Kukuburi

Mam pewien problem ostatnio przy opisywaniu komiksów internetowych. Wszystko oczywiście ma swoje źródło w nieumiejętności zapanowania nad czasem i odpowiedniego planowania. Część komiksów jest na tyle długa, że nie jestem w stanie przeczytać ich na raz, czy też w przeciągu kilku przyzwoitych dni. Inne, wydają mi się na tyle jeszcze nierozwinięte, że nie widzę większego sensu w przedstawianiu ich Wam. No ale, można przyjąć, że te trzydzieści kilka plansz to już przyzwoita ilość do opisywania.
Ramona Pereza, autora Kukuburi, możecie kojarzyć jako twórcę świetnego Butternutsquash. Tym razem, w ramach odskoczni od formuły komiksu o komediowych perypetiach grupy znajomych z sąsiedztwa, zabiera nas w podróż na drugą stronę tęczy. Względnie lustra. Tym razem Alicją jest czarnowłosa Nadia, która pewnego dnia, w dosyć przypadkowy dla siebie sposób, przenosi się do zupełnie innego świata, w którym walenie latają, żyrafy są fioletowe, a jej kameleon mówi.
Szybko okazuje się, że jej przybycie do tej krainy było wcześniej zaplanowane, a ona sama ma wziąć udział w rozgrywce sił dobra z tajemniczym i niebywale mrocznym Złym. Cytując samą bohaterkę: Co za klisza. Na razie nie wiadomo zbytnio o co chodzi, ale wiadomo, że Nadia jest w tarapatach. Ale czyta się to bardzo fajnie.

Pierwsze skojarzenia? Copper. Dosyć luźne, ale zawsze. Nieco podobnie zakręcony świat, soczyste kolory oraz wygląd bohaterów i zwierzaków. Tylko tutaj mamy przygodę. Atak krwiożerczych płaszczek czy też motyw z grą w statki naprawdę mnie ujęły. Kadrowanie jest świetne, jak choćby w pełnych rozmachu scenach z żyrafą, kolory i sama kreska też robią wrażenie.
Aktualizacja raz w tygodniu. To czego bym się przyczepił, to mała liczba kadrów na planszę, przez to historia będzie się wlec i wlec. Ale myślę, że warto zwrócić uwagę na Kukuburi ze względu na koncepcje świata, mimo że na razie niezbyt szczegółową. No i grafikę. A walenie się uśmiechają.