Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Death Proof


film · komentarzy 5


	Mary Elizabeth Winstead <3

Jest kilka rzeczy, których nie lubię. Nie lubię na przykład zbyt dużej ilości bluzgów. Nie lubię też widoku pijących i palących dziewczyn. No ale poszedłem na Death Proof. Zwariowałem? Po prostu nie wiedziałem czego się spodziewać za bardzo. Oczekiwałem zwariowanego filmu o Kurcie Russellu zabijającym babki. No i nowy film Tarantino jest mniej więcej taki jak zakładałem, nie przypuszczałem tylko, że jego połowa będzie się toczyć w barze. Z samym reżyserem w roli barmana zresztą.

Kurt Russell wciela się w Kaskadera Mika, psychopatę, którego głównym celem w życiu jest zabijanie kobiet. Robi to przy użyciu swojego, specjalnie wzmocnionego, śmierciooodpornego, samochodu. W poszukiwaniu swoich ofiar krąży po spalonych słońcem stanach południowego zachodu, pewnego razu upatruje sobie trójkę mieszkanek Austin.

Dialogi kręcą się dokoła picia, ćpania i seksu. Z tą różnicą, że rozmawiają ze sobą babki. Tłumacze popuścili sobie wodze fantazji, i bluzgi są nadzwyczaj urozmaicone, miejscami wydają się bogatsze niż w oryginale. Po angielsku bohaterka krzyczy do Russella „bitch!”, a pod tym widać napis „cipku!”.

Death Proof

Death Proof opowiada o zmierzchu dotychczasowego podziału ról. Kaskader Mike należy do wymierającego gatunku macho. Jest na tyle zagubiony w dzisiejszym świecie, że jedyne co jest w stanie go zaspokoić, to fizyczna przemoc wobec kobiet. A nowoczesne kobiety w gruncie rzeczy nie potrzebują już takich mężczyzn. Same potrafią o siebie zadbać, wystarczy im własne towarzystwo. W celu podkreślenia swojej niezależności powielają zachowania macho, a wszelkie wątpliwości znieczulają alkoholem. W tym świecie mężczyzna może tylko błagać i dopraszać się o seks, a jedyną jego szansą jest podpicie kobiety aby stała się mniej czujna i dopuściła go do swoich majtek.

Ostatni Newsweek łączy to wszystko z Dodą i Patrycją Markowską. Ta.

Nie mniej, Death Proof jest zgrabnie zrealizowanym i wystylizowanym filmem. Choć żaden dialog nie utkwił mi na dłużej w pamięci. Jest za to świetna scena finałowego pościgu. Gdybym znał więcej filmów, do których tutaj nawiązuje Tarantino, to pewnie bawiłbym się o wiele lepiej. A tak wyszedłem z nieco mieszanymi uczuciami. Może przez to durne kino, które zbyt głośno ustawiło muzykę, co sprawiło, że film, pełen ryku silników, był nieco męczący. Plus pierwszy akapit.

whatever however.

ok, to pamiętam.

film

komentarzy 5

  • Ja uważam, że film był genialny. Widziałem go już dwa razy. Podczas drugiej projekcji w kinie biliśmy brawo :D To pewnie wynika też z tego, że uwielbiam Tarantino i jego poczucie humoru. No i kocham nawiązania do innych filmów.
    A Mary Elisabeth Winstead jest cholernie piękna, mógłbym się jej oświadczyć. :D

  • mc.owiec

    Mnie „śmiercioodporny” w pełni usatysfakcjonował.
    Głównie dlatego, że filmy Tarantino bardzo lubię i patrzę na nie głównie przez pryzmat jego własnej konwencji, nie zaś ogólnofilmowej. (;

  • Nie nie, to bylo „whatever with your however”. Nie pamietasz! ;p

  • zasugerowałem się nazwą tego kawałka na soundtracku :)

  • Miodzio, miodzio. Tarantino po raz kolejny pokazał jak robić dobre kino gatunkowe. Od czasu „Borata” nie pamiętam, żeby jakiś film dostał oklaski na premierze. Jedyne do czego się mogę przypieprzyć, to decyzja o pocięciu „Grindhouse” na dwa filmy w krajach europejskich. Od pierwszych newsów się jarałem tym projektem i żałuję, że nie dane mi będzie zobaczyć w kinie oryginalnej wersji.

Dodaj komentarz