Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Niedziela trzydziestaszósta panie bez rymu


niedziela · komentarzy 10

wiadomosc

Dzięki Sickowi potwierdziły się moje przypuszczenia, co do rychłego ukazania się na naszym rynku World War Z Maxa Brooksa. Zombie Survival było książką całkiem zgrabną, zwłaszcza jeśli patrzyło się na nią jak na krytykę zachodniej cywilizacji. Pewnie się wyrobią na gwiazdkę.

Tutaj coś dla Daniela Gizickiego i reszty miłośników Calvina i Hobbesa, galeria starych prac Wattersona. Jeszcze z czasów studenckich.

Wydany na cele charytatywne kalendarz z hmmm… aktami kilku w miarę znanych twórców komiksów internetowych.

Gargantuiczny okręt USS Questionable Content dopłynął do punktu o nazwie tysięczny odcinek. Ostatni zwrot akcji: pojedynek na siłowni. Westchnienie.

No i Ameba urodziła kolejnego kota. Tak też, jeżeli ktoś chce się nad niebożęciem zlitować i wyrwać go z jej proanimalistycznych łap, niech się nim zaopiekuje. Byłem kiedyś w ich kwaterze głównej, zdecydowanie nie jest to miejsce dla zwierząt.

I jeszcze galeria prac Mattiasa Adolfssona:

mattias adolfsson

Słodziutkie.

Tymczasem już jutro w klubie No Mercy jest taki koncert. Powinno być całkiem sympatycznie.

Pragnienie


papier · komentarze 4

pragnienie

Gdy pierwszy raz zobaczyłem w sieci okładkę „Pragnienia”, pomyślałem, że przedstawia jakieś drzewo, względnie świeczkę. Przeczucie zawiodło mnie również względem treści samego komiksu. Po informacjach wydawcy spodziewałem się opowieści w typie „Niebieskich Pigułek”. „Pragnienie” owszem, opowiada o „próbach zaspokojenia dręczącego pragnienia miłości„, jednakże robi w zupełnie innym stylu niż komiks Peetersa.

Główny bohater komiksu, pomylony przeze mnie z drzewem, dosyć rozpaczliwie szuka kobiety, z którą mógłby spędzić noc. Próbuje poderwać pewną brunetkę w barze, negocjuje cenę z blondwłosą prostytutką, wreszcie, nieco zrezygnowany, szuka podniety w czasopismach erotycznych. Wszystkie jego starania niestety na nic, prześladuje go pech. Lub też wszystko jest wynikiem jego braku ogłady.

„Pragnienie” jest krótką i bardzo sprytną opowiastką. Mimo że praktycznie obywa się bez słów, to dzięki umiejętnością Mahlera w operowaniu komiksowym językiem i narracją, dokładnie wiemy, co autor chce nam powiedzieć. Akcja toczy się niespiesznie, dialogi prowadzone są od niechcenia, ma się wrażenie, że gdzieś w tle mucha lata bzycząc niemożliwie, a mimo to, czyta się świetnie.

Świetna wizja plastyczna, zabawny nastrój i pomysł. Bardzo miła rzecz, ciekawe czy debiutujące „Pragnieniem” wydawnictwo Ladida Books wypuści coś jeszcze. A nie, to nie komiks. To nowela graficzna.

Filth Hole


internet · komentarze 3

filth hole

Ostatnio popadłem w pewien marazm, wynikający z faktu, że na mojej liście internetowych komiksów „do sprawdzenia i ewentualnie napisania o nich kilku słów” figurowały głównie różne przygodowe historie, albo też opowieści dla całej rodziny, czyli w domyśle, dla najmłodszych. A tu nagle trafiłem na Filth Hole, jeden z zabawniejszych komiksów jakie czytałem od dłuższego czasu. I zdecydowanie nie dla dzieci.

Filth Hole jest luźnym projektem Jamie Dee Galeya i Freda Grisolma, autora znanego, acz nigdy nie przeczytanego przeze mnie, Hate Song, co już powinno naprowadzać nieco na klimat FH. Zgodnie z klasyczna webkomiksową konwencją, personifikacje autorów pomieszkują razem w jednym mieszkaniu, spędzając czas na dowcipkowaniu i wzajemnym dogryzaniu sobie. W tym wypadku jednak bohaterowie nie dość, że występują nago, to jeszcze są wyjątkowo obleśni.

filth hole

Miłośnicy John & John powinni od razu poczuć się jak u siebie. Dewiacje, zboczenia, homoseksualne żarty, defekacje, oraz genitalia, dużo genitaliów. Dla każdego coś miłego. Na dodatek dostaje się również ichniemu środowisku webkomiksowemu, ale to jest już dla nas raczej średnio czytelne. Choć pewne motywy są uniwersalne.

Filth Hole to raptem 50 odcinków, co będzie dalej, nie wiadomo, bo Galey zrezygnował z dalszej współpracy. Dalszego rysowania podjął się na razie Mitch Clem, równie nagi, ale znając losy jego poprzednich projektów, nie będzie to chyba zbyt często aktualizowany komiks.

Niemniej, ten komiks przedefiniował moje wyobrażenie o pedałach komiksu. Nie mówiąc już o mizianiu pytką po szyi.

Niedziela 35


niedziela · komentarzy 11

wiadomosci

Oh nie! Atomówki kontra bohaterowie DC i Marvela. Słodziaki.

Amerykanie śledzą różnice pomiędzy swoim a niemieckim plakatem Persepolis. Z jednej strony, oczywiście, nowa amerykańska poprawność, czyli na raz dwa trzy wszyscy zapominamy o czymś takim jak papierosy (pewnie za dziesięć lat im się odwidzi), z drugiej, przy niemieckim wykorzystano kadry z filmu, przy amerykańskim z komiksu. Ten z od naszych zachodnich sąsiadów wydaje mi się znacznie ciekawszy. Pomimo papierosa. Hy hy.

Radujmy się! Egmont wraca do pracy u podstaw. Dziesięć lat temu wychował sobie czytelników na poprzedni bum na rynku, może tym razem znów mu się uda i może wreszcie się doczekamy pomostu pomiędzy Kaczorem Donaldem a obecną ofertą naszych wydawców. To tyle w kwestii bezpodstawnego optymizmu.

Nowa część Covert Frontu, gry autorów Blakiego, wylądowała w sieci. Kobieta-szpieg na tajnym froncie pierwszej Wojny Światowej alternatywnej rzeczywistości. Ja na razie odpadłem na pokoju z czterema tarczami szyfrowymi.

W piątek wystąpiłem gościnnie w piątym odcinku Schwinga. Było zabawnie, ale strasznie chaotycznie. Poza tym, trema mnie nieco zżerała, stąd to ustustawiczne jąkanie. Albo jestem socjopatą hm. Generalnie, jest to odcinek o tym, jak to fajnie nam się gada i jacy jesteśmy zabawni, bez większych konkretów.

Zamiast jednego twórcy, dziś zbiorek Cereal Killers.

cerealkillers

U nas kartony na płatki śniadaniowe były właściwie epizodem, szybko zostały zastąpione plastikowymi zgrzewkami. Tyle co importowane Kellogsy, za które teraz w Piotrze i Pawle trzeba płacić horendalne pieniądze. A na zachodzie kartony chyba nadal się trzymają. Cereal Killers jest antologią w hołdzie pudełkowej grafice, akurat na Święto Zmarłych. Wszystkich Świętych?

Tak też, idę na wybory. Skoro Ameba je bojkotuje, to jest to kolejny powód, aby w nich uczestniczyć. Choć nadal sądzę, że walki na arenie wypełnionej wygłodzonymi chrześcijanami byłyby lepszą metodą wyboru posłów. No cóż.

Człowiek Paroovka: Dorysuj mu wąsy


papier · komentarzy 8

dorysuj im wasy

Chronologicznie rzecz biorąc, jestem być może jednym z pierwszych fanbojów Człowieka Paroovki i spółki. Za spółkę uznaje plejadę gwiazd stworzoną przez Marka Lachowicza, czyli Granda Bandę, Pana W., Gang Wąsaczy i całą resztę. Wychodzi na to, że jestem po prostu fanbojem Marka Lachowicza. Kripi. Zaczęło się oczywiście od Produktu, potem był Bar Mleczny, paskowy konkurs na Wraku, albumik wydany przez Daniela Gizickiego, wreszcie poprzedni zeszyt wydany przez Kulturę Gniewu. Czy Dorysuj Mu Wąsy sprostał palącemu wzrokowi kultysty?

Nowy album to 56 stron, z czego pięć dwuplanszówek było mi już wcześniej znanych, czy to z Produktu, czy z Baru. Teraz, zremasterowane i podane w kolorach Kuczmy prezentują się jeszcze lepiej. W nowych historiach Człowiek Paroovka zmierzy się z nowym Człowiekiem Lodem, uwolni zakład pracy z rąk Człowieka Grzyba, oraz uszczęśliwi pewną rodzinę w Wigilię. Ta ostania opowieść jest chyba najbardziej przerażająca w całej jego karierze.

dorysuj im wasy

Dla nieznających wcześniej przygód Paroovką niewątpliwie największą atrakcją będzie Gang Wąsaczy, który, dosłownie, skradł mu ten numer. Bogdan, Ryszard i Bohdan są tak charyzmatycznymi postaciami, że potrafią mnie rozśmieszyć bez udziału czynników garmażeryjnych. Patent na nazwy zespołów na koszulkach Bohdana rozwala zawsze.

W osobistym odczuciu, uważam Dorysuj Mu Wąsy za śmieszniejzse od vs. Granda Banda. Gang Wąsaczy, poradnik do walki z Człowiekiem Lodu, pijalnia soków Saturator, film puszczany w kinie, wreszcie zabawy z Machiną Czasu. Wszsytko to, w połączeniu ze świetnymi kolorami Tomka Kuczmy sprawia, że nie mogę się doczekać na album w którym będzie juz wyłącznie premierowy materiał. Bo chyba starych rzeczy już niewiele zostało.

Warto też zauważyć, że Dorysuj Mu Wąsy jest chyba pierwszy albumem w historii polskiego komiksu, którego powstawanie mogliśmy regularnie śledzić w internecie, na blogu Człowieka Paroovki. Nie żeby inne polskie komiksy też miały być śledzone w tym samym miejscu, ale taki sposób na wyjście ku czytelnikom jest świetny. I bombowy. Wracam do ołtarzyka.

Propaganda Extravaganza


komiksy · skomentuj

propaganda extravaganza

Dziś, nieco w ramach eksperymentu, przyniosłem na seminarium zbiór okładek z działu Propaganda Extravaganza ze znanej i lubianej strony SuperDickery. Pomysł wziął się stąd, że tydzień temu przerabialiśmy hasła propagandowe Armii Ludowej, więc zaproponowałem, że dla równowagi przyniosę to.

I wyszło świetnie. Moja rola ograniczyła się właściwie do króciutkiego wprowadzenia i zwrócenia uwagi na ogólności typu, że obligacje wojenne, że wrogiem raz jest żołnierz, raz sami przywódcy państw Osi i tak dalej. Potem to już był historyczny żywioł i interpretowanie źródła przez tuzin osób, które komiksy czytają od wielkiego dzwonu. Nie mówiąc już o tym, że ja sam kompletnie się nie znam na tym okresie w amerykańskim komiksie.

Oczywiście podstawowym problemem, jak zawsze, było, czy przyniesiony materiał nadaje się na źródło historyczne, a jeśli tak, to do czego. Osobiście wydaje mi się, że z komiksem jest jak z literaturą czy malarstwem, nie może być źródłem faktograficznym, ale daje nam wgląd w nastroje czy wyobrażenia ówczesnych ludzi na dany temat. Opisuje rzeczywistość, ale selektywnie.

Stawialiśmy różne pytania, jak choćby:

  • z którego roku pochodzi okładka?
  • do kogo mogły być adresowane?
  • jak są na nich przedstawiane kobiety?
  • jaki jest wizerunek superbohatera?
  • jaki jest wizerunek jego przeciwników?

Z burzy mózgów wyszło mnóstwo świetnych pomysłów, jak choćby motyw globusa, mający pokazać, że wojna jest globalna, czy też przedstawianie obligacji jako wspólnego wysiłku całego społeczeństwa i tym podobne. Myślałem, że całość zajmie nam góra 20 minut, jednak wyszły z tego całe zajęcia. Aż żałuję, że zaaferowany nie robiłem notatek.

Marzi: Dzieci i ryby głosu nie mają


papier · komentarzy 8

dziec i iryby

O „Marzi pierwszy” raz usłyszałem jakiś dwa lata temu w kontekście Polaków tworzących na zachodzie, a na dodatek opowiadających historię z PRLu. W tym wypadku produkcja jest polsko-francuska, bo do scenariusza Marzeny Sowy rysunki stworzył Sylvain Savoia.

Główna bohaterka, Marzi, ma siedem lat i mieszka wraz z rodzicami na jednym z blokowisk Stalowej Woli. Ojciec pracuje w Hucie, matka zajmuje się domem. Ona sama bawi się z dzieciakami ze swojego piętra i jest śliczniutka. Sam komiks to zbiór krótkich historyjek-pocztówek z PRLu.

Nie ma tutaj zbyt wiele komiksowej narracji, większość roboty odwala morze tekstu, przez co „Dzieci i Ryby” ogląda się nieco jak rodzinny album ze zdjęciami, z główną bohaterką siedzącą obok nas i komentującą kolejne obrazki. A to widoczek z kolejek, a to z pustych półek, a to z wypraw na wieś po jedzenie. W jednej historii Marzi opowiada o stanie wojennym, w innej bawi się w pielgrzymkę papieża do kraju. Jednakże polityka stanowi jedynie tło dla różnych codziennych spraw małej dziewczynki.

Czyta się to nieco jak pierwsze książki z „Jeżycjady” Musierowicz. Podobna beztroska i ciepło. Nie jest tak dołujące jak „Na Szybko Spisane”, jest też jednocześnie pozbawione politycznego zęba „Persepolis”. Choć w komiksie Satrapi bohaterka jest już nastolatką, więc to naturalne, że jest bardziej zbuntowana niż siedmio-ośmiolatka. Jedynie ostatnia historyjka z tego zbiorku, na temat Czarnobyla, uderza w nieco poważniejsze tony i jak dla mnie, wyraźnie nie pasuje do reszty.

dziec i iryby

Komiks był wyraźnie kierowany do francuskiej publiczności, więc dla nas większość z tych obrazków będzie znajoma i wcześniej już usłyszana. Z drugiej strony, „Marzi” nie jest tak zakręcona jak „NSS” i przez to bardziej przystępna dla szerszej publiczności, która może sobie nie wyobrażać, że taką tematyką potrafi zajmować się komiks.

Rysunki Savoia są bardzo przyjemne, wielkooka Marzi przykuwa wzrok, a jej wspomnienia są niezwykle kolorowe. Momentami kreska kojarzyła mi się nieco z Niebieskimi Pigułkami Frederika Peetersa.

Egmontowskie wydanie zawiera w sobie dwa pierwsze albumy perypetii Marzii, podejrzewam, że gdy w Francji ukaże się czwarty, to później zostanie u nas wydany razem z trzecim. Przyjemna, miła lektura, choć nie mogłem się zebrać aby przeczytać całość za jednym posiedzeniem.

niedziela 34


niedziela · komentarzy 7

wie s c i wiesci

Niejaki Noah Berlatsky bawi się w przerabianie planszy z Asteriksa na hmmm abstrakt formalistyczny? Formalny abstrakcjonizm? Ciekawe.

Viróz wypatrzył w Wysokich Obcasach pierwszą komiksową edycję Agendy. Niestety, mistrzem ceremonii został Orliński i opisuje komiksy sprzed kilku miesięcy, które na dodatek ukazały się w znaczy odstępie czasowym od siebie. Pewnie z jakiegoś archiwum na szybko wygrzebali, aby do tekstu o Marzenie Sowie pasowało.

Tymczasem nikt już nie wie, kto wydaje zbiorcze wydanie Osiedla Swoboda. Przez pewien moment nie było nawet pewne, czy na pewno Osiedla będzie to wydanie zbiorcze. Pewna pewność. Do słowniczka zapisujemy nowe słówko „integral„, nie mylić z interwałem.

Tonem komenatarza do czwartkowego koncertu. Było fajnie.

Wsi spokojna, wsi wesoła, więc na zakończenie link do bloga Douglasa Bota.

douglas bot

O tutaj.

A i jeszcze, w najbliższy piątek w Milanówku jest koncert Hundred Inch Shadow. Więcej informacji na plakacie. Trzy zespoły, za pięć zeta, trzydzieści minut pociągiem podmiejskim od centrum Warszawy.

Komiks w Polskiej Sieci – serwisy informacyjne


komiksy · komentarzy 11

Kapitan Komiks

Wpadł dzisiaj do mnie Kapitan Komiks i zaczął narzekać, że nie ma jak walczyć o Lepsze Jutro Polskiego Komiksu ™, bo nie wie co się w nim dzieje. Zapytałem się go, nieco naiwnie, czy korzystał z internetu, na co on tylko spojrzał na mnie krzywo i z ledwo ukrywaną wyższością prychnął: Jestem superbohaterem, to oczywiste, że nie muszę nawet wiedzieć, co to jest ten cały internet. Ukradkiem wywróciłem oczami i postanowiłem, mimo wszystko, pomóc mu w znojnej walce.

Tak też, poniżej pierwsza część cyklu poświęconemu komiksowi w polskiej sieci. Dziś w programie chleb i sól, pot i łzy, czyli serwisy informacyjne. Mam nadzieję, że dla osób niezbyt zaznajomionych z tematem będzie to przydatne.

więcej…

Chicanos: Biedna, Brzydka i do tego detektyw


papier · komentarzy 5

Biedna, brzydka i do tego detektyw

Pierwszego wydanego u nas komiksu duetu Trillo – Risso, Ja Wampir, nie znam, jedynie przejrzałem w sklepie stwierdziwszy, że bez Azzarello to nie to samo. Chicanos, będące dzieckiem tego samego zespołu kupiłem głównie z chęci dania szansy nowemu wydawnictwu, Sutoris. No i niespodzianka, bo komiks okazał się pierwszorzędny.

Chicanos jest dosyć obraźliwym słowem oznaczającym latynoskich mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Nie wiem czy jest ono aż tak drażliwe jak „czarnuch”, ale raczej Jennifer Lopez nie dałaby się poderwać po nazwaniu jej w ten sposób. Nie żebym chciał kiedykolwiek ją podrywać. Tak więc, gdy jesteśmy już uzbrojeni w tę wiedzę, nie będzie dla nas zaskoczeniem umiejscowienie akcji komiksu w środowisku latynoamerykańskich mieszkańców Nowego Jorku.

Główna bohaterka, Alejandrina Jolanda Jalisco jest prywatnym detektywem przyjmującym zlecenia ludzi ze swojego sąsiedztwa. Nie należy do klasycznych piękności, a na dodatek prześladuje ją pech. Choć może jest to raczej kwestia jej gapowatości? Niemniej, nie sposób jej nie polubić. Coś jakby Jackie Brown miała dziecko z Monkiem. Takie luźne skojarzenie.

Biedna, brzydka i do tego detektyw

Album składa się z pięciu historii, w których Alejandrina nadepnie na odcisk nie temu gangsterowi co trzeba, będzie śledzić niewiernego małżonka, pilnować pralni oraz starać się pozyskać bardziej hojnych klientów. Wszystko to okraszone jest przewrotnym humorem i jest całkiem bezpretensjonalną komedią kryminalną.

Risso szaleje w czerni i bieli, jego Nowy Jork jest dostatecznie brudny i ponury. Choć momentami miałem wrażenie, że nieco przesadził z przerysowaniem sylwetki Alejandriny. Podobnie z oczami jak dwa węgielki u bałwanka.

Ogólnie, wyszedł dobry tytuł na otwarcie wydawnictwa. Mam nadzieję, że uda się go dociągnąć do ostatniego, czwartego tomu. A ja w między czasie chyba się zakręcę za Ja, Wampirem. A i ciekawostka, polskie wydanie jest o dobre kilka centymetrów większe formatowo od hiszpańskojęzycznego. U nas jest 21 x 29,5, tamto ma 17 x 26. Nie mam jednak pewności, czy to z Norma Editorial było oryginalnym.