Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Syberyjskie Sny


komiksy · komentarzy 7

syberyjskie sny

Długo jakoś nie mogłem się zebrać i przekonać do kupienia tego komiksu, recenzja z Przekroju mnie zachęciła, a ostatecznie przekonał na swoim blogu Maciek Pałka. Po długiej serii wydawnictw Timofa, które nie wzbudzały mojego zaufania warto było jednak się przełamać, bo rzecz jest świetna.

Syberyjskie Sny
są zbiorem prac Konstantego Komardina, które ukazały się wcześniej na łamach różnych rosyjskich magazynów komiksowych i bardziej dostępnych czasopism. Zamieszczono również historię z polsko – rosyjskiego projektu komiksowego City Stories.

Komiksów jest w sumie dwanaście, a ich rozrzut tematyczny jak i objętościowy jest spory. Większość z nich Komardin narysował do scenariuszy czy pomysłów innych autorów. „Mity i legendy ludzi martwej ryby” skojarzyły mi się nieco z Lupusem, „O czym śnią bogowie” i „Mechanika uczuć” są nieco bardziej refleksyjne. Jest też kilka lekko erotycznych historii oraz gangsterska opowieść ilustrująca hiphopową piosenkę jednego z tamtejszych klasyków. Do tego rzecz o króliczce – zabójczyni i wspomniany wcześniej komiks z City Stories narysowany do scenariusza Grzegorza Janusza, znanego u nas głównie z Esencji.

syberyjskie sny

Mimo że wszystkie te historie są świetne, to głównym daniem jest najdłuższe, bo ponad dwudziestostronnicowe, „Pogranicze”, będące opowieścią z hmmm… pogranicza steampunka i dark fantasy. Na wschodnich rubieżach imperium trwa wyniszczająca wojna o złoża naturalne. Okopy, napalm, włócznie i znudzeni żołnierze, którzy postanawiają podczas ataku zjeść kilka muchomorów. Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Roboty na rolkach wysiadają.

Generalnie, zostałem zmiażdżony bogactwem stylu jaki prezentuje Komardian. Maciek Pałka wypatrzył tutaj Moebiusa i Manarę, ja sam momentami czułem Bisleya. Bez względu na to, gdzie leżą inspiracje, „Syberyjskie Sny” są dowodem na to, że Komardin potrafi narysować praktycznie wszytko. Nawet plecy konia. To jest po prostu niesamowite, ile różnych patentów on wykorzystuje do zilustrowania tych historii. Po lekturze byłem taki „wow”.

Syberyjskie Sny są znakomitą okazją do zerknięcia na to co się komiksowego dzieje za naszą wschodnią granicę. Ja o tym większego pojęcia nie mam, ale po Komardinie chcę więcej. Od paru dni ciągle jęczę o „Snach” Belemu, więc wy też czujcie się wyjęczeni. Eh, że też cztery lata rosyjskiego w ogólniaku poszły na marne.

komentarzy 7

  • Mnie tam Leśniakiem pachnie jak na to patrzę :D

  • No to też fakt, zwłaszcza w tej historii o zabójczyni :)

  • To się nazywa „buzz” – normalnie po tej i Maćka recenzjach zaczynam mieć chęć na ten komiks. Potem napiszę „że ostatecznie przekonał mnie Motyw Drogi…” itd. blogowy efekt domina ;-)

  • kłos – zapoznaj się. Komardin wymiata. Serio.

  • prawda. jęczy od paru dni. aż chyba to sobie zakupie. To jest tak w ogóle jeden z nielicznych komiksów Timofa, które są w empiku.

  • zbiorek jest rzeczywiście bardzo dobry. również polecam.
    mój number one to króliki :D
    mnie się erotyka w jego wydaniu (opowiadanie o minotaurze) również kojarzy z Manarą, a nieme opowiadanie o ero-łóżkach (chyba „Mechanika uczuć [nie mam w domu zbiorku, nie mam jak sprawdzić]) i „O czym śnią bogowie?” z Moebiusem. chyba jak tylko wróci do mnie z podrózy po znajomych to też coś skrobnę, a co mi tam :)

    a na MFK w tym roku autor miał jakieś jeszcze inne swoje prace (i chyba nie tylko swoje). pokazywał, szukał wydawcy. może wkrótce coś jeszcze się jego autorstwa pokarze.

  • pokaże* :D:D

Dodaj komentarz