Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kapitan Komiks kupuje komiks


kapitan komiks · komentarzy 45

Kapitan Komiks

Musicie wybaczyć Kapitanowi jego brak manier, sami rozumiecie, jest przepełniony żarem ducha walki o Lepsze Jutro Wiadomo Czego.

Rozumiem, że istnieje grupa klientów, którzy są w stanie wydać 80 i więcej złotych za pojedynczy album. Rozumiem też, że Egmont widząc niszę, zdecydował się przygotować dla niej ofertę. Rozumiem, że te osoby przeliczają sobie cenę przez jakość, ilość stron, mnożą przez grubość okładki i wynik równania je zadowala. Mnie nie, więc rzadko kiedy kupuję coś powyżej 60 zeta. Pomyśleć, że jeszcze parę lat temu, poziomem krytycznym było dla mnie zapłacenie 35 zeta za Powrót Mrocznego Rycerza.

Zastanawia mnie jednak, czemu jakość wydania podnosi się u nas niemal do rangi fetyszu. I odnosi się to nie tylko do twardokładkowych albumów Egmontu. Ja rozumiem, że to pewna reakcja szokowa, papier z TM-Semic, zgrzebność wydawanych w PRLu albumów, do tego społeczeństwo na dorobku, zastaw się, a postaw się. Jedni kupią sobie ponadwymiarowego suva, inni zaskórniaki przeputają na lśniący albumik.

Nasze rodzime wydanie Queen and Country jest w większym formacie niż oryginał. Miałem amerykańską wersję w ręku, i jak dla mnie, komiks nic nie stracił. Zyskał jedynie na poręczności. Chicanos też jest większe. Ile tańsze byłyby te komiksy gdyby wydano je w mniejszym formacie na ciut gorszym papierze? Złotówkę? Niby nic, ale zawsze. Nie są to komiksy ambitne, to porządną rozrywka niemal dla każdego.

Komiksy, już pięć, sześć lat temu były za drogie jak na kieszeń nastolatka. Wielokrotnie w liceum próbowałem przekonać znajomych do czytania, kupowania komiksów. Przejrzeli, przeczytali, zobaczyli, że pierwszy tom 100 Naboi kosztuje 30 zeta, podziękowali. Ile świeżych osób kupi cudnie wydanego Człowieka Paroovke za 20 zeta?

Zastanawia mnie, czy robienie z komiksu dobra luksusowego jest dobrym rozwiązaniem dla jego popularności jako takiej. Czy może to po prostu specyfika naszego rynku, że przy całej jego rachityczności nie ma na nim miejsca dla pulpy? Manga oczywiście tonie w pulpie wydawanej na papierze toaletowym, ale tam te nakłady nie są szczególnie wyższe chyba…

Ale mimo to, czytelnik młodszy.

I dalej, może taka jest już dola komiksu w Polsce, że nie jest dla dzieciaków? Że może czas przestać płakać za komiksem środka i pogodzić się z faktem, że odbiorcą jest licealista i student? Że na Authority nikt nie czeka? Za Xmenami nikt nie płacze?

A, i w nagłówek trzeba kliknąć.

komentarzy 45

  • He, pora przywyknąć, że komiks to jest medium z XX wieku a nie z XXI. Płacić za niego będą snoby – podobnie jak za malarstwo. Bogaci kolekcjonerzy będą utrzymywać artystów tworzących w „mediach tradycyjnych”, a mainstream już płynie gdzie indziej, a gdzie – wiadomo. Konsole, YouTube ewentualnie webkomiksy, ale tu też nie ma jeszcze dobrych wzorców za wiele. Może Zuda coś rozkręci?

    Ostatnio zaskoczyła mnie w księgarni na Centralnym – ciekawa sytuacja:
    „-Czy mógłym obejrzeć ten komiks?
    -Proszę pana, nie rozpakuję panu komiksu za 170 zł!
    -Proszę pani, nie kupię bez wcześniejszego obejrzenia czegoś co kosztuje 170 zł…”

    Nie kupiłem. :-D

  • Muszę się zgodzić ze zdaniem Kapitana Komiksa. Wysokie ceny komiksów nie są najlepszym wyjściem w stronę potencjalnego nowego czytelnika.

    Sytuację próbowało odwrócić DK, sprzedając masówkę w niskich cenach nawet w kioskach. Ale im nie wyszło. Może to przykład? Chociaż ich chyba raczej wkopał wybór tytułów…

  • Ale jaki mogli mieć inny wybór tytułów? Nieznani bohaterowie na pewno by się nie sprzedali. Uderzając w Mutantów i Pająka ułatwili sobie sprawę. Poza tym New X-men Morrisona i TASM Straczynskiego to naprawdę świetne rzeczy i jak wtedy za dwa zeszyty płaciło się 5,90 to teraz za cztery (lub sześć) w jednym albumie zabulilibyśmy 30 (lub 40) zeta. Szkoda, że nie wyszło, bo wszystko co pisze Straczynski mogę w ciemno kupować.

  • konradh

    Bez sensu dublowali serie. Skoro wydają jednego pająka, to po co następnego?

    Soul Saga i SF były bez sensu.

    Plus, moim zdaniem, przeszarżowali. marzyło im się podbicie serc dzieciaków od tak, nie przewidzieli, w jak trudnym położeniu jest komiks jako taki. Zamiast powoli pracować nad bazą czytelników i pompować ich uwagę w dwie-trzy serie.

    A tak, biznes…

    Nie mówiąc już o tym, że dla kogoś kto komiksów nie zna, to żadne nazwiska nie zrobią na nim wrażenia.

    Mandra wydawała zeszytówki ale moim zdaniem również źle dobrała tytuły. Venom? Kto kojarzy kim jest Venom? Fury? Nikogo nowego te komiksy nie mogły zachęcić.

    Punishery podobnie.

  • Kluczem byłoby uderzenie najpierw do młodszego odbiorcy tanimi zeszytówkami i wychowanie sobie przyszłego czytelnika. A przy okazji można niższymi nakładami próbować czarować starszych. Stąd może dobrym wyjściem byłoby wskrzeszenie starszych serii o Spider-Manie albo X-menach? Chociaż Amazing był IMO dobrym pomysłem. Spectacular też. Ale nie obie jednocześnie ;/

  • JAPONfan

    Tak sie wlasnie zastanowilem. Rzeczywiscie kupilem batmana morissona za prawie 80 zeta. a taki „megagiga” z kaczorem donaldem stron chyba cos ponad 400 kosztuje 18,50. I nikt nie narzeka ze kiepski papier bo jednak sie sprzedaje, mimo tego ze jest kaczor donald z bajerami na kredzie. Mam wrażenie ze nastąpiło przegiecie pały po TM-Semicu, to znaczy wydawcy chca pokazac ze komiks nie jest gazetowa pulpą i podnosza jego jakosc poprzez jakosc wydania. A ja posikałem sie ze szczescie ze Kot Fritz kosztuje 36 zeta bo nastawiałem sie na 80. A papier przeciez nie jest kreda satynowa.

  • Ano – Blacksad zdrożał 2x jak go przeją Egmont ;-) Ja lubię wydania z KulturyGniewu – ładne i dobrze wybrane.

  • Jarek: pytanie jest inne, które mnie nurtuje. w Ameryce zeszytówki istnieją,bo od tego się zaczęło, parę pokoleń się na nich odchowało. U nas komiks ma się jak się ma, i dzisiejsi 20 latkowie i okolice są odchowani na TM-semicu. zgoda.

    ale czasy się zmieniły…

    jest kablówka, są gry komputerowe,dzieciaków komiksy mogą po prostu już nie kręcić. Więc może olejmy dzieciaki, olejmy kostiumy i zaakceptujmy, że komiks w Polsce jest dla starszych?

  • Komiksy kręcą i zawsze kręciły dzieciaki, jednak młodsi odbiorcy kupują Kaczory Donaldy, a później, w pewnym wieku, przestają je kupować i jedyne co im się kojarzyło z komiksami to dziecinny Donald. Stąd wniosek, że komiksy są dla młodych, niepoważnych ludzi, więc nie warto ich kupować.
    Przez to właśnie brakuje odbiorców komiksów, tak więc wydawcy jako target przyjmują osoby starsze, a że i tych jest mało to komiksy są drogie, bo wydawnictwa też muszą zarabiać.
    Inni może nawet zainteresowaliby się komiksami, jednak są za drogie. W poszukiwaniu tańszych komiksów natrafia się na mangę, która jest szeroko dostępna i wydawana w około 200 kartkowych tomach.

  • Tak, ceny komiksów to bolesny temat. Jako uboga licealistka mogę się wypchać i postawić na rogu ulicy, a takiego wypieszczonego przez wydawcę komiksu nie kupię. Największym komiksowym wydatkiem, na jaki sobie ostatnio pozwoliłam, było „Chicanos”.
    BTW wydanie „Wolverine: Origin” w twardej okładce, Mandragory bodajże, za jakąś poważniejszą kasę, miało w środku reklamy. To ja dziękuję za taką ekskluzywnosć, żeby mi po oczach waliła figurka Punishera o twarzy Keanu Reevesa.
    Drugie BTW – słyszałes kiedyś o książce ‚Our Gods Wear Spandex: The Secret History of Comic Book Heroes”?

  • Ale Konrad, starsi wkrótce odejdą i co się stanie dalej z rynkiem komiksowym? Jeśli nie uda się wychować nowego pokolenia, to rynek upadnie.

    Skoro ‚młodzieży’ komiks kojarzy się z dziecinadą, to zamiast ową młodzież olewać, trzeba zmienić ich stosunek do komiksu. A metodą na to jest medialne nagłaśnianie komiksu jako medium poważnego, dojrzałego i posiadającego równie szerokie spektrum tematyczne jak książki – a czasem nawet szersze!

    Nie można przeć w ślepy zaułek, trzeba coś naprawiać. Ale to proces bardzo długotrwały i niełatwy.

    Aż się zastanawiam, czy zrealizowanie mojej wizji jest w ogóle możliwe w polskich warunkach.

    Temat tak mnie nakręcił, że chyba sam coś napiszę u siebie ;)

    Pozdrawiam,
    jk

  • Nie wiem. Może za dużo na rysowaniu komiksów zarabiam, ale nie uważam, żeby 20 zł to była duża cena za komiks. Paroovka to jeden z najtańszych komiksów kultury gniewu – tak ma być a że wydany przy okazji super… to super ;)

  • Dzisiaj wziąłem w Empiku Paroovkę do ręki i jak zobaczyłem ile kosztuje, stwierdziłem, że to za dużo jak za tak krótki komiks. Powiecie – nie można cen komiksów przeliczać na ilość stron. Ale właśnie poniekąd można. Dopłacam do takiej Paroovki 10 zł i mam Hellboya, który jest grubszy, zdecydowanie popularniejszy (bo bliżej mu do mainstreamu) i jest z komercyjnego punktu widzenia w zasadzie pewniakiem.

    Nie chcę Cię urazić, Marku, ale po prostu według mnie, a podobnie dla wielu innych odbiorców, stosunek ceny do objętości w przypadku Człowieka Paroovki jest… irracjonalny. Poczytają dziesięć minut i na półkę, a ponad 20 zł poszło się kochać.

    Ja bym kupił, jakby było taniej, a na podłodze w Empiku nie przeczytałem za sprawą poprzedniego felietonu Kapitana Komiksa ;) Wolę ulokować kasę w czymś, co ma lepszy stosunek ceny do czasu, który fajnie spędzę na lekturze.

  • Hmm, jakoś nie bolał mnie portfel, kiedy płaciłem za Paroovkę, a kupowałem oba albumy na raz. Paroovka ma jakoś ponad 40 stron, więc nie wydaje mi się, aby 20 zł było za dużo. No i jest różnica – Paroovka jest wciąż zabawny, a Hellboy z komiksu na komiks się troche stacza moim zdaniem.

    Kiedyś strasznie narzekałem na ceny komiksów. Kupowałem za czasów TM-Semic, potem przestałem i kiedy znów „wróciłem do gry” to byłem zaskoczony. Teraz już się przyzwyczaiłem. Dać do 30 złotych za komiks to nie jest wielki problem. Dla mnie gorzej jest dać jednorazowo 60 zł. :D
    Początkowo Egmont dzielił Kaznodzieje na mniejsze tomy. Wtedy zawsze można było sobie zakupić jeden tom, a za jakiś czas drugi bez większego bólu, że sie tyle pieniędzy przepuszcza :) Teraz przestali i opóźnia się mój zakup kolejnych tomów, bo zanim uzbieram 60 zł to wydam je na jakiś tańszy komiks.

    Ech, potrzebuję pracy… :D

  • nie zawsze przekłada się cenę na ilość stron.

    ja przekładam na to ile razy wrócę do danego tytułu. zwyczajnie nie kupuję komiksu, którego po tym jak przeczytam raz już nie będę chciał przeczytać kolejny. jeżeli coś kosztuje 50-60plnów i wiem, że przeczytam, pożyczę bratu, dam dziewczynie, komiks do mnie wróci i przeczytam poraz drugi, a za rok poraz trzeci to jest to zakup udany i dobrze wydane pieniądze.
    boli tylko że nie zawsze mam te pieniądze na komiks.

    myślę sobie…
    Polska jest takim zabawnym krajem, że jeżeli chodzi o rynek wydawniczy to zazwyczaj wszystko jest na odwrót. i tak książki są wydawane odrazu w paperbackach, a komiksy odrazu w albumach. wydawcom książkowym nie opłaca się twarda oprawa, bo wiedzą że spragniony czytelnik i tak kupi, a komiksowemu nie opłacają się zeszyty, bo ludzie i tak poczekają na wydanie zbiorcze.

    my nie mamy kultury czytania, a raczej kolekcjonowania komiksu. właśnie tak jak ktoś wcześniej zauwazył, uważa się komiks jako coś zdziecinniałego, niepoważnego, nieprzystającego człowieki po ukończeniu pewnego roku życia. taka tendencja się utrzymuje od bardzo dawna i się pogodziłem, że raczej się to nie zmieni.

  • Robweiller

    @Jarek – i właśnie przez takich klientów jak Ty Paroovka kosztuje 20 złotych a nie 10-12. Bo nakład niewielki wymuszony przewidywanym popytem, bo gros czytelników woli „mainstreamowe pewniaki” takie jak Hellboy, a niewielu tylko sięgnie po Lachowicza.

    „A metodą na to jest medialne nagłaśnianie komiksu jako medium poważnego, dojrzałego i posiadającego równie szerokie spektrum tematyczne jak książki – a czasem nawet szersze!” – rozwiń tę myśl, pliz, jakie to szersze spektrum tematyczne posiadają komiksy których nie posiadają książki?

    Poza tym nie wierzę w wychowanie przyszłych czytelników tanimi zaszytówkami, bo potem tylko takie pulpy skłonni będą łykać, kręcąc nosem na wszystko co mniejszym stopniu realistyczne.

  • „Powiecie – nie można cen komiksów przeliczać na ilość stron. Ale właśnie poniekąd można. ”
    oj beacon. Nic nie zmądrzałeś. Nic a nic.

  • komiks jest już dość nagłaśniany w mediach. TVP Kultura ma osobne programy poświęcone komiksom. A i poważne gazety jak „Przekrój” czy „Wyborcza” recenzują dobre komiksy. Spotkałem się z recenzją „Ronina” i „Baśni”, braciak mówił mi, że w jakiejś gazecie o ostatnim tomie „Kaznodziei” pisali.
    Więc nie jest to taki przemilczany temat.

  • Robweiller

    „Dziennik” bardzo, bardzo często pisze o komiksach.

  • Przeliczanie ceny na ilość czasu, jaką się spędzi w danym produktem kultury, to jeden ze słabszych przeliczników w zglobalizowanym świecie. Dobitnie uświadamiający, jak bardzo wszystko sprowadza się do „użyteczności”.

    Czyli co, w kulturze chodzi już tylko o czas, jaki nam ona zajmie? Nie o doznania, wrażenia, emocje, które w nas wzbudzi? Nie o to, co nam zostanie po lekturze / przesłuchaniu / obejrzeniu?

    P.S. Paroovka ma 52 strony i tak Marek sobie wymyślił ten komiks, że kilkukrotna lektura jest wręcz wskazana. A Hellboy w żadnym razie się nie stacza :-)

  • @Robweiller ” “A metodą na to jest medialne nagłaśnianie komiksu jako medium poważnego, dojrzałego i posiadającego równie szerokie spektrum tematyczne jak książki – a czasem nawet szersze!” – rozwiń tę myśl, pliz, jakie to szersze spektrum tematyczne posiadają komiksy których nie posiadają książki? ” – myślę że można tutaj podać chociażby tematykę „superbohaterską” o którą dość ciężko w książkach – tyle że znów… nie jest to tematyka taka do końca dojrzała i poważna. nie wiem jednak co Jarek chciał przez to powiedzieć…

    w „przekroju” jest zawsze recenzja komiksu. ostatnio chyba „Syberyjskie sny” widzałem. z października pamiętam na pewno „światy Edeny” Moebiusa i „Black hole”. tyle, że nie sądzę aby ludzie którzy nie są z komiksami obeznani sięgnęli po takiego Moebiusa, za którego chyba wołają 180 złotych. dla takiej osoby wydanie 50 złotych na „jakiś komiks” będzie absurdem. i tak, recenzje komiksów w prasie i magazynach są nadal skierowane tylko do Nas – osób, które komiksy czytają, cenią, na które wydają pieniądze… zobaczą recenzje komiksu w gazecie i pomyślą „ej fajnie, w prasie dali reckę Moebiusa”. niby idzie ku lepszemu, bo pare lat temu czegoś takiego się nie uswiadczyło, ale czy chociaż pół procenta czytelników właśnie takiego „przekroju” zachęconych 4 gwiazdkami dla „Black Hole” pójdzie do empiku i to kupi? wątpie

  • ja pracowałem jakiś czas w sklepie z komiksami i właśnie często przychodziły osoby, które gdzieś w prasie, czy w telewizji przeczytały/usłyszały o jakimś komiksie i przyszły go kupić. Tyle że przychodziły po konkretny tytuł i nie zwracały uwagi na inne. No bo tylko o tych pisali/mówili a skoro pisali/mówili no to trzeba znać.
    nikły procent z nich się potem na serio wkręcał w komiksy.

  • @holcman – Paroovkę czytałem już wielokrotnie. A jeśli idzie o Hellboya – to jest to wyłącznie moja opinia. Poprostu historie po odejściu Reda z BPRD mniej mi się podobają niż te pierwsze, co nie oznacza, że to nie jest świetny komiks.

    Gilo ma rację. Zawsze znajdą się osoby, które kupią coś wyłącznie dlatego, że ktoś w gazecie napisał, że fajne. To działa równiez z filmami. Jeśli jakaś gazeta napisze, że gniot to ludzie nie będą na to szli, jeśli ktoś napisze, że rewelacja to i więcej ludzi taka recenzja przyciągnie.
    U nas rynek komiksowy nie jest taki rozbudowany jak Amerykański, więc to dobrze, że mimo to jest zauważalny w mediach.

  • Co do wspomnianego infa o ostatnim Kaznodziei to było ono zamieszczone w dzienniku Metro (w tym tygodniu, wtorek chyba). Ba, to była nie tyle wzmianka, co krótkie przedstawienie całej serii. Nawet mały rysuneczek dali na okładkę. To dobrze, bo Metro jest darmowe i nie trafia tylko do tzw. „elity” (jak Przekrój czy Rzeczpospolita). Swego czasu (jak miał wyjść nowy Żbik), dali nawet wielką mordę komisarza na okładkę. Jak na rzecz darmową, która ma pisać o wszystkim i niczym jednocześnie, fajnie, że biorą się też za komiksy.

  • Robweiller

    @ sick – „myślę że można tutaj podać chociażby tematykę “superbohaterską” o którą dość ciężko w książkach – tyle że znów… nie jest to tematyka taka do końca dojrzała i poważna. nie wiem jednak co Jarek chciał przez to powiedzieć…” – a ludowe baśnie i starożytne mitologie to nie taka właśnie „tematyka superbohaterska”? A każdy utwór literacki który się do tych baśni bądź mitów odnosi?

  • @gilo – nie lubię zarzutów bez podparcia argumentami. Uważam, że poniekąd mogę przeliczać ilość na jakość. Nie zawsze, nie jest to jedyny wyznacznik tego, kiedy cena pozostaje przystępną, ale jednak niekiedy stanowi wskazówkę.

    Nie znoszę tekstów „oj, nie zmądrzałeś”. Proszę, rozwiń swoją wypowiedź, a jak Ci się nie chce, to ją przemilcz. Niczego nie wnosi do dyskusji i w takiej formie jest bliższa spamowi niż pełnoprawnej wypowiedzi ;)

    —–

    @Robweiler – „Poza tym nie wierzę w wychowanie przyszłych czytelników tanimi zaszytówkami, bo potem tylko takie pulpy skłonni będą łykać, kręcąc nosem na wszystko co mniejszym stopniu realistyczne.”

    Większość czytelników, jak mam wrażenie, wychowała się na pulpach z TM-Semica. A dzisiaj sięga po coś ambitniejszego. Faktem jest, że z pulpy czasem ktoś wyrasta na dojrzalszego czytelnika, ale jak się z tą pulpą nie zetknie to niewielkie jest prawdopodobieństwo, że od razu sięgnie po górną półkę. Zwłaszcza, jeśli nie czuje do komiksu żadnego sentymentu, który z łatwością wyrobią proste komiksy czytane w dzieciństwie.

  • A ja chciałem tak poza dyskusją dodać, że ostatnio ogólną cechą kultury jest jej wysoka cena w Polsce ;) (mówię to bardziej jako zbieracz muzyki)

  • „Nie znoszę tekstów “oj, nie zmądrzałeś”. Proszę, rozwiń swoją wypowiedź, a jak Ci się nie chce, to ją przemilcz. Niczego nie wnosi do dyskusji i w takiej formie jest bliższa spamowi niż pełnoprawnej wypowiedzi ;)”
    nie zasłaniaj się spamowaniem. Jako beacon vel batsman wypisywałeś straszliwe głupoty na forach, dla przykładu: zbierałeś opinie ludzi o usagim i z nich kompilowałeś „swoją” recenzję, bo sam nie miałeś własnego zdania.

    Teraz jako „Jarek” śmiertelnie poważny kandydat na studia na ujocie wypisujesz brednie o przeliczaniu ceny komiksu na ilość stron.

    tak jak wypisywałeś bzdury, tak wypisujesz bzdury

    ergo
    nic nie zmądrzałeś. Nic a nic.

  • i żeby nie było, że chcę wywołać kaemhamehowi jakiegoś flejma na blogu
    Piszę to wszystko lekko żartobliwym tonem. Ale tylko lekko.

  • Robweiller

    „Większość czytelników, jak mam wrażenie, wychowała się na pulpach z TM-Semica. A dzisiaj sięga po coś ambitniejszego.”

    Prawda w niektórych przypadkach, reszta jednak wydaje krocie na Essentiale oraz Authoriy i sarka na wszystko, co w znikomym stopniu realistyczne.

    „Faktem jest, że z pulpy czasem ktoś wyrasta na dojrzalszego czytelnika, ale jak się z tą pulpą nie zetknie to niewielkie jest prawdopodobieństwo, że od razu sięgnie po górną półkę.”

    Bzdura. Jeżeli ma otwarte horyzonty, to bez wahania sięgnie po takie pozycje jak V jak Vendetta, Karuzela Głupców czy Maus. Tak jak paru moich znajomych.

    „Zwłaszcza, jeśli nie czuje do komiksu żadnego sentymentu, który z łatwością wyrobią proste komiksy czytane w dzieciństwie.”

    Kolejna bzdura. Masa dzieciaków czyta komiksy, zdecydowana większość z nich gardzi nimi parę lat później. To nie jest kwestia wyrobienia sentymentu do medium, to medium jest pochodną własnych gustów i zainteresowań.

  • daniel: dzięki. Ale mimo to, uważam, że Bekon ma rację. Oczywiście trochę i z odpowiedniego punktu widzenia. Ktoś kto komiksów za często nie czyta, nie ma w nich większego rozeznania będzie przeliczał cenę na ilość stron.

    to samo odnosi się do książek czy muzyki.

    w sytuacji gdy ma się ograniczone środki, normalnym jest raczej, że chce się je przeznaczyć na coś, co starczy na „dłużej”.

    Gdybym był bardziej oświecony, pewnie bym wydawał te 100 zeta na mistrzów komiksu :)

    no ale dla mnie cena komiksu jako taka nie jest problemem, jest jedynie skutkiem niskiego czytelnictwa, i za bardzo w gruncie rzeczy nie ma co nad nią kwilić.

  • nie bekon nie ma racji
    być może absurd takiego rozumowania jest niezbyt jaskrawy w przypadku komiksów
    inny przykład
    tomik Szymborskiej 32 str 29,90
    nowy tom sagi o ludziach lodu Sandemo – 240 stron 9,90
    po pierwsze sandemo jest tańsza bo ma gigantyczny nakład w porównaniu do Szymborskiej, która mimo że jest noblistką i wielką poetką ma stosunkowo niski nakład, choć i tak gigantyczny jak na rynek poezji, no bo na pewno kilkanaście razy większy niż Świetlicki, Podsiadło czy Siwczyk. Nie porównuje tu ich poezji jakościowo, porównuje jedynie sytuacje na półeczce z poezją.
    Ale to i tak nie ma wielkiego znaczenia bo to przecież nie chodzi o to.
    Szymborska to poetka wybitna i właśnie za to się płaci. Płacisz za jakość. Poza tym takie pozycje się smakuje. Nie czytasz tego raz, ale wracasz i wracasz, wyciągasz kolejne poziomy znaczeniowe etc.
    a sandemo to sprawna twórczyni pulpy ale tylko pulpy. Jak lubisz takie rzeczy to łykasz i zapominasz.

    Dlatego uważam, że przeliczanie ceny na ilość stron jest idiotyczne, bo przede wszystkim liczy się jakość tego co na tych stronach jest.
    Wolę zapłacić 80 zł za 60 stron Andreasa niż 50 złotych za 600 stron esenszjala spajdera.

    Literatura, komiks, muzyka, sztuka ogólnie pojęta twórczość kulturalna to nie ziemniaki na litość boską!

  • Należy pamiętać, że ziemniaki też można kupić różnej jakości (nawet jakieś nadgnite się trafią). A najlepiej to sobie samemu sobie posadzić i na jesieni wykopać. Szkoda, że „swojskie” (własnoręcznie robione komiksy) nie są lepsze od kupnych ;)

  • Daniel, oczywiście. Ale piszemy tu o punkcie widzenia kogoś kto nie ma większego rozeznania w tym co jest „jakościowe”, o kimś, kto kupuje komiks i do końca nie wie czego się spodziewać.

    wczuj się.

  • Nie pisałem, że cena-ilość jest jedynym wyznacznikiem. Ale w moim przekonaniu niekorzystny współczynnik może i ma prawo odstraszyć kogoś, kto z komiksem nie ma wiele do czynienia. Ja sam mam z nim styczność, choć nie wyjątkowo częstą. Ale pozycje, które są drogie jak na ilość stron, raczej nie znajdą się w łapkach kogoś słabiej rozeznanego w komiksie.

    Proszę o próbę odwieszenia na haku wspominania mi przeszłości, a skupienie się na dyskusji. I nie używanie niemiłych tekstów, które powstają nie na podstawie tego co mówię teraz, tylko jakiegoś zakorzenionego obrazu o mnie. Dopiero przed chwilą, gilu, podałeś argument przeciwko mojemu – ten z Szymborską. Wcześniej tylko biłeś pianę.

    Naturalnie rozumiem, że liczy się jakość. Ale kiedy kupuję cienki komiks za wysoką cenę to czuję się potraktowany poniekąd nie fair. Nawet jak jest świetny, to czuję się z lekka „zdarty” przez wydawcę.

  • Konrad
    Jeśli człowiek który nie ma rozeznania podchodzi do półki z komiksami to przecież widzi jak się kształtują ceny.
    Ja nie wiem czemu w tym popieprzonym kraju utarło się, że komiks musi być dużo tańszy od książki, a najlepiej to żeby kosztował tyle ile gazety. Czemu ma być tańszy? Bo jest cieńszy niż książka i relatywnie mniej czasu wymaga jego czytanie. To jest bzdura, a co gorsza takie matołki jak bekon łażą i takie bzdury powtarzają.
    (nota bene co do odwieszenia przeszłości – to jest twoja przeszłość chłopie i jak na razie nie pokazujesz jakiejś gigantycznej zmiany na lepsze a widzę co jakiś czas twoje wypowiedzi tu i ówdzie i do najmądrzejszych z pewnością nie należą. Powiedziałbym wręcz, że paruje z nich ta sama bezmyślność, z tą różnicą, że trochę ci ego urosło, no ale wszak jesteś redaktorem jakiegoś działu konwentowego, kandydatem na studenta itd.)

    Komiks to co innego niż książka.
    Stasiuk pracuje nad książką dajmy na to rok, Marek Lachowicz pracuje nad komiksem podobny okres czasu. Stasiuk pisze Lachowicz rysuje. Dopóki w końcu polski czytelnik nie wbije sobie do łba, że tworzenie grafiki to też jest męcząca, trudna i czasochłonna praca dopóty takie bzdety będą różne matołki powtarzać.
    Dalej. Komiks nie może być wydany tak jak książka, która często jest wydawana na najniższej jakości materiałach. Przykład Paroovki jest dobry. Komiks w kolorze, a więc kredowy papier, o odpowiedniej gramaturze itd.
    Książki mają dużo większe nakłady niż komiksy, stąd odpowiednie przełożenie na cenę. Gdyby komiks Lachowicza miał 10 razy większy nakład cena byłaby odpowiednio niższa.
    Następne – koszta dystrybucji, i inne koszta manipulacyjne. Twój ukochany empik bekonie, w którym niejeden komiks przeczytałeś (sam się zresztą, na polterze chyba, do tego przyznałeś)zdziera z wydawców ok. 50% ceny okładkowej, podobnie czynią inne sieci dystrybucyjne. A przecież wydawca nie może dokładać do interesu. Ba! Musi mieć zysk, żeby móc wydać następny komiks, a przecież pieniądze z empików nie spływają do wydawcy w ciągu pięciu dni. Wydawca też płaci autorom. I to się wszystko składa na taką a nie inną cenę. Niech każdy taki bekon namówi swoich kumpli z empikowych kanap i niech każdy z nich miesięcznie kupuje kilka komiksów. Wtedy ceny komiksów spadną.

    Wydawanie komiksów w tym kraju to bardzo ciężki kawałek chleba, dlatego niezmiernie irytuje mnie jak przychodzi nastolatek, któremu się wydaje że pozjadał wszystkie rozumy i pieprzy trzy po trzy jak to z niego źli wydawcy zdzierają.

    Podobnej grubości jest dajmy na to albumik z pracami Gigera i jakoś nikt nie jęczy, że za drogo.

  • edit:
    Marek Lachowicz oczywiście rysuje i pisze komiks, a Tomek Kuczma pięknie koloruje.

  • JAPONfan

    I wracamy do tego ze nie ma pulpy wydawanej jako pulpy. Wszystko jest super hiper zasługujacym na krede tworem? Zrobie flejma ale jako przykład. Dlaczego batman w HC co prawda jest wydany tak samo jak trole z troy? czy cygan? Jest tyle innych papierów ktore sa gorsze od 170g kredy a lepsze od gazetowki a ktore sa tańsze. I wlasnie koncze czytac 400 stron Kaczora za 19 zeta ide kupic cos nowego i co? XIII prawie 50 stron za 29,90. Mam to kupic? ale czytalem donalnda nie znam sie wiec poza proporcja ilosci do ceny kupuje fajki ide na piwo a komisk przeczytam w empiku.
    btw. jest nowy copper

  • @japnuś – dzięki miś, nie widziałem go.

    Sytuacja komiksów nie jest winem wydawców tylko ludzi. Jeśli kogoś to interesuje to bedzie czytał, jeśli nie, to nawet nagłośnienie w mediach nie wiele daje.

    Czytałem Donaldy, czytałem TM-Semicowe Batmany. Zainteresował mnie komiks, więc teraz czytam wiele tytułów jak Strażnicy, Kaznodzieja, Transmetropolitan, Hellboy, Sandman, Baśnie…
    Mój brat czytał Donaldy, czytał TM-Semicowe Batmany. Nie wkręcił się w komiksy, więc teraz czyta tylko Kaznodzieję, bo komiks kopie po dupie :D

  • Robweiller

    A ja jeszcze taką jedną uwagę natury ogólnej zapodam.

    Beacon twierdzi, że trudno będzie zachęcić kogoś do sięgnięcia po górną półkę, skoro nie zetknął się do tej pory z pulpą, bo brak w nim będzie tego sentymentu do medium.

    Tyle że teraz mamy XXI wiek. I komiksy internetowe. Są popularne (przynajmniej niektóre z nich), są darmowe (w większości), sporo ludzi traktuje je po prostu jako śmieszne strony w sieci. Regularne aktualizacje dają ich twórcom możliwość dodatkowego podlansowania papierowych komiksów.

    Konrad koko odwalał kawał dobrej roboty, polecając przy okazji kolejnych odcinków „Wiśni” to i owo – a teraz regularnie realizując Schwinga. Podobnie Konrad kmh, który już za czasów „ke?” o czymś tam wspominał przy okazji, a w motywiedrogi robi to już na porządku dziennym. Plus beluś, słonko nasze – nie pamiętam czy on wiele rzeczy polecił na The Movie, ale na własnym blogu i w Schwingu i owszem.

    Pewniejsze wydaje mi się, że ktoś zainteresuje się Gaimanem, Śledziem albo Lachowiczem dlatego, że polecił go koko albo bele a nie dlatego że łyknął wcześniej ileś tam zeszytów X-Menów czy F4.

  • więc bele mówi – kupujcie komiksy buce!

  • Tak, to my, gagatki oświaty.

  • Ja czekam na Authority, ja tęsknię za X-Menami… Ja żałuję, że rynek zeszytówek, które mogłem kupić ot tak, zamiast kebaba, umarł zupełnie i komiks muszę uwzględniać w budżecie zupełnie na poważnie. I robi tam całkiem poważne dziury….
    A przecież to takie niepoważne medium jest. ;P

  • JAPONfan

    Ale jakie komiksy kupowac? Frizt Crumba w duzym formacie byl tanszy niz „3 głowy..” Rebelki w mniejszym formacie. a Rebelka byl na zółtej kredzie. I pewnie gdybym nie to ze liczylem ze Crumb bedzie kosztowac circa 50 zlotych Rebelki bym nie kupil. Przeczytal w bibliotece ale nie kupil. Problemem nie siegania po komiksy jest dla mnie to ze sa zbyt drogie bo sa wydawane w luksusowej formie. Nie wiem moze z mysla ze jak ktos zobaczy krede to pomysli „o jak ladnie wydany to musi byc wartosciowe” i kupi. Tylko ze liczba takich ludzi to pewnie promil wobec ludzi ktorzy mowia „co? 35 zeta za komiks? i jeszcze mam wydawac to 14 razy?” czyli na zgormadzenie serii ma wybulic cokoło 500 zlotych? dziekuje postoje.

  • Na dobre serie, czyli np. Kaznodzieję czy Authority (tak się zapowiada) jestem skłonny dać te 25 za tom. Niżej chyba nie zejdziemy za trade’y.

Dodaj komentarz