Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Spotkanie z Jankiem Kozą


imprezy · komentarzy 8

koza

Byłem dzisiaj w siedzibie Krytyki Politycznej na spotkaniu autorskim z Jankiem Kozą związanym z premierą jego najnowszego albumu „Wszystko źle” Widzów garść, kameralna atmosfera. Poza rozmową, którą prowadził Szymon Holcman z Kultury Gniewu puszczono kilka filmów animowanych autorstwa Kozy. Utrzymane w podobnym stylu co komiksy, w połączeniu z głosem narratora jeszcze bardziej niszczące.

Sam Koza okazał się wyjątkowo skromnym gościem, wręcz na granicy nieśmiałości. Ciągnięty za język opowiedział o swoim podejściu do komiksu, animacji i opowiadaniu historii. No i wszystko co mówił przekonało mnie ostatecznie do jego twórczości. Jest brutalna, brudna i chropowata, ale też w swoim absurdalnym sposobie przedstawiania ludzi bardzo podobna do Monty Pythona. Bo dla mnie te historie są zabawne, wykręcone, ale zabawne. Okej, tragikomiczne.

Podczas rozmowy został rzucony pomysł zderzenia rysunków Kozy z prozą Michała Witkowskiego. Komiksowa adaptacja „Lubiewa” to byłaby masakra. Zgromadzona publiczność nie sprawiała wrażenia zbyt komiksowej, ale wydawała się zadowolona spotkaniem. Podobnie jak dwóch starszych panów, którzy przyszli sobie posłuchać.

Poczta w Raszynie – epilog


varia · komentarzy 9

Jak pamiętacie, przez cały styczeń czekałem na jeszcze jedną paczkę. No i się znalazła. U nadawcy. Została mu odesłana z opieczętowaniem, że DWA razy była awizowana i ani razu nie stawiłem się po nią w terminie. Brak słów.

Teraz sprzedawca gbur żąda, abym jeszcze raz zapłacił mu za przesyłkę, a na dodatek zwrócił to, czym poczta go obciążyła za odesłanie paczki. Ręce mi trochę opadły, bo koleś porozumiewał się ze mną monosylabicznymi mailami przez ostatni miesiąc, gdy pytałem się go, co z paczką. A gdy przyszło do pieniędzy to od razu „proszę Pana” i zdania podrzędnie złożone. Podziękowałem za dalsze korzystanie z jego usług i poprosiłem o zwrot kasy i obciążenie mnie tymi 6 zeta jakie pocztowy ciemiężca kazał mu zapłacić. Takie dobre mam serduszko, połączone z brakiem wiary w sens użerania się o kilka złotych, zarówno z allegrowym straganiarzem, jak i pocztą.

Pokarało mnie, że chciałem zarobić 10 zeta na dwóch albumach Calvina i Hobbesa w okresie świątecznym, eh. Na szczęście, w moim wypadku chodziło tylko o komiksy, ludzie z okolicy co rusz dowiadują się o jakiś rachunkach, które wróciły do banku bez odebrania i tym podobne.

Teraz paczki przechodzą już normalnie, pewnie do czasu następnych świąt.

Baśnie #2: Folwark zwierzęcy


papier · komentarzy 10

james jean ah

Orwellowski „Folwark zwierzęcy” znam wyłącznie z filmowych adaptacji i trochę się bałem, że nieznajomość oryginału może mi utrudnić lekturę drugiego tomu Baśni. Swoją drogą, sprawa tłumaczenia jego tytułu wywoła swego czasu lekką palpitacje serca u kilku użytkowników forum Gildii. Nie żeby to było jakoś specjalnie istotne, ale chodziło o to, czy Animal Farm można tłumaczyć jako Zwierzęcą Farmę, czy też, odwołując się do pierwszego polskiego przekładu książki autorstwa Bartłomieja Zborskiego z 1988 roku, jako Folwark Zwierzęcy. Pierwszy wariant jest mniej nośny i sprawia, że ewidentne nawiązania Willinghama do Orwella są nieco mniej czytelne. Z drugiej strony, można się zastanawiać, czy folwark to do końca farma, i czy Zborski właściwie zinterpretował angielskie „Manor Farmwystępujące w oryginale. No ale to szczegóły, nie mające porównania do afery z Władcą Pierścienia w tłumaczeniu Łoźińskiego. Łazik.
więcej…

Niedziela 49


niedziela · komentarzy 11

wiadomosci

Naprawdę, raz jest tydzień, gdzie pomimo nasłuchiwania tych samych kanałów informacyjnych co zwykle, nie jestem w stanie wygrzebać nic ciekawego do zaserwowania w niedziele, innym razem jest tego tyle, że zastanawiam się, czy nie przedzielać tego tekstu ilustracjami. Niemniej, weekend w pełni, więc ruszamy.

Grzegorz Gino Nita na swoim blogu publikuje kolejne strony Kniaźiówny Eryki. Nie ma to jak oldskulowe kadry z krzykami nad lasem. Klasyka. Samuraje, feudałowie i księżniczki.

Jeżeli ktoś nie lubi PvP, to może sobie poczytać bloga poświęconego tylko i wyłącznie krytyce tego komiksu. Flame on!

Tekst jest sprzed kilku miesięcy, ale dopiero teraz wygrzebałem go z przydługiej listy „rzeczy do przeczytania”. Adam York Gregory, autor The Flowfield Unity robi całkiem zgrabną przebieżką po podstawach prowadzenia komiksu internetowego. Wszystko zgrabnie ujęte w jednym miejscu.

Jak być może pamiętacie, w maju zeszłego roku pisałem o Culture Pulp, komiksie, którego autor przedstawia swoje reportaże pod postacią obrazków. Ostatnio przeprowadził wywiad z Marjane Satrapi na temat ekranizacji Persepolis. Strasznie mi się podoba tego typu dziennikarstwo i zabawy z komiksem jako takie. To coś nieco jak list motywacyjny o którym pisał Maciej Pałka niedawno.

Mitch Clem ruszył z nowym, autobiograficznym paskiem komiksowym. Aktualizacja trzy razy w tygodniu.

Bug City dobiło do setnego odcinka i się skończyło. Autorzy, wierni słowom piosenki Perfectu odeszli w glorii i chwale ponad siedmiu tysięcy czytelników dziennie. Blog Bartka Szymkiewicza jest w sieci od dawna, natomiast strona Maćka Łazowskiego jest już czymś nowym i można się na niej przekonać, że Artmac potrafi rysować nie tylko robaki. Przyciśnięci do muru nawałą pytań autorzy zdołali tylko wyjęknąć: „bierzemy się za nowe rzeczy„. No i dobrze.

Miałem o tym nie mówić, ale skoro sami zainteresowani zaczęli się dekonspirować, to czas rzucić nieco światła na nowy magazyn komiksowy. No, magazyn to chyba za duże słowo, wiadomo, że w naszych warunkach mówimy o czymś co można postawić na półce koło Jeju czy Kolektywu.

Inicjatywa nazywa się Pirate i wiemy na razie tyle:
– w jej skład wchodzi między innymi Mikołaj Spionek oraz Janek Kłosowski
– skład jest międzynarodowy, wyłonił się z odmętów Deviantartu
– premiera za kilka miesięcy

Tymczasem do premiery trzeciego numeru Kolektywu jest coraz bliżej. Na razie drużyna urządziła świetną zabawę z okładkami. Do tego momentu naliczyłem ich cztery: autorstwa Haze, drugi raz Haze, JT oraz Adlera. Bombowa sprawa. Miałem okazję widzieć wstępne wersje komiksów jakie mają się ukazać w najnowszym numerze, ale jak wyjdzie w praniu okaże się dopiero podczas premiery na WSK 08.

I jeszcze tonem zeszłotygodniowych szczecińskich impresji:

vespa naklejka

Naklejka na koszu na śmieci.

xbox live turystycznie


gry · komentarze 4

lumines

W niektórych kręgach właściwości mojego domowego połączenia z internetem są już legendarne. Spośród dziesiątek sytuacji, gdy okazywało się, że muszę zrezygnować z jakiejś sieciowej aplikacji lub gry, najbardziej dołująca okazała się niemożność podłączenia mojej konsoli pod Xbox Live.

Na początku zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, czekałem na kolejno przekładane daty uruchomienia polskiej wersji usługi, w końcu, zniecierpliwiłem się i postanowiłem się podłączyć. No i klops, nie działa. Na wszelkie możliwe sposoby, nie działa. Zniechęcony, załamany, w końcu wymyśliłem, że aby pościągać dema i gierki z Live mogę się przecież podłączyć u kogoś kto ma szybkie, sprawne łącze.

Czyli u moich dziadków.

Konsola i kable do plecaka, plecak na plecy i fru. Tak też rezultat moich dzisiejszych zabaw z Livem widzicie po prawej stronie, pewnie będę podejmował podobną wyprawę co parę tygodni, to statystyki będą się aktualizować.

A tymczasem, wracam do Lumines. W przyszły weekend biorę gitarę pod pachę i udaję się do Gonza, szykuje się bratobójczy, guitarherowy pojedynek na webkomiksowym szczycie.

10 komiksów, które są na sto procent lepsze od Asteriksa na Olimpiadzie


komiksy · komentarzy 19

Zdaje sobie sprawę, że nie jest to zbyt profesjonalne pisać o filmie, którego widziało się jedynie drętwe zwiastuny, ale doświadczenie poprzednich kinowych Asteriksów nauczyło mnie nie spodziewać się po nich niczego dobrego. Coś jest takiego w tych historiach, że nawet przełożone na animacje, nie bawią tak jak komiksowe oryginały.

Asteriks jest dla mnie tytułem szczególnym, można powiedzieć, że się na nim komiksowo wychowałem i była to w sumie jedyna seria ukazująca się w latach 90, którą w całości posiadam. Albumy są niemal zaczytane do szczętu, bo potem równie intensywnie czytała je Agnieszka.

W Polsce ukazało się łącznie 33 albumy, z czego ja posiadam wszystkie z serii białej. Z „niebieskiej” serii nie mam żadnego, poza Galijskimi Początkami, które nie są pełnoprawnym albumem a jedynie zbiorem ciekawostek i krótkich historyjek. Jakoś nie miałem odwagi sięgnąć po „Asteriksa i Latraviatę” oraz „Kiedy niebo spada na głowę„. Nie chodzi tu o to, że jestem jakoś uprzedzony do solowych występów Uderzo, po prostu jakoś mi się to źle komponowało, takie dwa lśniące albumy koło sterty wymiętolonych „białych”. Kiedyś będę musiał sprawić sobie wszystko w twardej oprawie, coby dzieci Agnieszki miały co czytać jak przyjdą do wujka. Hy hy.

Dzisiejsza premiera Asteriksa na Olimpiadzie to dobra okazja aby przypomnieć sobie kilka najlepszych, moim zdaniem, tytułów z serii. Choć to całkiem trudny wybór, na Jowisza!

1. Asteriks i Goci
Asteriks odwiedza Gotów, którzy udają Germanów. Swego czasu miałem olbrzymie trudności z przeczytaniem tego komiksu, niby niemiecka czcionka była problemem nie do przeskoczenia dla siedmiolatka.

2. Asteriks u Brytów

Przebić beczki! Asteriks odwiedza swojego brytyjskiego kuzyna, depcze trawniki i kilka innych narodowych stereotypów.

3. Asteriks i kociołek
W wyniku machlojek pewnego niemiłego wodza innej wioski, Asteriks musi wyruszyć w świat aby odzyskać honor. Zakładanie własnej firmy, napad na bank i inne sposoby zdobycia pieniędzy. No i zupa cebulowa.

4. Asteriks Legionista
Komiks o urokach służby wojskowej i dalekich podróży. Film animowany „Asteriks kontra Cezar” to połączenie tego albumu z Asteriks Gladiator. To stąd pochodzi kultowe „Pierwszy legion, trzecia kohorta, drugi manipuł, pierwsza centuria”.

5. Asteriks na Igrzyskach Olimpijskich
Czyli pierwowzór najnowszego filmu, ot tak żeby wiedzieć, że oryginał aby być śmiesznym nie potrzebował wątku miłosnego oraz znanych postaci drugoplanowych.

6. Niezgoda
Jeden z moch naprawdę ulubionych albumów. Cezar, aby wreszie pozbyć się Galów, nasyła na nich spin doctora, który jak nikt inny potrafi siać zamęt i niesnaski. Album kończy się monumentalną sceną oblężenia wioski. No okej, była monumentalna gdy miałem te osiem lat.

7. Osiedle bogów
Album całkiem aktualny, jeżeli weźmie się pod uwagę panującą u nas modę na strzeżone osiedla i mieszkanie za miastem. Świetna satyra na mieszczaństwo i turystykę.

8. Obeliks i spółka
Pomysł podobny do Niezgody. Cezar nasyła na wioskę młodego speca od marketingu i promocji, który ma zneutralizować Galów kapitalizmem i pogonią za pieniędzmi.

9. Odyseja Asteriksa
Asteriks wyrusza na Bliski Wschód a jego tropami podąża Sean Connery. Świetna scena walk plemiennych na pustyni.

10. Asteriks u Reszehezady
Chyba najlepszy solowy album Uderzo. Podróż na latającym dywanie do Indii. Czasem słońce, czasem deszcz. To nie jest tak, że komiksy bez gościnnego są jakoś specjalnie gorsze, są po prostu nieco inne, bardziej przygodowe i mniej uniwersalne.

Strach


książki · komentarzy 11

Trochę z innej beczki, ale rzecz jest ważna i warto o niej pogadać. Choć może nieco szkoda, że dyskusja została wywołana w ten sposób. Ale patrząc na histerię, wychodzi na to, że inaczej się nie dało.

Dla mnie, cały problem polega na tym, jak Polacy postrzegają stosunki polsko – niemiecko – żydowskie podczas wojny. W utrwalonym wyobrażeniu, Niemcy to ci źli, Polacy to ci dobrzy, a Żydzi to ofiary losu. Lubimy mówić o Żegocie, o Bartoszewskim, a wszystko co złe zamykamy pod hasłem „szmalcownicy” i od razu w myślach dodajemy „margines”. Gross Strachem wsadza stopę w uchylone Sąsiadami drzwi i krzyczy „Polacy mordowali Żydów”.

I ja, na tyle na ile pozwala mi moja wiedza, się z nim zgadzam. Mordowali.

I rozmowa o tym, odbrązowienie stereotypu i ukazanie szerszego spojrzenia jest potrzebne, jednakże obawiam sie, że Gross pisząc książkę w takim a nie innym stylu, nie sprawił, że ten proces będzie przebiegał teraz zbyt gładko. Ale może taki wstrząs jest potrzebny?

Gross popełnia sporo błędów. Uogólnia i nie dostarcza wystarczających argumentów do podparcia swoich tez. I tej linii trzymają się jego krytycy, że skoro umieścił w Strachu mnóstwo baboli, to cała książka nadaje się do kosza, nie było więc tematu, a Gross do prokuratury za obrazę polskości. Problem jednak w tym, że ci, którzy są przeciwko, zamiast przeczytać, książkę po prostu zbojkotują.

Nie chodzi tutaj o kolejne przepraszanie za Jedwabne, o robieniu smutnych min i smutnemu potakiwaniu i biadoleniu, jaki to ten polski naród jest ciemny i głupi. Chodzi o pamięć i o to, żeby taki syf się więcej nie powtórzył. Im więcej wiemy o wszelkich odcieniach naszej przeszłości, tym lepsi jesteśmy teraz.

We The Robots


internet · komentarze 3

we the robots

James P. Crew to tytuł zgrabnej historyjki Dicka z 1953, w której pisarz przedstawił świat rządzony przez roboty, w którym ludzie zostali zepchnięci do roli gatunku podwykonawców. Całość było satyrą na biurokrację, politykę emancypacji czarnych i ustrój Stanów Zjednoczonych jako taki. Najciekawszym pomysłem było jednak to, że ludzie zapomnieli o swoich pochodzeniu i przeszłości, a ich kulturę nieco nieporadnie przejęły roboty. Koncepcja fajna, potem wielokrotnie powtarzana.

W „We The Robots” znowu mamy do czynienia z ukazywaniem różnych absurdów naszej rzeczywistości przy pomocy Sztucznych Inteligentów. To jest robotów. Mamy tu wszystko: religię, współzawodnictwo, biurowe przeboje, wychowanie dzieci, dojrzewanie, słowem, życie w pigułce. Jeżeli lubicie „Fistaszki”, „Calvina i Hobbesa” oraz „Dilberta”, to poczujecie się tu jak w domu.

we the robots

Humor „WTR” jest całkiem uniwersalny, jednakże dzięki uczynieniu robotów bohaterami swojego komiksu, Chris Harding sprawił, że kilka metafor staje się szczególnie celnych. Jak choćby odcinek z tłumaczeniem dziecku czym jest Bóg, czy umieszczenie seryjnie produkowanych robotów w seryjnych biurach.

„We The Robots” są aktualizowane trzy razy w tygodniu i zdążyły już zdobyć nieco wsparcia w prasie. Grafika jest świetna, humor jest klawy, nic tylko czytać, aby mieć z rana dobry nastrój.

Niedziela czterdziesta ósma, panie errr


niedziela · komentarzy 5

wiadomosci

Zapracowany tydzień, zaraz wsiadam w pociąg do Warszawy. A tymczasem:

Grupka filmowców z małym budżetem postanowiła nakręcić sekwencję lądowania w Normandii. Niesamowite, jeżeli weźmie się pod uwagę rozwój techniki i to jakie efekty wykorzystano 10 lat w Ogniem i Mieczem Hoffmana.

Fascynująca galeria malarstwa poświęconego twórczości Stana Lee. Szkoda, że większość peleryniastych komiksów tak nie wygląda.

Podobno Batman ma zginąć, zapytałem o to znanego batmanologa, który odpowiedział, że to pitolenie. Będę trzymał się jego wersji.

No i z cyklu „wszystko zostaje w rodzinie”: nad storyboardami do animowanego Jeza Jerzego pracuje Kamil Kochański, czyli Kurt z Produktu. Nie mogło być chyba lepiej.

Obejrzeliśmy wreszcie Labirynt Fauna, który okazał się o wiele mniej baśniowy niż się spodziewałem.

A Ostrożnie, Pożądanie jest o jakieś 45 minut za długie. Choć egzotyczne umiejscowienie akcji wypada całkiem ciekawie. Choć trudno jest mi ocenić jego wierność.