Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

BFX Project


internet · komentarze: 4

ADC

Zazwyczaj, gdy znajduję jakiś komiks, który wygląda na wart przeczytania, umieszczam go na końcu listy rzeczy do przeczytania i na jakiś czas zapominam o nim. Tym razem w przeciągu kilku godzin dwie osoby zarzuciły mi tym samym adresem. To był znak, że gdzieś na mieście trwa gorączka i wyją syreny.

BFX jest owocem współpracy dwóch twórców: Artura Dela Cruza oraz Takeshiego Miyazawy. Ten drugi pracuje dla Marvela nad Spiderman loves Mary Jane. Tutaj, każdy z nich prowadzi historię rozgrywającą się w Metropii, mieście-molochu niedalekiej, cyberpunkowej przyszłości. Każda z nich ma swoich bohaterów i dosyć delikatnie przeplata się ze sobą. Każda też jest zrealizowana w odmiennym stylu graficznym.

Miyazawa opowiada o perypetiach Beth i Tosim, dwójce dealerów, którzy podczas jednej transakcji wpadają w niezłe tarapaty. Akcja jest wartka i dynamiczna, czasami przeplatana retrospekcjami. Jedna, pragnąca zachować anonimowość, z rekomendujących mi ten komiks osób porównała go do Status 7 autorstwa Piątkowskiego i Adlera. I jest w tym coś, choć do pełnej analogii brakowało mi pełnej rozmachu wizji miasta znanej z polskiej serii. Komiks Miyazawy jest bardziej kameralny, oczywiście jest pełen wymyślnej broni, pancerza i androidów, ale mimo wszystko, cała akcja rozgrywa się w zamkniętych pomieszczeniach.

TAK

Komiks Dela Cruza przenosi nas już na szczyty wieżowców, jednak jego styl rysowania jest na tyle oszczędny, że zabudowania miasta są jedynie rozmytym tłem. Tutaj bohaterem jest Bishop, łowca nagród, którego sercowe perypetie nie pozwalają się skupić na robocie. Z pomocą przychodzi mu jego najlepszy kumpel, którego rola w całym zamieszaniu wydaje się być mocno niedoceniana.

Jeśli mam być szczery, mimo że obie historie są świetne, to bardziej do gustu przypadła mi ta druga. Głównie ze względu na dosyć zabawnie napisaną postać Bishopa. Niestety, została zawieszona rok temu, a Dela Cruz zajął się innymi projektami. Na szczęście Miyazawa nadal aktualizuje swój komiks. Strona jest zbudowana ze sporym użyciem flashowych elementów i nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie moim zdaniem. Komiksy przegląda się po kilka stron, a potem trzeba wybrać kolejny zbiór. Zazwyczaj zbiory nie są na końcu podpisane, więc można się pomylić i ominąć jakiś przez nieuwagę. Pewnym bonusem jest dołączony do strony panel z muzyką, jednakże jakoś szczególnie mi nie podpasowała do nastroju opowieśći.

Poza tematem: Działa wszystkim mój rss? Bo wczoraj coś kombinowałem z ustawieniami i nie jestem pewien czy nic nie popsułem

Dire destiny


internet · skomentuj

Dire Destiny

Jak kiedyś wspominałem, swego czasu bardzo lubiłem niezobowiązujące tasiemce fantasy, wszystkie te Eddingsy, Salvatore i tak dalej. Teraz, po kilku latach przerwy z trudem udaje mi się przebrnąć przez Strzałę Kusziela. Choć może to przez to, że jest to dosyć babska literatura i więcej tu opisów orgazmów niż krojenia orków mieczem. Jednocześnie, uwielbiałem takie komiksy jak Hugo czy, mocno później, Lanfeusta z Troy. Tak czy siak, jakoś nie jestem w stanie zmusić się teraz do wydania pieniędzy na tego typu rozrywkową literaturę.

I z odsieczą, jak zwykle przychodzi internet, a jednym z wielu komiksów fantasy dostępnych w sieci za darmo jest właśnie Dire Destiny. Komiks o tyle niezwykły, że tworzony przez amerykańsko – polski duet, którego członkowie na dodatek w życiu się nie spotkali ze sobą.

Dire Destiny ma wszystko to, czego potrzebuje dobry komiks w stylu heroic fantasy. Wyrazistych, zróżnicowanych bohaterów, tajemnicze moce oraz powód, aby podróżować po wszystkich stronach świata. Wszystko to podane w na tyle wciągającym miksie, aby przykuć nas na dłuższy czas do opowieści. Przy tym nie jest to przesadnie rubaszna opowieść, wydaje się wręcz tonąć w brudnym błocie wyimaginowanego wczesnego średniowiecza.

Dire Destiny

Pierwszy raz do Dire Destiny podszedłem jakoś tak rok temu, przeczytałem wszystko w dwa dni, a gdy w zeszłym tygodniu wróciłem do miejsca w którym przerwałem lekturę dosyć szybko odnalazłem się z powrotem. Nowe plansze pojawiają się dwa razy w tygodniu

Ostapiuk, Polak, rysuje może niezbyt porywająco, ale wszystko ze sobą całkiem nieźle współgra. Trochę żal, że nie kładzie kolorów równo, choćby na komputerze i wszystko tonie w szarościach ołówka, co momentami przypomina nieco rysunki z tyłu zeszytów szkolnych. No ale to już kwestia gustu, miłośnicy ilustracji do podręczników RPG będą wniebowzięci.

Scenariusz Kendziego, jak można wydedukować, Amerykanina, żongluje różnymi kliszami i pomysłami, ale robi to na tyle umiejętnie, że historia jest świeża i przyjemna. Choć podejrzewam, że jeśli ktoś czyta więcej fantastyki niż trzy książki rocznie to może nieco ziewać. Ale w gruncie rzeczy, lubimy historie, które już znamy, no nie?

Niedziela dwunasta, panie pieką ciasta


niedziela · komentarze: 22

wiesci wiesci

W środę Gonzo podrzucił mi linka do następującego fikołka: Wirtualne światy słowa i obrazu. Analiza polskiego komiksu w sieci.. Są to dwa fragmenty pracy magisterskiej Marcina Rapackiego z zeszłego roku, studenta warszawskiego ISNSu. Podobno mają kosę z IS. My, ultrasi IH, od obu trzymamy się z daleka.

Nie mniej, jest to praca poświęcona polskiemu komiksowi internetowemu. Coby nie powiedzieć, naukowa. w tych dwóch rozdziałach wspomniano o następujących tytułach: Pvek, Rroarr, Mienso, bliżej nieznany mi Kekomiks, Respect For Pawns, Gauek i Szparka, Patrz Mi Na Literki, Emoticons Comics, fuc!k, daily, rotfl playing games, poemixing, gadu gadu, komix, Amaka, Martek, Stam Wyjątkowy, Skrajna Prawica, Los Bobros, Grafit 84, Blackout, Lobix oraz Losux.

Mała próbka:

Wątki autobiograficzne w komiksach dostrzec można także analizując inne przykłady. Chciałbym w tym miejscu przedstawić odcinki, w których autor ukazany jest w inny sposób niŜ w poprzednich. Pierwszy pochodził będzie ze strony „KeKomiks”. Bohaterami tej serii są frytki. Po przeanalizowaniu ustalonej liczby odcinków doszedłem do wniosku, że jedną z nich jest właśnie autor. W przeciwieństwie do poprzednich przykładów, tu nie przedstawia się on jako postać ludzka, ale ukrywa się pod postacią frytki. W ten sam sposób przedstawia również swoich znajomych i członków rodziny. Cechą charakterystyczną bohatera-autora jest niewielka czarna bródka. Frytki przedstawione są w dość schematyczny sposób. Gdyby autor nie napisał na stronie czym są bohaterowie, sądzę, że miałbym problemy z ich rozpoznaniem. znajomymi. Częstymi tematami są komiksy tradycyjne i papierowe oraz filmy, szczególnie z gatunku fantastyki. Odcinki „KeKomiks” przedstawiają rozmowy autora ze znajomymi. Jest to jedyny komiks w próbie, w którym autor występuje jako bohater przedstawiając się jako poddany antropomorfizacji przedmiot.

Oraz mój ulubiony fragment:

Jednakże zdarzają się przypadki, gdy odcinki nie są wyrazem sympatii ani podziwu dla innego autora. Udało mi się znaleźć odcinki krytykujące inny projekt. Tu znów odwołam się do „KeKomiks”. Na zaprezentowanym niżej przykładzie poddany krytyce został komiks internetowy „Losux”. Szczyt popularności tego komiksu przypadł – wedle mojej wiedzy – na rok 2005. Miał on wtedy wielu odbiorców regularnie odwiedzających stronę internetową. W stronę autora skierowały się także nieprzychylne głosy. Jedną z osób otwarcie krytykującą „Losux” jest autor „KeKomiks”. Czyni to nie tylko za pośrednictwem internetu. Podczas ostatnich Warszawskich Spotkań Komiksowych, na prelekcji poświęconej web-komiksowi negatywnie wypowiadał się o stylu rysowania i pomysłach na odcinki.

Frytki. Ja wiedziałem, że prędzej czy później Gonzo zagarnie całą sławę i wszystkie fanki, eh.

Z innej beczki, Qrjusz przeniósł się ze swoim Stachanowcem na nową stronę, w oparciu o WordPressa. Jak wyznał mi w sekrecie, zrobił to po lekturze tego wstrząsającego artykułu.

Jakoś tak mało się działo komiksowego w tym tygodniu, ale pamiętajcie, że od jutra zaczyna się Tydzień Wegetarianizmu. Więcej o jego warszawskiej odsłonie możecie przeczytać na blogu Ameby. We wtorek w Aurorze grają Hundred Inch Shadow oraz Daymares, więc jeśli ktoś miałby ochotę pogadać, to niech wpadnie, powinienem tam być. Wstęp 10 zeta, start podobno o 20.

Dresden Codak


internet · komentarze: 3

Dresden Codak

Wpadłem na Dresden Codak jakoś przed miesiącem, jednakże nie miałem wolnej chwili aby przyjrzeć mu się bliżej. W tym czasie przynajmniej trzy osoby zagadały do mnie, czy nie czytałem przypadkiem tego komiksu, a i coraz częściej jego baner przewijał mi się przed oczami na różnych stronach.

Pierwsze skojarzenie jakie mnie naszło podczas czytania DC to pewne podobieństwo do Perry Bible Fellowship. Równie abstrakcyjne pomysły, tylko przedstawione w dłuższych odcinkach. Tylko tam gdzie w PBF bohaterami są dosyć przypadkowe postacie, tak w komiksie Diaza na pierwszy plan wysuwa się niejaka Kumiko Ross, studentka na równi pogrążona w marzeniach co wierząca w moc twardej nauki.

Dresden Codak

Szybko klimat pierwszych odcinków się ulatnia i zastępują go wyprawy w głąb wyobraźni Kumiko. A ta jest wyjątkowo rozległa. Dzięki niej może rozmawiać z Nikolą Teslą czy Karlem Gustawem Jungiem, zwiedzać rozległe alternatywne światy, spotykać bogów podziemi i tak dalej. Równocześnie, bez większej niespodzianki, nie radzi sobie zbytnio z przedstawicielami płci przeciwnej.

Aaron Diaz zadał sobie sporo trudu, aby w umieścić w komiksie wiele różnych odniesień i nawiązań, jak choćby w odcinku poświęconym filozofii. Momentami czytając ten komiks czułem się bardzo głupi. W Dresden Codak jest praktycznie wszystko, od psychologii po fizykę kwantową, a wyszukiwanie wszystkich nawiązań sprawia kupę radochy. Jak choćby Amebie, która zauważyła Oko Emersona, o którym ja usłyszałem pierwszy raz w życiu.

Dresden Codak

A wszystko to w cudnej oprawie graficznej. Diaz miesza najprzeróżniejsze style i techniki rysowania, Miejscami jego prace przypominają mi właśnie wcześniej wspomnianego Gurewitcha, miejscami Kibuishiego. Bombeczka. Warto przejrzeć jego galerię dostępną na stronie Dresden Codak.

Zazwyczaj odcinki nie są połączone żadnym wątkiem fabularnym, jednakże ostatnie kilka odcinków tworzą historię pod tytułem Hob. Ciekawe co z tego wyniknie.

motyw drogi


varia · komentarze: 10

Puuf to był długi dzień, który podważył moją wiarę w cudowność WordPressa. Na początku przez parę godzin użerałem się z moim klientem ftp, który wieszał się średnio co 20 plików. Tak też ściągnięcie na dysk 16 mega, koniec końców zabrało mi ponad godzinę. Potem, ta sama śpiewka podczas kopiowania plików na nowy serwer. A to dopiero był początek kłopotów.

Tak jak łatwo wcześniej instalowałem wordpressa na kilku różnych serwerach, tak instalacja z podpięciem starej bazy danych przerosła już moje skromne umiejętności. Z odsieczą przybył godai, tylko po to, aby odkryć, że w trakcie przenosin szlag trafił wszystkie polskie fonty. Nie mówiąc już o takim drobiazgu, jak niemożność zalogowania się do panelu administracyjnego strony.

Po dwóch godzinach prób godai się poddał i zrezygnowany zasugerował, żebym uderzył do helpdesku mojego nowego providera. Opisałem swoje nieszczęścia i niedole i postanowiłem czekać, na odpowiedź. W międzyczasie z drzemki obudziła się Marta i nieśmiało zapytała, czy szukałem na googlach rozwiązania mojego problemu. Nie szukałem.

Po chwili Marta znalazła ten plugin, a ja mocno zniechęcony stwierdziłem, że spróbuję, nie zaszkodzi. No i nie uwierzycie, ale zadziałało.

Teraz tylko muszę z powrotem wykombinować, jak uruchomić stronę z linkami. Ok, już działa dzięki catlinkowi.

Never mind the bollocks, here is motyw drogi

Culture Pulp


internet · komentarze: 2

culture pulp
Jak wszyscy wiemy, j?zyk komiksu można wykorzystać do najprzeróżniejszych opowieści. Każdy kto zatrzyma się nad stoiskiem z komiksami na dłużej niż pięć minut szybko zauważy, że obrazkowe historie to nie tylko superbohaterowie i zabawne gadające zwierzaki. Mike Russell wykorzystuje komiks do tworzenia reportaży na temat różnych miejsc i wydarzeń, w których jako dziennikarz brał udział i je obserwował. Sam autor określa Culture Pulp jako journalism comic strip

Reportaże są krótkie i treściwe, Russell i pozwalają nam zaznajomić się z licznymi atrakcjami oferowanymi przez dosyć kwadratowy stan Oregon. Odwiedzamy lokalny dom strachów, uczestniczymy w konwencie Świętych Mikołajów czy w rejsie statkiem po rzece ze Storm Large And The Balls na pokładzie. I to w tym projekcie jest chyba najciekawsze. Pozwala nam zobaczyć jak wyglądają codzienne rozrywki amerykanów, na jakie dziwactwa wydają pieniądze w wolnym czasie, co ich pasjonuje i bawi.

culture pulp

Tak jak komiks łączy film z obrazem i literaturą, tak Culture Pulp stoi gdzieś po środku między artykułem prasowym a krótkim telewizyjnym materiałem z serwisu informacyjnego. W poszczególnych odcinkach nie chodzi o zabawną puente, a o to, aby po prostu przedstawić czytelnikom coś ciekawego. Choć zazwyczaj ciekawego dzięki swojej dziwności.

Wcześniej w internecie, nie mówiąc już o polskiej prasie, nie spotkałem się z czymś podobnym. Jeżeli ktoś trafił kiedyś na coś w tym stylu, niech da znać, ciekawa sprawa. Nadaje wyrażeniu „komiks prasowy” nowe znaczenie.

Shi Long Pang


internet · komentarze: 4

Bardzo Dużo Tekstu

Jeśli mam być szczery, moja wiedza z zakresu historii Chin ogranicza się głównie do świetnej gry ekonomicznej Cesarz – Narodziny Państwa Środka. No i planszowego Chińczyka. Na moim wydziale daleki wschód jest praktycznie pomijany, podręczniki do poszczególnych epok jedynie wzmiankują o Chinach czy Japonii. Jeśli kogoś to pocieszy, z Ameryką prekolumbijską jest równie beznadziejnie. Nie mniej, jeżeli graliście w Wormsy i zastanawialiście się, jak antyczna jest waza z dynastii Ming, to muszę was rozczarować, dynastia Ming nie jest specjalnie starożytna, pokrywa się mniej więcej z latami panowania w Polsce Jagiellonów.

No ale do rzeczy.

Komiks Bena Costy przenosi nas właśnie do XVII wiecznych Chin, kiedy to Państwo Środka jest po raz kolejny pogrążone w wewnętrznym konflikcie. Tytułowy bohater jest poszukującym swoich współbraci mnich z klasztoru Shaolin. Shi Long Pang jest nieco zagubionym człowieczkiem, wyraźnie obawiającym się otaczającego go świata, na dodatek wstrząśniętym zniszczeniem jego świątyni. Trwa wojna domowa, a mnisi Shaolin opowiedzieli się po niewłaściwej stronie i są prześladowani.

Bardzo Dużo Tekstu

Warstwa graficzna, mimo że na pierwszy rzut oka może nie przystawać do dramatycznych wydarzeń, jest świetna. Dosyć uproszczona, nasycona barwami i pełna dosyć charakterystycznych postaci. Jednakże to, co jest najciekawsze w tym komiksie, to warstwa tekstowa. Costa bardzo starannie stara się przedstawić realia dawnych Chin. Przytacza mnóstwo szczegółów, nazw własnych, zwyczajów. Pod tym względem bardzo mi przypomina Usagiego Yojimbo, zresztą obie historie rozgrywają się mniej więcej w tych samych czasach, nie mówiąc już o stronie świata.

Na razie komiks liczy niespełna 50 planszy, aktualizacje pojawiają się co piątek. Jedynym minusem jest moim zdaniem nagromadzenie tekstu, przez co staje się on miejscami mocno nieczytelny. Jednakże, gdyby nie ten komiks nie dowiedziałbym się, że w XVII wiecznych Chinach żyło więcej mężczyzn z wąsami niż obecnie na całym świecie!

niedziela #11


niedziela · komentarze: 4

motyw drogi

Autorzy Bossiego i Bossa nie zasypiają na popiele z gruszek i ruszają z nową historią. Dobry, Zły i nikt więcej, na pierwszy rzut oka wygląda na western. Jak to się rozwinie, czas pokaże.

Była jakaś aktualizacja na stronie Piechura, jednakże nie jestem w stanie stwierdzić, co przyniosła. Jeśli ktoś zauważył zmianę, to byłbym wdzięczny za jej wskazanie. Również nadal pozostaje dla mnie zagadką, jakim cudem aktualizowana raz na ruski rok strona utrzymuje się na szczytach toplisty.

Aleja Komiksu ogłosiła już oficjalnie wyniki swojego plebiscytu podsumowującego 2006 rok w polskim komiksie. W kategorii komiks internetowy bez większego zaskoczenia wygrało A Quartz Bead czując na plecach oddech Bug City. Na trzecim uplasował się Chomiks. Nie wiem ile głosów unieważniono, ale widać po rozrzucie w liczbie głosujących w poszczególnych kategoriach, ile osób oddało głos jedynie na komiksy internetowe. Trochę szkoda, ale pokazuje to fragment większego zjawiska jakim jest brak zainteresowania internetowych czytelników komiksem na papierze. Przypomina to sytuację sprzed kilku lat, gdy mangowcy dewastowali po kolei kolejne internetowe konkursy komiksowe.

Nie zauważyłem wcześniej, ale już w zeszłym tygodniu z blogiem ruszył Tomek Zych, weteran paskowego konkursu i twórca ciągle niemogącej doczekać się porządnej strony Skrajnej Prawicy. Wspominałem o nim wcześniej przy okazji Don Vicario.

Ostatnio Qrjusz zorganizował krótki quiz pod tytułem Którym Bohaterem Stachanowca Jesteś. Mi wyszło, że jestem Philem K. Hmm

Mitch Clem umieścił kilka nowych odcinków Nothing Nice To Say. Pewnie ma powoli dosyć robienia plakatów he he

Wydawnictwo Manzoku, ukrywające się dotąd pod płaszczem mroku i tajemnic ogłosiło swój plan wydawniczy. Pierwsze komiksy mają się już ukazać w maju. Podobno. Chyba czas wyjąć trykoty z szafy i trzymać kciuki.

Na Szybko Spisane: 1980 – 1990


papier · komentarze: 14

Na Szybko Spisane

Puf, dopiero teraz się zebrałem do skrobnięcia paru słów na temat „Na Szybko Spisane”. Prawdopodobnie jednego z ważniejszych polskich komiksów ostatnich lat.

Podobnie jak w przypadku wcześniej opisywanego przeze mnie „Yoela”, pierwsze zajawki „Na Szybko Spisane” bardzo mnie zaskoczyły. Na tyle, że gdyby nie było napisane, że rzecz robi Śledziu, to bym na to w życiu nie wpadł. Po dosyć wymęczonym zeszytowym „Osiedlu Swoboda” przykładowe plansze „NSS” biły świeżością i zachęcały do czekania na premierę podczas tegorocznych WSK.

W „Na Szybko Spisane” Śledziu podchodzi do znanego osiedlowego klimatu z nieco innej strony niż zwykle. Zamiast opisywania teraźniejszości dzisiejszych dwudziestokilkulatków przenosi się w czasy ich dzieciństwa. Do lat 80. Bohater, a zarazem narrator tej historii, z dużą dozą prawdopodobieństwa mógł dorastać obok takich osobników jak Niedźwiedź czy Smutny, aby potem pojawiać się jako ich szare tło. Mógł mijać ich na ulicy, starać się nie patrzeć im w oczy, a już przede wszystkim nie pozwolić im wprosić się do domu, jak to się przydarzyło nieszczęsnemu Brzucholowi w trzecim numerze „Produktu”.

Na Szybko Spisane

Choć bohater „NSS” nie wygląda na takiego, który by urządzał tego typu imprezy.

Śledziu przedstawia go jako zamkniętego we własnym świecie dzieciaka, cichego i wyalienowanego. Świat który go otacza nie jest zbyt przyjazny, a on sam zdaje się przyciągać wszelkie nieszczęścia. Jednakże, w przeciwieństwie do poprzednich komiksów Śledzia, nie ma z tego powodu zbyt wielu okazji do uśmiechu. Bezimienny bohater wzbudzając współczucie i smutek pokazuje, że dzieciństwo kiedyś wcale nie było takie różowe jakby niektórzy chcieli.

Wyjątkowość tego komiksu polega na nagromadzeniu licznych obrazów i wspomnień wspólnych dla całego pokolenia. Dzięki temu, nawet jeśli któryś z dzisiejszych dwudziestokilkulatków nie czyta na co dzień komiksów znajdzie w „Na Szybko Spisane” coś sobie bliskiego. Ja sam, mimo że urodzony w połowie lat 80. znajduje w nim kilka rzeczy, które pamiętam z własnego dzieciństwa. O wielu innych jedynie słyszałem od nieco starszych znajomych.

Dzisiaj, wracając ze Szczecina, jechałem w przedziale z dwójką kilkuletnich bliźniaków w pieluchach i smoczkami. Chłopiec strasznie bał się tuneli i przejeżdżających z naprzeciwka pociągów. Zastanawiałem się, czy będzie o tym pamiętał za dwadzieścia lat, czy też będzie potrzebował podobnego do „NSS” komiksu aby sobie o tym przypomnieć.

Druga część trylogii ma opowiadać o latach 1990 – 2000, więc siłą rzeczy czytelnicy będą pamiętać z tego okresu więcej. Trzecia, jak podsłuchałem pewną rozmowę, ma opisywać jeden dzień z życia bohatera „NSS”. Nie mogę się doczekać. Oby tylko Śledziowi starczyło zapału.

Z wizytą u wróżki


komiksy · komentarze: 48

Noc Walpurgii - od prawej: Wróżka Martita i jej kot

Z okazji niedawnej Nocy Walpurgii postanowiłem udać się do znanej szczecińskiej wróżki, Martity, aby zapytać ją o losy polskiego komiksu internetowego. Martita odpowiedziała, że się nie zna, więc nic nie powie, ale jej karty mogą coś wiedzieć na ten temat. Otoczona okultystycznymi rekwizytami, i kotem, przetasowała karty i zaczęła wsłuchiwać się w ich głos.

Najpierw spróbowaliśmy dowiedzieć się czym jest polski komiks internetowy. Zadaliśmy kartom pytanie kim czym jest on dzisiaj, czego potrzebuje i jak może to dostać.

Noc Walpurgii

Czym jest – Dziesiątka z Dworu Mieczy

Jest niewesoło. Jest rozhisteryzowany i nie wie w którą stronę podążą. Złe niedojrzałe wybory powodują zwątpienie w siebie. Stanowi zagrożenie dla samego siebie. Powoduje nim swoista samodestrukcja.

Czego potrzebuje – Siódemka z Dworu Buław

Potrzebuje dobrego planu działania. Musi znaleźć swoje miejsce z którego będzie potrafił czerpać siłę. Musi wytrwale realizować swoje cele, pomimo trudności, pomimo konfliktów, które jednak będą go napędzać do dalszego rozwoju. Musi go oprzeć na poprzednich doświadczeniach swoich jak i innych, wyciągając wnioski z tego co jest i z tego co było.

Jak może to dostać – Dziewiątka z Dworu Kielichów

Musi przyciągnąć ludzi do siebie, nastawić się na odbiorcę, musi pokonać w sobie niedojrzałość, histerię i autodestrukcję, która w nim drzemie. Potrzebna jest mu stabilność i zdrowie, tak jak sukces materialny. Potrzebni są twórcy nastawieni na czytelników a nie na siebie. To ma doprowadzić do poczucia satysfakcji z pozycji której łatwiej osiągnie swoje cele.

Potem spróbowaliśmy uzyskać odpowiedź na pytanie, co jest największym problemem polskiego komiksu internetowego, jaki jest stosunek twórców do niego oraz jak można go rozwiązać.

Noc Walpurgii

Problem – Trójka z Dworu Denarów

Ciągłe zaprzepaszczanie szans na sukces. Podejmowanie nowych wyzwań, którym nie jest się w stanie sprostać. Nieodpowiedzialne i niepoważne podchodzenie do czytelników połączone z zarozumialstwem i brakiem szacunku dla innych twórców.

Stosunek twórców do tego problemu – Kapłan

Chcą się kierować własną wolą i mądrością, jednakże są dopiero na początku drogi, więc nie wiadomo w którą stronę ich to zaprowadzi: robienia czegoś dla innych, czy też wygra w nich pragnienie stania się cynicznym guru i pławienia się w sławie. Cechuje ich pozytywnie rozumiany idealizm i wiara w to co robią, które jednak mogą utrudnić im dostrzeżenie realnych problemów i zagrożeń.

Jak może go rozwiązać – Dwójka z Dworu Denarów

Konieczne jest zrozumienie, że dla pracy twórczej jaką wykonują zawsze trzeba coś poświęcić i zainwestować. Jednakże w tym poważnym podejściu, nie mogą zapominać o dobrej zabawie i radości tworzenia. Muszą całkowicie bawić się tym co robią nie zapominając o zapleczu finansowym i czytelniczym.

Następnie zapytaliśmy kart co czeka polski komiks internetowy w 2008 roku.

Noc Walpurgii

Szóstka z Dworu Buław

Istnieje ryzyko, że któryś z twórców osiągnie sukces kosztem innych. Być może media zainteresują się komiksem internetowym opisując jego marginalne kwestie. Pojawi się rozłam i konflikt. Ktoś się rozczaruje, ktoś okaże słabość. Nie uda się nadgonić straconego czasu. Niestety karty nie wróżą nic dobrego.

Potem w powietrzu zawisło pytanie czy Esensja uratuje polski komiks internetowy?

Noc Walpurgii

Rycerz Mieczy

Karty w swojej naturze, nie są w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi: tak czy nie. Rycerz mieczy jest symbolem bezwzględności, kłótliwości, ranienia słowem. To znak braku strategii działania i niemożności budowania. Karty radzą więcej odwagi i zdecydowania, więcej entuzjazmu i chęci komunikowania się.

Na koniec zapytaliśmy się, w jaki sposób zdjąć z polskiego komiksu internetowego klątwę Losuksa.

Noc Walpurgii

Karty ponownie odpowiedziały nam dwójką z dworu denarów. Więcej zabawy w tworzeniu nie wykluczającej sie z profesjonalnym podejściem do czytelnika.

Tak głos kart odczytała Wróżka Martita. Ja dalszej interpretacji już się podejmuję.