
Wczoraj, na swoim blogu Tomek Zych napisał o swoich rozważaniach nad tym, co ma rysować w życiu. Za jedną z opcji uznał rozkręcenie w internecie swojej Skrajnej Prawicy:
Inny plan – pójść w Skrajną Prawicę. Rozwinąć serie paskową z Kazikiem. Otworzyć osobną stronę www i lansować się w internecie. Polskim internecie. Zarobek marny, ale lubię tę serię…zawsze można utoczyć z tego spore grono fanów. Kombinować coś na zarobku ze sprzedażą pasków do gazet lub na gadżetach. Jak dla mnie za dużo roboty, ale może w kilku?
No i nasuwa się pytanie: czy utrzymywanie się z komiksu internetowego jest u nas w ogóle możliwe?
Przychody
Są dwa podstawowe, i najpopularniejsze, źródła utrzymania komiksów internetowych: sprzedawanie powierzchni reklamowej na stronie oraz gadżetów związanych z komiksem. Kubków, koszulek, majtek, a w przypadku już większej popularności, także papierowych wydań komiksu. Istniało kilka prób pobierania opłat za samo czytanie komiksu w necie, jednakże nie cieszyły się zbytnią popularnością. Niektórzy autorzy, jak choćby Erin Hicks, wycofała się z udziału w Modern Tales i zaczęła publikować Ice za darmo. Tak czy siak, rodzina MT istnieje nadal, a opłata jest stosunkowo niska, niecałe trzy dolary za miesiąc.
No ale to jest zachód, z bardziej spopularyzowanymi internetowymi formami mikropłatności, nie mówiąc już o samym podejściu do płatnej treści w sieci. Wydaje mi się, że jeśli już ludzie zdecydują się płacić za komiks w internecie, to raczej autora, którego prace już dobrze znają. No i też nie sądzę, aby wprowadzenie opłat w trakcie trwania jakiejś serii było szczęśliwym pomysłem.
Czwartą wreszcie opcją, jest wstawienie na stronę wirtualnej miski i zbieranie do niej dobrowolnych datków via paypal. Tylko też trzeba wziąć pod uwagę liczbę czytelników, którzy posiadają wirtualne konta bankowe. To oczywiście się ciągle zmienia na lepsze, ale tak czy siak, wydaje mi się to pieśnią przyszłości.
Reklamy
Istnieje kilka różnych sposobów sprzedawania powierzchni. Można to robić na własną rękę, jak to u nas na przykład robi Konrad Okoński. Albo znajdziemy reklamodawce, albo nie. Można też skorzystać z jednego z wielu systemów reklamowych jak choćby Google AdSense. Co też zresztą robi Koko. W pierwszym przypadku sprzedajemy po prostu miejsce na baner reklamowy na określony czas lub liczbę odsłon. W drugim dostajemy skromne wynagrodzenie za każde kliknięcie w sponsorowany link. Ziarnko do ziarnka…
Gadżety
Drugim na początku wspomnianym sposobem jest otwarcie sklepiku z fantami dla czytelników. Najczęściej są to koszulki ze wzorami mającymi mniejszy lub większy związek z naszym komiksem. Tu tez jest kilka możliwości. Albo znajdziemy firmę zajmującą się gadżetami reklamowymi, zainwestujemy i wyprodukujemy sobie partię koszulek w nadziei, że ktoś je kupi. Albo skorzystamy z usług firmy pokroju Spredshirt. Jeżeli pominiemy ryzyko finansowe pierwszego rozwiązania, to jego zalety są oczywiste: mamy większy wpływ na wygląd naszego sklepu, jakość produktu czy technikę wykonania, no i nie dzielimy się zyskiem z pośrednikiem. Drugie wyjście ogranicza nam pole manewru pod każdym względem, choć jest o wiele bezpieczniejsze finansowo. Ryzyko finansowe można w pewnym stopniu ograniczyć przeprowadzając przedsprzedaż produktów ze sklepiku. Tak robi choćby Jeph Jaques.
Czynnik C
Cała teoria zarabiania na komiksie internetowym zależna jest jednakże od najważniejszej sprawy: czytelników. To oni klikają w banery, oglądają reklamy czy kupują koszulki. Im więcej odsłon tym nasza strona staje się atrakcyjniejsza dla reklamodawców. Więcej czytelników wyklika więcej groszy w systemach reklamowych, kupi więcej koszulek.To oni wreszcie, wraz ze wzrostem popularności komiksu generują coraz większe koszty. Opłata za domenę jest stała i w perspektywie całego roku wynosi grosze. Jednakże, im więcej osób nas czyta, tym bardziej wydajnego serwera potrzebujemy. Im lepszy serwer tym droższy i tak dalej.
Jeżeli prowadzimy komiks w ramach hobby i staje się on coraz bardziej popularny, to nagle okazuje się, że musimy coraz więcej do imprezy dokładać. Czy nasi dotychczasowi czytelnicy pozwolą nam wygenerować dochód, który pozwoli nam wyjść na zero? A czy będzie ich tak wielu, że będziemy mogli na komiksie zarabiać?
Według różnych badań z ostatnich kilku lat, blisko 30-40% mieszkańców Polski, którzy mają skończone 15 lat, korzysta z internetu. Do daje nam, mniej więcej, liczbę 10 milionów potencjalnych, polskojęzycznych czytelników. Taaa. Nakłady papierowych komiksów nie przekraczają paru tysięcy. Losux, przy całej swojej specyfice, w okresie największej popularności dobijał do trzydziestu tysięcy odwiedzin dziennie. Wynik, którego nie są w stanie na razie powtórzyć Bug City czy A Quartz Bead.
Czy góra 20 tyś. polskich internautów jest w stanie utrzymać autora?
Osobiście wydaje mi się, że nie. Jednakże zależy to od takiej ilości czynników, że o nich już kiedy indziej.