Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Syberyjskie Sny


komiksy · komentarze: 7

syberyjskie sny

Długo jakoś nie mogłem się zebrać i przekonać do kupienia tego komiksu, recenzja z Przekroju mnie zachęciła, a ostatecznie przekonał na swoim blogu Maciek Pałka. Po długiej serii wydawnictw Timofa, które nie wzbudzały mojego zaufania warto było jednak się przełamać, bo rzecz jest świetna.

Syberyjskie Sny
są zbiorem prac Konstantego Komardina, które ukazały się wcześniej na łamach różnych rosyjskich magazynów komiksowych i bardziej dostępnych czasopism. Zamieszczono również historię z polsko – rosyjskiego projektu komiksowego City Stories.
więcej…

Niedziela 42


niedziela · komentarze: 14

wiadomosci

Wywiad z Trudy Cooper, rysowniczką Platinum Grit. Bardzo ciekawy.

without the web, PG would have stopped dead at the printed issue 10. We just couldn’t financially do it in print anymore. It’s impossible to sustain a small book in a small
(population-wise) country – especially when you can only manage to release a couple of issues a year. There just isn’t the market for it.

Gildia pisała ostatnio o cenach za jakie schodzą stare numery Wilq na Allegro. Tak się składa, że jedną z tych osób jest Ada. A myślałem, że mnie wkręca, gdy oświadczyła, za ile kupiła pierwszy numer.

To ja poczekam jeszcze kilka lat w takim razie. A teraz zacznę kupować co poniektóre komiksy w dwóch egzemplarzach.

Swoją drogą, że też przegapiłem te bombowe magnesy.

Na półce stoi trzecie Authority i czeka na opisanie, a tu Manzoku wydało kolejny komiks. Nie czytałem w ogóle Rorka, więc nie wiem, można się w takiej sytuacji swobodnie brać za Koziorożca?

Marta mnie w sumie wyleczyła już z oglądania kreskówek dla dzieci, ale jak patrzę na zwiastuny Kung Fu Pandy, to czuję, że się chyba złamię.

Tak jak nienawidzę palenia, smrodu papierosów i całej kultury narosłej wokół tego, tak nie widzę większego sensu w jakiś totalnych zakazach. Na przystankach, i owszem, bo to miejsca publiczne, i zdrowi obywatele nie mogą być podtruwani. Ale w lokalach? To już rozsądzi niewidzialna ręka rynku, w której knajpie będą woleli przebywać ludzie. Niestety, takich miejsc jest na razie mało. A już jeśli chodzi o jakieś przyjemne dysko żeby chwilę sobie potańczyć i po wyjściu nie śmierdzieć, to już totalna abstrakcja. Z koncertami jest tak samo niestety. No ale, coś powoli zaczyna się dziać, choćby tego typu inicjatywa. Boję się, że gdy sejm się tym bliżej zajmie, to przemieni się w kolejną awanturę, kto jest za, a kto przeciwko PiSowi i posłowi Cymańskiemu. Aktualna minister zdrowia, Ewa Kopacz, niby teraz przestała palić, bo jakoś niezręcznie by to wyglądało na paczkach papierosów.

A i ciągle zapominam, wraz z Tomkiem Drabikiem, znanym z tak potwornych komiksów jak Flowi i Bumelanci, i jeszcze z jednym kompanem, piszemy sobie o grach. O tutaj.

Pierwsza Brygada: Warszawski pacjent


papier · komentarze: 11

Warszawski Pacjent

Szczerze pisząc, nie wierzyłem, że ten komiks ujrzy światło dzienne. Nawet przez pewien czas usiłowałem przeprowadzić z twórcami wywiad, ale bezowocnie. No ale proszę, jednak album jest.

Warszawski Pacjent, pierwsza i mam głęboką nadzieję, że nie ostatnia, część cyklu to 44 strony bombowego komiksu, z czego w internecie mogliśmy przeczytać zaledwie kilka plansz, więc dostajemy do rąk świeży, premierowy materiał. Tak też, tytułowym pacjentem, mimo że w Petersburgu, jest Józef Piłsudski. Przebywając w tamtejszym szpitalu opowiada lekarzom o tajemniczym zdarzeniu w którym brał udział na Syberii. Tam będąc wmieszał się w rozgrywkę pomiędzy niejakim Stanisławem Tarkowskim a groźnie wyglądającym oficerem armii carskiej Konstantym Iwanowiczem Szutyrowem.

W programie parowe maszyny, partyzanci oraz wierny Kali, wplecione w pełną akcji historię. Wszystko to jest jedynie czubkiem góry lodowej jaką w zanadrzu szykują czytelnikowi autorzy. Choć ta narracyjna przerwa ze strony 29 to już chyba była przesada. Do wyjaśnienia w następnych częściach, oczywiście.

Warszawski Pacjent

Od strony graficznej jest świetnie, sepie i błękity nadają komiksowi interesujący klimat, choć nie dają już tej szansy na mistyfikację znaną z sieci. Zabawy z kanonem lektur szkolnych, postaciami historycznymi również wypadają całkiem zgrabnie. Steampunkowa atmosfera jak i pomysły techniczne mocno kojarzy mi się z jednym z moich ulubionych filmów, czyli Sky Kapitan i Świat Jutra. Cała nadzieja w tym, że na następną cześć nie trzeba będzie zbyt długo czekać.

Pomijając tematykę, Pierwsza Brygada jest tez komiksem pionierskim pod względem promocji i wykorzystania internetu. Choć mam wrażenie, że większość roboty poszła nieco w próżne. Te dwa lata temu strona wzbudziła spore zainteresowanie w naszym światku, nad komiksem pochyliły się też media ogólnopolskie w osobie Orlińskiego z Wyborczej. Ale hej, to było ponad rok temu. Szkoda, że przez ten czas autorzy nie pokusili się o jakieś szersze podtrzymanie zainteresowania stroną, efekt byłby o wiele bardziej spektakularny. A tak, myślę, że teraz więcej promocji zrobią te trzy plansze z Nowej Fantastytki, które uzupełniają nieco wątki z albumu. No ale jak na pierwsze kroki, wyszło świetnie. Przynajmniej w porównaniu z ogólnym brakiem kumania siły internetu przez polskich komiksiarzy.

To co byłoby fajne, to dalsze poszerzanie strony. O kolejne materiały bonusowe, jakieś krótkie, poboczne historie. Wypracowano dla Brygady pewien kapitał, głupio by było, gdyby się zmarnował. Szkoda też trochę, mimo wszystko, że komiks wyszedł w twardej oprawie. Jasne, prezentuje się wspaniale, ale każdy grosz mniej to większa szansa na dotarcie do kolejnych czytelników. A ten komiks naprawdę jest tego wart. Po co ma się zakisić w naszym getcie i paść po dwóch tomach?

Good Ship Chronicles


internet · komentarz: 1

Good Ship Chronicles

Mówcie co chcecie, ale bardzo lubiłem Star Treka: The Next Generations. Leciał akurat gdy wracałem ze szkoły na TVNie, tak w pierwszym okresie działalności stacji. Puszczana później Deep Space Nine nie miała już dla mnie tego klimatu. Teraz na wykupionym przez Murdocha Pulsie puszczają pierwotną serię, jeszcze z kapitanem Kirkiem, ku uciesze mojego teścia. Ja sam jakoś nie potrafię sie odpowiednio wstrzelić aby obejrzeć choć odcinek.

Ostatnio też, ogarnięty kolejną falą zniechęcenia do PvP trafiłem na Good Ship Chronicles, który przypomniał mi o dawnej namiętności do Patricka Stewarta.

Nawiązanie do komiksu Scotta Kurtza nie było przypadkowe, GSC to komediowy strip pełną gębą. Kosmos, ostateczna granica, statek należący do międzygwiezdnej korporacji i jego dzielna załoga. Pośród niej czoło wybija się oczywiście nieco bucowaty kapitan, bez ustanku wymieniający złośliwości z pierwszym oficerem. Jest też oficer ochrony, główny inżynier, nawigator i pracownik naukowy. Galerię archetypicznych postaci kosmicznej sagi dopełnia przedstawiciel obcej rasy, o imieniu Mike, oraz stażysta – popychadło.

Good Ship Chronicles

Wiadomo o co chodzi w takich komiksach: bierzemy garść charakterystycznych postaci i każemy im być nieco zgryźliwymi względem w siebie w nadziei, że będzie zabawnie. Bez względu na to, czy będzie to redakcja czasopisma, bar, linie lotnicze czy statek kosmiczny zasady są podobne. Podejrzewam, że jest tu znacznie więcej różnych startrekowych smaczków, ale na tyle mało orientuje się już w tym klimacie, że ich nie dostrzegam. Ciekawe są też momenty paradokumentalne, z komentarzami do „kamery” autorstwa poszczególnych bohaterów.

GSC rozbawiło mnie parę razy, dodałem do rssów. Mocno przerysowany styl Bondii kojarzy mi się momentami z późniejszymi odcinkami Asteriksa w wykonaniu Uderzo. Podobnie monstrualne podbródki. Sam Bondia tworzył kiedyś zakończone już teraz Spells & Whistels, swego czasu całkiem popularne.

Beam me up, Scotty!

niedziela czterdziesta pierwsza


niedziela · komentarze: 14

wiadomosci

Startuje nowy serwis z ebookami. Powoli. Ale jak na dzisiaj możemy przeczytać nieco Wilqa. Przyjemne, nie znałem tej historii.

Nowy plakat Whiteout. Czuje przyjemne, lodowate dreszcze. Jak się nazywała ta komedia romantyczna z Beckinsale i Cusakiem?

Podobno ma wyjść drugi tom Persepolis. Właściwie, jeśli wierzyć wydawcy, to ukazał się wczoraj.

No i potwierdziła się cena nowego Transmetropolitana, 80 zeta. Trzeba zjechać ciut niżej. Oczyma wyobraźni widzę miny tych wszystkich ludzi, którzy zachęceni gadką w Schwingu postanowili kupić sobie Transa, a tu proszę, taki psikus.

I nawet trzecie Authority jest.

Ino Żywych Trupów brak.

Zgodnie z przewidywaniami, pierwszą turę na Zudzie wygrało High Moon. Kolejnych uczestników konkursu jeszcze nie ujawniono.