
Szczerze pisząc, nie wierzyłem, że ten komiks ujrzy światło dzienne. Nawet przez pewien czas usiłowałem przeprowadzić z twórcami wywiad, ale bezowocnie. No ale proszę, jednak album jest.
Warszawski Pacjent, pierwsza i mam głęboką nadzieję, że nie ostatnia, część cyklu to 44 strony bombowego komiksu, z czego w internecie mogliśmy przeczytać zaledwie kilka plansz, więc dostajemy do rąk świeży, premierowy materiał. Tak też, tytułowym pacjentem, mimo że w Petersburgu, jest Józef Piłsudski. Przebywając w tamtejszym szpitalu opowiada lekarzom o tajemniczym zdarzeniu w którym brał udział na Syberii. Tam będąc wmieszał się w rozgrywkę pomiędzy niejakim Stanisławem Tarkowskim a groźnie wyglądającym oficerem armii carskiej Konstantym Iwanowiczem Szutyrowem.
W programie parowe maszyny, partyzanci oraz wierny Kali, wplecione w pełną akcji historię. Wszystko to jest jedynie czubkiem góry lodowej jaką w zanadrzu szykują czytelnikowi autorzy. Choć ta narracyjna przerwa ze strony 29 to już chyba była przesada. Do wyjaśnienia w następnych częściach, oczywiście.

Od strony graficznej jest świetnie, sepie i błękity nadają komiksowi interesujący klimat, choć nie dają już tej szansy na mistyfikację znaną z sieci. Zabawy z kanonem lektur szkolnych, postaciami historycznymi również wypadają całkiem zgrabnie. Steampunkowa atmosfera jak i pomysły techniczne mocno kojarzy mi się z jednym z moich ulubionych filmów, czyli Sky Kapitan i Świat Jutra. Cała nadzieja w tym, że na następną cześć nie trzeba będzie zbyt długo czekać.
Pomijając tematykę, Pierwsza Brygada jest tez komiksem pionierskim pod względem promocji i wykorzystania internetu. Choć mam wrażenie, że większość roboty poszła nieco w próżne. Te dwa lata temu strona wzbudziła spore zainteresowanie w naszym światku, nad komiksem pochyliły się też media ogólnopolskie w osobie Orlińskiego z Wyborczej. Ale hej, to było ponad rok temu. Szkoda, że przez ten czas autorzy nie pokusili się o jakieś szersze podtrzymanie zainteresowania stroną, efekt byłby o wiele bardziej spektakularny. A tak, myślę, że teraz więcej promocji zrobią te trzy plansze z Nowej Fantastytki, które uzupełniają nieco wątki z albumu. No ale jak na pierwsze kroki, wyszło świetnie. Przynajmniej w porównaniu z ogólnym brakiem kumania siły internetu przez polskich komiksiarzy.
To co byłoby fajne, to dalsze poszerzanie strony. O kolejne materiały bonusowe, jakieś krótkie, poboczne historie. Wypracowano dla Brygady pewien kapitał, głupio by było, gdyby się zmarnował. Szkoda też trochę, mimo wszystko, że komiks wyszedł w twardej oprawie. Jasne, prezentuje się wspaniale, ale każdy grosz mniej to większa szansa na dotarcie do kolejnych czytelników. A ten komiks naprawdę jest tego wart. Po co ma się zakisić w naszym getcie i paść po dwóch tomach?