Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Szpinak Yukiko


komiksy · komentarzy 11

szpinak yukiko

Bardzo lubię Tokio. No, może nie tyle lubię, co strasznie mnie interesuje i chciałbym się tam kiedyś wybrać. Od dłuższego czasu czytam Tokyo by night, bardzo podobało mi się Między Słowami, nie mówiąc już o Tokio Drift. Choć tam w niektórych scenach ulice stolicy Japonii grało Los Angeles. Tak też, gdy w zapowiedziach Kultury Gniewu wyczytałem, że akcja ich nowego komiksu będzie się rozgrywać właśnie w Tokio, od razu umieściłem go na liście przyszłych zakupów.

Szpinak Yukiko to krótka, zabawna historia miłosnego zauroczenia, która, ku mojemu rozczarowaniu, zamiast na mieście, koncentruje sie na ciele tytułowej Yukiko, głównie na twarzy. Francuz poznaje Japonkę i zakochuje się w niej, mimo że ta jest zainteresowana innym facetem. On jest napalony i zdeterminowany, ona toczy wewnętrzną walkę, w którą stronę się zaangażować. Jakby nie było od początku wiadomo, że takie trójkąty to nic mądrego. Okej, ja załapałem to dopiero w trzeciej klasie liceum.

szpinak yukiko

Bez względu na to, czy pragnienia głównego bohatera mają szanse na ziszczenie się czy nie, to co jest najważniejsze w Szpinaku to nastrój rozmów pomiędzy nim a Yukiko. Ukradkowe spojrzenia, urwane zdania, wszystko jest lekkie i umowne. Aż dochodzi do scen erotycznych, które, bez względu na to czy w filmie czy komiksie, mnie nudzą. Ale miłośnicy kosmatych włosów łonowych będą wniebowzięci.

Nie bardzo rozumiem tego całego pisania o nowej mandze jako o nowym gatunku w komiksie. W Szpinaku nie widzę zbyt wiele mangi. Może znam ją tylko po łepkach. Nie mniej, wszystko jest wykadrowane tak, że komiks czyta się oczami autora, podąża się za jego wzrokiem, a jego twarz widzimy jedynie w odbiciach. Świetne. Wszystko jest spójne i na miejscu. Choć czasami miałem wrażenie, jakby niektóre rysunki były obrysowanymi zdjęciami po paru filtrach w photoshopie. Co nie jest żadną wadą, oczywiście.

Lubie miłosne historie, ale Szpinak niezbyt mnie ruszył, i mimo rysunków z perspektywy pierwszej osoby nie mogłem się za bardzo wczuć w głównego bohatera. No i Tokio było mało. Mimo że opowiada o sercowym zawodzie, to pokazuje, że koniec zauroczenia nie jest końcem świata, bo zawsze jest kolejny zakręt, za którym można spotkać kogoś nowego. Co jest, mimo wszystko, krzepiące.

komentarzy 11

  • Jak mi na RSS wyskoczył tytuł posta pomyślałem „Cholera, znowu o jedzeniu?”

  • E, nie lubię szpinaku, to jedna z moich kulinarnych traum ze żłobka

    :)

  • Heh Japonią to i ja jestem zafascynowany. Przedziwne miejsce i kultura. :)

    A anime to ogladasz?

  • Niezbyt, Akira, Gits plus Cowboy Bepop na TVPKultura :)

  • Żałuj, jest mnóstwo pięknych anime, niekoniecznie tych najpopularniejszych. Sam jakiś czas temu dałem się zarazić sympatią to tej hmm wschodniej sztuki animacji. :)

  • No ja nie mówię nie, po prostu nie chce mi się ich ściągać z netu :)

  • To jak mogę, to polecam „Grobowiec Świetlików”. Najpiękniejszy film jaki w życiu widziałem. Jak się komuś podobała „Hiroszima 1945: Bosonogi Gen” to myślę, że i w tym zasmakuje (i znowu kulinarnie trochę…).

  • konradh

    Możesz:)

    Grobowiec Świetlików, okej, zapisałem.

    Hiroszima była okej, może tylko te losowe komediowe miny rozbijały klimat. No ale to taka specyfika z łezką.

  • Ciągle się wahałem czy zaglądać do środka czy nie (kupić czy nie?), ale po tej recenzji się rozmyśliłem. Może przy okazji. Po pierwsze jakoś nie lubię komiksów rysowanych czy malowanych ze zdjęć. Nie wiem dlaczego, ale taki rysunek mnie nudzi, nawet jeśli perfekcyjnie wykonany. Myślę, że da się w tym temacie zrobić coś niezłego (w sumie w malarstwie ciągle jestem pod wielkim wpływem Gotfrieda Helnweina). Ale wydaje mi się, że nie widziałem jeszcze foto-komiksu, który by mnie zachwycił. Po drugie: nie znoszę zdjęć przepuszczanych przez filtry fotoszopy. Chyba poczekam na wyjątek od reguły, który odmieni mój punkt widzenia na zawsze i będę mógł mówić: „z wyjątkiem…”.

  • Ale ten komiks tylko sprawia wrażenie obrysowywanego, w rzeczywistości został normalnie narysowany :)

  • Nie, to nie to. Miałam ten sam problem co przedostatni facet przede mnę. Ja też jeszcze nie mogę powiedzieć: „…z wyjątkiem
    …”

Dodaj komentarz