Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Batman: Rozbite Miasto


papier · komentarzy 7

Broken City

100 Naboi, przynajmniej do czasu zmiany polityki wydawniczej Mandragory, było jedną z moich ulubionych serii komiksowych. I to właśnie sympatia do duetu Azzarello – Risso sprawiła, że kupiłem Rozbite Miasto. Jakoś dla mnie Batman to zawsze był okres TM-Semica, z tego co wydał Egmont mam jedynie Powrót Mrocznego Rycerza. No ale, co Batman, to Batman.

W Rozbitym Mieście Nietoperz zajmuje się morderstwem siostry dealera kradzionych samochodów, niejakiego Angela Lupo. Z początku podejrzenia padają na samego Angela, jednak sytuacje komplikuje fakt, że domniemany morderca zniknął. Starając się go odnaleźć, Batman odwiedza tak znane i lubiane postacie jak Croc, Pingwin oraz Scarface, jednak z każdym krokiem rozwiązanie zagadki zdaje się być coraz dalsze.

W tej historii nie ma wymyślnych gadżetów czy Batmobilu. W siąpiącym deszczu, Batman, niczym prochowcem, otula się peleryną i główny użytek robi ze swoich pięści i intelektu. Zagadka jest dosyć powikłana, a zakończenia trudno się od początku domyśleć, choć pojawia się kilka zgrzytów. Jak w porządnym czarnym kryminale, narrator, Batman, wygłasza swoje kwestie z offu, jest cyniczny i brutalny. Akurat, żeby móc napisać, że jest to wszystko w stylu Chandlera. Tylko, że ja jeszcze Chandlera nic nie czytałem, znam jedynie takich pogrobowców jak Krajewski i jego Mock.

Rysunki Risso z kolorami Patricii Mulvihill nie odbiegają zasadniczo od poziomu znanego ze 100 Naboi, mam wrażenie, że jest może mniej wymyślnego kadrowania, tak czy siak, oprawa jak dla mnie jest mistrzowska. Do tego kilka smaczków i nawiązań do Powrotu Mrocznego Rycerza, oraz Agent Graves na jednym z dalszych planów. No i jak zwykle prześwietny Dave Johnson na okładkach. Miód. Nie żałuję tych 40 zeta.

Okej, to teraz ci, którzy jeszcze nie przeczytali komiksu, a nie chcą sobie psuć frajdy, niech nie czytają dalej.

Broken City

Serio.

Siedzący w Arkham Joker wie, że to chłopiec zabił? A taki wytrawny detektyw jak Batman pomyślał, że mordercą był Lupo? No bez przesady. Ja rozumiem, że uraz, że identyfikacja z domniemaną ofiarą, że psychologiczna głębia postaci, ale wydaje mi się, że gdyby komiks kończył się na wpakowaniu Scarfaca do radiowozu byłoby o wiele bardziej spójnie. Swoją drogą, Joker tym razem strasznie przypomina wirusa z Było sobie życie.

A i pytanie do tych, co się lepiej orientują. Gang Mutantów to millerowski wynalazek, czy też był wcześniej?

komentarzy 7

  • mnie sie podobało „broken city”. nie bylo orgazmu jak przy „hush”, które mi sie mega podobało, ale sama historyjka była fajna. zgadzam sie co do zakonczenia.

  • Dzięki ci :D Choć tez nie wiem czy takie dzięki bo musze skołować teraz 40zł :P Opinie na temat tego komiksu sa dość różnorodne a ze przeważnie zgadzam się z twoimi recenzjami to jednak wygląda na to że warto po „Rozbite Miasto” sięgnąć :)

  • Ależ proszę :)

  • Jakis czas temu znecalem sie nad tym tytulem na BatCave -> http://www.batcave.stopklatka.pl/index2.php?id=komiks/brokencity

    Bogowie, widzicie i nie grzmicie. Tyle dobrych historii z Batsem czeka na publikacje w Polsce a oni to gówno wydają… Już lepszym pomysłem byłaby reedycja DKR albo YO… Naprawdę nie rozumiem co kierowało Egmontem, kiedy kupowali licencję na ten tytuł… Może to dlatego, że ta historia pojawiła się na łamach „Batmana” zaraz po Hushu, ale mam nadzieję, że to nie o to chodzi, bo w takim wypadku następną publikacja Egmontu będzie „As The Crow Flies” :/

  • No, sprawa gustu. Mnie nie podeszło – za bardzo wydumane, zakończenie sugerujące, że czytelnik jest imbecylem, grafa fajna, ale kolory za mdłe. Ogólnie zawiedziony jestem, ale dobrze, że nie ściągnąłem tego sobie dwa lata temu w oryginale, wtedy bym był dopiero zły :)

    Gang Mutantów chyba był millerowski, nigdzie wcześniej go nie widziałem. Chociaż poniżej lat 70-tych mam ogromne braki w Gacym. Aż wstyd.

  • Jackson: z tego co zrozumiałem, kolejne wydanie DKR jest rozważane. A czemu akurat Rozbite Miasto? Myślę, że głównie kierowano się popularnością 100 Naboi i ich autorów.

  • mi się spodobało

Dodaj komentarz