Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Niebo nad Berlinem


varia · komentarzy 6

Niebo nad Berlinem

W sobotę wyskoczyliśmy z Martą do Berlina. Głównym celem była wystawa francuskich impresjonistów, jednakże trzeba było później zrobić coś z wolnym czasem. W Berlinie byłem pierwszy i ostatni raz siedem lat temu, też na jeden dzień, tyle, że byłem tam z ojcem samochodem, więc nie musieliśmy korzystać z komunikacji miejskiej. Wczoraj zaliczyliśmy w sumie te same miejsca, tym razem jednak już przy pomocy transportu miejskiego.

Kiedyś, parę lat temu, w wagonach warszawskiego metra mapka naszej jedynej linii nosiła tytuł schemat sieci metra. Po jakimś czasie w urzędzie się zorientował i zmienili na, znany już szerzej, schemat linii. Teraz, oczywiście w związku z Euro 2012, zaczęto głośniej pobrzękiwać o prostopadłej linii, podjęto też całkiem udane próby wprzęgnięcia w miejski system kolejek podmiejskich. No a Berlin.

Inna galaktyka, nie ma co się dołować. Jasne.

Niemniej, postanowiliśmy poszukać sklepów komiksowych. Na forum Gildii wygrzebałem cztery adresy. Ze względu na lekkie zmęczenie kolejką na wystawę ograniczyliśmy się jedynie do sklepiku w podziemiach Europa Center, będącego filią innego, Modern Graphics.

Garść fotek:

Tauntzuenstr. 9-12 Tauntzuenstr. 9-12 Tauntzuenstr. 9-12
Tauntzuenstr. 9-12 Tauntzuenstr. 9-12 Tauntzuenstr. 9-12

Sam sklep dosyć maleńki, wypełniony gadżetami, koszulkami, figurkami, breloczkami i tak dalej. Wydaje się, że cały interes utrzymuje się głównie z mangi i anime. Zachodnich komiksów też było sporo, choć chyba głównie importowanego.

Były książki Scotta McClouda po niemiecku, marvelowskie zeszytówki, sporo znanych frankofońskich serii jak „Trolle z Troy”. Zaciekawiło mnie importowane wydanie „Queen And Country”, które było w mniejszych niż u nas wymiarach, tak na oko w formacie szkolnego zeszytu, połowa A4. Poręczne. I pewnie tańsze w produkcji.

Co do cen, to „Q&C” kosztowało 15 Euro, zbiorcze wydanie „Strażników” 50 E. W przeliczeniu na złotówki wydaje się to sporą sumą, ale przy niemieckich zarobkach wydaje mi się to bardziej dostępną ceną. Choć to oczywiście były importowane komiksy. Komiksy Lutesa po niemiecku kosztowały 15 E, książki McClouda były w granicach 20-30 E.

Dla porównania, posiłek w McDonaldzie dla dwóch osób kosztuje 10E.

W ramach komiksowej pamiątki kupiłem sobie „Wir konnen ja Freunde bleiben” Mawila. Tego od „Bendu”. Mam nadzieję, że zanim Kultura Gniewu wyda to po polsku, to ja zdążę się nauczyć niemieckiego na tyle, aby przeczytać w oryginale hy hy.

A i najważniejsze! Sklepowi szefowała dziewczyna.

varia

komentarzy 6

  • Nie byłeś na MFK? O_o

  • Fajne zdjęcia z tego sklepu. Półki faktycznie uginają się pod komiksami. Choć bardziej zachwyciła mnie pojedyncza wizyta w tym sklepie na dworcu metra w centrum Warszawy, bo sam jestem z Lublina.

  • konradh

    Maciej: ano nie byłem, zgodnie ze zwyczajem zresztą. Konwenty jakoś mnie nudzą i nie jestem w stanie wytrzymać na nich więcej niż półtorej godziny :)

    Jarek: no ja się czułem jak słoń w składzie cukierniczym. Nic tylko brać do ręki i oglądać :)

  • Festiwal MFK był kiepski, ale było tylu fajnych ludzi, że człowiek się nie nudził. Szkoda, że wolałeś szkopów od nas :(

  • Ej przeciez to od razu do przewidzenia bylo, wystarczy spojrzec na jego nazwisko. ;>

  • Ja, stimmt.

    :)

Dodaj komentarz