Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pidżama Porno – koniec szlaku


muzyka · komentarze 4

Sieg Heil

Ta wstrząsająca wiadomość dotarła do mnie pokątnie i z kilkudniowym opóźnieniem, co już świadczy o tym, że z materią nie byłem zbyt na bieżąco. Ba, nawet się specjalnie nie przejąłem, co, pewnie jeszcze sześć lat temu, byłoby nie do pomyślenia.

Pierwszy raz na koncert Pidżamy Porno poszedłem na początku drugiej klasy liceum, w 2001 roku. Wiadomo, 16 lat, sercowe zawody i wypłakiwanie oczu za dziewczynami, które, jak się koniec końców zawsze okazywało, nie były tego warte. Wszystko oczywiście przy akompaniamencie rzewnych piosenek Pidżamy. Choć jedna z nich „Gdy zostajesz u mnie na noc” z fragmentem:

Jeśli tylko chcesz, jeśli tylko możesz
Ukryjemy się gdzieś daleko na bagnach
Ja będę miał na imię Ptak
Na ciebie będą wołać Sarna
Jeśli tylko chcesz, jeśli tylko możesz

szybko straciła dla mnie cały czar, bo jeden z kumpli z klasy miał na przezwisko Sarna właśnie. To psuło romantyczny efekt piosenki.

To pierwsze wyjście na koncert do Proximy było jak drzwi do innego świata. W moim ówczesnym mniemaniu publiczność zgromadzona w klubie stanowiła szczyt alternatywności i niezależności. To był ten miesiąc w moim życiu, gdy z półdługimi włosami i we flanelowej koszuli uważałem się za anarchistę i bojownika o lepsze społeczne jutro. Serio. To szybko się zmieniło, tak czy siak.

Tak też, dostawałem kolejne kosze, słuchałem ciągle tych samych ckliwych piosenek. które coraz bardziej zużywały się emocjonalnie i nie potrafiłem ich dalej słuchać, bo kojarzyły się ze zbyt dużym pokładem głupot. Na koncercie byłem potem jeszcze trzy razy, w tym dwa również w Proximie, za każdym razem czując coraz większy niesmak. Na ostatni, w grudniu 2003 poszedłem tylko dlatego, że znajoma miała wejściówkę dla mnie. Wiedziałem już wtedy jak wyglądają prawdziwe pankowe koncerty, więc ich sankcjonowana wersja z klubu studenckiego przestała mi odpowiadać.

Płyty Pidżamy trafiły gdzieś do zakurzonego pudła. Choć nadal lubię Ulice Jak Stygmaty.

Nieco później okazało się, że mniej więcej w tym samym okresie co ja, swoją fascynację Pidżamą przechodziła również Marta. Zeszliśmy się ze sobą już dawno po tym, ale zaczął chodzić mi po głowie pomysł, że warto byłoby, dla dopełnienia kręgu, przejść się na koncert razem i skonfrontować dawne wyobrażenia. Osobiście też jestem bardzo ciekaw, jacy ludzie w ogóle teraz chodzą na ich koncerty

Teraz wychodzi na to, że trzeba będzie się spiąć i wreszcie zdecydować.

komentarze 4

  • radzę odgonic pokusę i nie iść. Ja flanelowa koszulę zdjęłam znacznie niedawniej niz ty, a i tak nie mogę wznieść sie na wyzyny tolerancji dla goracych dwunastek wybijajacych zeby główkami na wysokosci 1,50m.Przeraźliwe piski, gwiazdki, czaszeczk,i takie same bluzy, takie same arafatki, takie same trampki. Jest CIĘŻKO

  • konradh

    Być może, ale z czasem nabiera się dystansu i zostaje już tylko socjologia :)

  • A nie, dzięki.

    Ok, poczytałem Marcie na głos rozdział o tekstach miłosnych. Desakralizacja nastoletnich uniesień jest świetna!:)

Dodaj komentarz