Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Marzi: Dzieci i ryby głosu nie mają


papier · komentarzy 8

dziec i iryby

O „Marzi pierwszy” raz usłyszałem jakiś dwa lata temu w kontekście Polaków tworzących na zachodzie, a na dodatek opowiadających historię z PRLu. W tym wypadku produkcja jest polsko-francuska, bo do scenariusza Marzeny Sowy rysunki stworzył Sylvain Savoia.

Główna bohaterka, Marzi, ma siedem lat i mieszka wraz z rodzicami na jednym z blokowisk Stalowej Woli. Ojciec pracuje w Hucie, matka zajmuje się domem. Ona sama bawi się z dzieciakami ze swojego piętra i jest śliczniutka. Sam komiks to zbiór krótkich historyjek-pocztówek z PRLu.

Nie ma tutaj zbyt wiele komiksowej narracji, większość roboty odwala morze tekstu, przez co „Dzieci i Ryby” ogląda się nieco jak rodzinny album ze zdjęciami, z główną bohaterką siedzącą obok nas i komentującą kolejne obrazki. A to widoczek z kolejek, a to z pustych półek, a to z wypraw na wieś po jedzenie. W jednej historii Marzi opowiada o stanie wojennym, w innej bawi się w pielgrzymkę papieża do kraju. Jednakże polityka stanowi jedynie tło dla różnych codziennych spraw małej dziewczynki.

Czyta się to nieco jak pierwsze książki z „Jeżycjady” Musierowicz. Podobna beztroska i ciepło. Nie jest tak dołujące jak „Na Szybko Spisane”, jest też jednocześnie pozbawione politycznego zęba „Persepolis”. Choć w komiksie Satrapi bohaterka jest już nastolatką, więc to naturalne, że jest bardziej zbuntowana niż siedmio-ośmiolatka. Jedynie ostatnia historyjka z tego zbiorku, na temat Czarnobyla, uderza w nieco poważniejsze tony i jak dla mnie, wyraźnie nie pasuje do reszty.

dziec i iryby

Komiks był wyraźnie kierowany do francuskiej publiczności, więc dla nas większość z tych obrazków będzie znajoma i wcześniej już usłyszana. Z drugiej strony, „Marzi” nie jest tak zakręcona jak „NSS” i przez to bardziej przystępna dla szerszej publiczności, która może sobie nie wyobrażać, że taką tematyką potrafi zajmować się komiks.

Rysunki Savoia są bardzo przyjemne, wielkooka Marzi przykuwa wzrok, a jej wspomnienia są niezwykle kolorowe. Momentami kreska kojarzyła mi się nieco z Niebieskimi Pigułkami Frederika Peetersa.

Egmontowskie wydanie zawiera w sobie dwa pierwsze albumy perypetii Marzii, podejrzewam, że gdy w Francji ukaże się czwarty, to później zostanie u nas wydany razem z trzecim. Przyjemna, miła lektura, choć nie mogłem się zebrać aby przeczytać całość za jednym posiedzeniem.

papier

komentarzy 8

  • miałem bardzo podobne, niemal identyczne odczucia po Marzi, może tylko bez mądrych i trafnych porównań do innych komiksów.
    Po przemyśleniu muszę wyznać, że gdyby Marzi nie była tak ślicznie narysowana, tobym przez nią chyba nie przebrnął. Niektóre historyjki były tak dobre, że przykułyby mnie nawet bez obrazu, ale większa część jednak nie.

  • ale żeby nie było, drugą część też kupuję, generalnie komiks wart jest kasy :)

  • no ja też wyczułem podobieństwo graficzne do pigułek i do blanketów też. Brakuje mi emocji w tym komiksie. To jest zbyt monotonna historia. po 20 stronach zaczynałem ziewać.

  • gilu ty chyba przy wszystkim ziewasz. Większość rzeczy jest dla ciebie blaaah :D

    Ja kurewsko żałuje, że nie kupiłem „Marzi” na MFK. Napewno zakupię to podczas mojego następnego najazdu na merlin.pl – czyli kiedy wydany zostanie „Transmetropolitan:Rok Drania”.

    W „Wysokich obcasach” jest wywiad z Marzeną Sową. Jeszcze nie czytałem całego, ale wydaje się sympatyczna.

  • se kup marzi i se porównaj z NSS cwaniaczku. zrozumiesz wtedy dlaczego w marzi brakuje emocji i dlaczego ten komiks jest w gruncie rzeczy nudny.

  • może to czego brakuje to fabuła i historia właśnie. marzi to sprawozdanie z czasów prl uczynione ciekawym przez perspektywę dziecka, ale bez wyraźnego motywu przewodniego

  • Przeczytałem dzisiaj ten wywiad z Sową w WO. Można z niego wysnuć wniosek, że głównym wątkiem w Marzi była religia Oo

    może ja jestem jakiś znieczulony

  • mc.owiec

    „Można z niego wysnuć wniosek, że głównym wątkiem w Marzi była religia Oo”

    Whoah. To już prędzej „pomidorowa” Borowieckiego i Cabały częściej kręci się wokół religii niż Marzi.

    Marzenka, szczerze mówiąc, średnio mi podeszła. Zaliczyłem ją raczej z poczucia obowiązku niż czystej przyjemności.

    Wersja dla belego: ZAJEBISTY. Jezu, jak dobrze, że go kupiłem! Całe szczęście, że nie skusiłem się na jakiegoś tam blacksada. TO JEST O NIEBO LEPSZE.

Dodaj komentarz