał, że dla niego „Black Hole” jest komiksem o miłości. Dla mnie jest raczej opowieścią o nastoletnim nihilizmie. I na tej płaszczyźnie ta koncepcja ładnie mi się styka z „Fishtown”. U Coldena wyobcowanie nastolatków jest widoczne bez odwoływania się do abstrakcyjnej zarazy młodości. Dzieciaki są przerażające przez to co myślą, mówią i robią, przez to, że nie są w stanie wyobrazić sobie innej drogi.

Podobno „Fishtown” oparte jest na prawdziwej historii. Colden natrafił na nią przypadkiem, potem zaczął śledzić doniesienia prasowe, dotarł nawet do dokumentów sądowych. Nie znając szczegółów trudno ocenić, ile jest w tej opowieści rekonstrukcji a ile interpretacji. Im bliżej ta historia jest bliższa prawdziwym wydarzeniom tym staje się bardziej uniwersalna, o tego typu dramatach dowiadujemy się też i z naszych nieubłaganych mediów. Ale „Fishtown” nie jest dla mnie komiksem o tym, że ktoś zabił kogoś, próbuje raczej przedstawić, czemu do tego doszło.

komentarz: 1

Dodaj komentarz