Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pierwsza Brygada: Warszawski pacjent


papier · komentarzy 11

Warszawski Pacjent

Szczerze pisząc, nie wierzyłem, że ten komiks ujrzy światło dzienne. Nawet przez pewien czas usiłowałem przeprowadzić z twórcami wywiad, ale bezowocnie. No ale proszę, jednak album jest.

Warszawski Pacjent, pierwsza i mam głęboką nadzieję, że nie ostatnia, część cyklu to 44 strony bombowego komiksu, z czego w internecie mogliśmy przeczytać zaledwie kilka plansz, więc dostajemy do rąk świeży, premierowy materiał. Tak też, tytułowym pacjentem, mimo że w Petersburgu, jest Józef Piłsudski. Przebywając w tamtejszym szpitalu opowiada lekarzom o tajemniczym zdarzeniu w którym brał udział na Syberii. Tam będąc wmieszał się w rozgrywkę pomiędzy niejakim Stanisławem Tarkowskim a groźnie wyglądającym oficerem armii carskiej Konstantym Iwanowiczem Szutyrowem.

W programie parowe maszyny, partyzanci oraz wierny Kali, wplecione w pełną akcji historię. Wszystko to jest jedynie czubkiem góry lodowej jaką w zanadrzu szykują czytelnikowi autorzy. Choć ta narracyjna przerwa ze strony 29 to już chyba była przesada. Do wyjaśnienia w następnych częściach, oczywiście.

Warszawski Pacjent

Od strony graficznej jest świetnie, sepie i błękity nadają komiksowi interesujący klimat, choć nie dają już tej szansy na mistyfikację znaną z sieci. Zabawy z kanonem lektur szkolnych, postaciami historycznymi również wypadają całkiem zgrabnie. Steampunkowa atmosfera jak i pomysły techniczne mocno kojarzy mi się z jednym z moich ulubionych filmów, czyli Sky Kapitan i Świat Jutra. Cała nadzieja w tym, że na następną cześć nie trzeba będzie zbyt długo czekać.

Pomijając tematykę, Pierwsza Brygada jest tez komiksem pionierskim pod względem promocji i wykorzystania internetu. Choć mam wrażenie, że większość roboty poszła nieco w próżne. Te dwa lata temu strona wzbudziła spore zainteresowanie w naszym światku, nad komiksem pochyliły się też media ogólnopolskie w osobie Orlińskiego z Wyborczej. Ale hej, to było ponad rok temu. Szkoda, że przez ten czas autorzy nie pokusili się o jakieś szersze podtrzymanie zainteresowania stroną, efekt byłby o wiele bardziej spektakularny. A tak, myślę, że teraz więcej promocji zrobią te trzy plansze z Nowej Fantastytki, które uzupełniają nieco wątki z albumu. No ale jak na pierwsze kroki, wyszło świetnie. Przynajmniej w porównaniu z ogólnym brakiem kumania siły internetu przez polskich komiksiarzy.

To co byłoby fajne, to dalsze poszerzanie strony. O kolejne materiały bonusowe, jakieś krótkie, poboczne historie. Wypracowano dla Brygady pewien kapitał, głupio by było, gdyby się zmarnował. Szkoda też trochę, mimo wszystko, że komiks wyszedł w twardej oprawie. Jasne, prezentuje się wspaniale, ale każdy grosz mniej to większa szansa na dotarcie do kolejnych czytelników. A ten komiks naprawdę jest tego wart. Po co ma się zakisić w naszym getcie i paść po dwóch tomach?

komentarzy 11

  • No właśnie, byleby tylko się nie zakisił. Ja go sobie sprawię pod choinkę… mam nadzieję :]

  • Jakoś dziwnie mi się czytało tę recenzję. Jeśli można to tak nazwać ;)

    Komiks też na pewno kupię, jak tylko dotrę do jakiejś cywilizacji, hóh. Pozdrawiam, a wywiadu żal ):

  • Watcher

    Taa, z ta twarda oprawa to niestety prawda – sam planowalem sobie to cudo sprawic, bo b. lubie steampunkowe klimaty, ale jak zobaczylem te 32 zeta z kawalkiem, to jakos moj zapal zgasl. Sorry, no bonus.

  • holcman

    spokojnie można ten komiks kupić za mniej niż 32 zetów, jeśli to za dużo. Na przykład tutaj:

    kliku klik

    I prawdę mówiąc tyle by ten komiks kosztował w miękkiej oprawie. Nie wiem, czy różnica jest jakoś powalająca…

    pozdrawiam
    szymon

  • Myślę, że w twardej oprawie wydaje się bardziej fancy i prestiżowy. Prawie jak Blacksad. Wiesz, jeśli różnica pomiędzy miękką a twardą oprawą to 3-4 złote to moim zdaniem lepiej dać więcej i mieć w twardej. Ciężej takową zniszczyć i ładniej na półce się prezentuje :D

  • konradh

    Bele, ty neofito.
    :)

  • A ja tam jednak jestem za tym, co bodaj przy okazji ostatniego Kaptejna Komiksa pisal kmh – lepiej w miekkiej oprawie, ale te 3-4 zeta taniej. Jasne, przy jednym komiksie jest to roznica marginalna, ale juz przy wiekszym zamowieniu – kwota robi sie calkiem sensowna – tak samo jak w wypadku rabatow w ksiegarniach internetowych. Ze wowczas wyglada to ladniej i jest bardziej wytrzymale? Coz, z tym pierwszym to kwestia raczej subiektywna, jesli chodzi zas o druga – mam w szufladzie kilkanascie asteriksow z pierwszego, bialego wydania, ktore juz troche lat maja, czesc jest zreszta z allegro, wiec przewinela sie jeszcze przez iles rak. I mimo to, ze i sam je sobie co jakis czas odswiezam, zaden sie jakos nie rozlecial i kazda okladka dzielnie sie trzyma :)

  • Ano, z tą okładką prawda. Chociaż na święta ludzie są bardziej chętni do wydatków (:

  • To ci dopiero wiadomość! Pięknie. Zawsze uważałem, że to najlepsze co polski internet spłodził w dziedzinie komiksu. Cieszę się, że w końcu wyszło na papierze :-) Trzeba nabyć. („Daisy Kuttler” zablokowała mi przesyłkę z Amazon’a i nie dotrze przed świętami więc trzeba się pocieszać).

  • Co do okładek to sam nie wiem. Kiedyś byłem wielkim orędownikiem twardych, a teraz wolę chyba miękkie – tańsze i ekologiczne ;-)

  • Janek: za tą Daisy Kuttler Cię zamorduję w ciemnej uliczce kiedyś :)

Dodaj komentarz