Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Blankets: Pod śnieżną kołderką


papier · komentarzy 14

Blankets - Craig Thompson

Pisząc szczerze, na tyle mało interesuje się zagranicznym rynkiem komiksowym, że o Blankets usłyszałem pierwszy raz dopiero z zapowiedzi wydawniczych Timofa i Cichych Wspólników. Byłem wtedy nawet bliski złożenia przedpłaty, koniec końców jednak inaczej wydałem te grubo ponad pięćdziesiąt zeta. W końcu, niedawno, komiks wypożyczyłem z biblioteki uniwersyteckiej.

Sporo dobrego naczytałem się o tym tytule, gdzieś strzępem świadomości zapamiętałem jakąś recenzję porównującą Blanketsy do Pręg i nie wiem czemu ale nabrałem przekonania, że komiks ten będzie opowiadać o molestowaniu czy innych strasznościach. Tak też, gdy wreszcie dostałem go w swoje ręce przeżyłem miłe zaskoczenie.

Thompson opisuje swoje dzieciństwo i dorastanie spędzone gdzieś hen, w środkowym Wisconsin, w miasteczku Marathon . Craig pełni w szkolę rolę dyżurnego popychadła i obiektu żartów starszych dzieciaków, które, o ile są chłopakami, w większości noszą fryzurę u nas potocznie nazywaną na czeskiego piłkarza. W Stanach mówią na to mullet. Ucieczkę od niewesołej rzeczywistości znajduję jako dziecku w rysowaniu, a później, już jako nastolatek, w Biblii.

Blankets - Craig Thompson

Pod koniec liceum, podczas obozu narciarskiego organizowanego przez Kościół Trójcy Świętej, poznaje dziewczynę, Raine. Sam Craig należał z rodziną do Kościoła Wspólnoty Biblijnej. Nie jestem pewien, jak dokładnie powinno się tłumaczyć nazwę tego odłamu protestantyzmu, ale chyba chodzi o Bible Fellowship Church . Podejrzewam, że podobne do tych kościoły miał na myśli kiedyś Jeph Jacques. No może przesadzam. Nie mniej, Craig poznaje Rainę, zakochują się w sobie no i pac, kończy się obóz a oni mieszkają oddaleni o kilkaset kilometrów.

Thompson urodził się w 1975, w klasie maturalnej miał te 18, 19 lat, więc przyjmijmy, dla uproszczenia, że ta historia wydarzyła się w 1993. Blankets ukazały się na rynku dziesięć lat później. Srogo.

Sam w klasie maturalnej miałem sporo różnych sercowych zawirowań, o których swego czasu sądziłem, że byłyby świetnym materiałem na komiks. Oczywiście te myśli nachodziły mnie świeżo po ustabilizowaniu sytuacji, nie mniej, po jakiś dwóch latach planów i przymiarek, ostatecznie stwierdziłem, że byłoby to raczej nudne. Emocje zeszły, wspomnienia się rozpogodziły.

A w Thompsonie to siedziało nadal. Ogrom szczegółów jakie serwuje nam w tej opowieści miejscami obezwładnia. Mamy obrazki z życia wspólnoty religijnej, dziecięce zabawy z jego bratem, dwa różne amerykańskie licea początku lat 90. Z momentami wręcz krępującą szczerością opowiada swoją historię, swoje rozterki, uczucia i problemy. To musi budzić emocje.

Blankets - Craig Thompson

U mnie była to mieszanina współczucia i znudzenia. Z jednej strony bardzo mu współczułem życia w tamtej okolicy, uczęszczania do tego kościoła, wszystkich tych religijnych głupot jakimi zatruwano mu całe jego życie. Z drugiej strony, czytając Blanketsy czułem się nieco jak podczas wysłuchiwania koleżanki, która po raz setny opowiada o swoim traumatycznym związku i o tym jaka ona jest nieszczęśliwa i że on to drań. To jest ten setny raz, kiedy przestaję się draniowi dziwić. Byłem znudzony tą potężną dawką pretensjonalnej ckliwości, tych ciągłych nieszczęść jakie na Craiga spadały. I mimo faktu, że też przeżyłem głupią nieszczęśliwą szczeniacką miłość na odległość, też robiłem za szturchadło w podstawówce, to miałem ochotę kopnąć głównego bohatera w głowę, żeby się wziął w garść, opamiętał i poszedł do przodu ze swoim życiem.

Nie zrozumcie mnie źle. Blanketsy są komiksem świetnym. Wysmakowanym graficznie, z rewelacyjnym sposobem narracji i konstrukcji opowieści. Jednym z tych, które można dać osobie nie czytającej na co dzień komiksów i mieć pewność, że akurat ten tytuł ją zainteresuje. Jednakże historia opowiedziana przez Thompsona do mnie nie przemawia. Podczas lektury tego opasłego, 600 stronicowego tomiska miałem ochotę, aby jak najszybciej się skończyła. Potem przeczytałem wszystko jeszcze ze trzy razy, ciągle kończąc myślą: „znajdź sobie wreszcie dziewczynę, Craig”

Z takich osobistych historii o wiele bardziej spodobały mi się Niebieskie Pigułki.

komentarzy 14

  • a co sądzisz o LOST AT SEA, poblanketsowym komiksie davida lee? czytałeś może?

  • Czytałem: http://kmh.ovh.org/?p=54 i bardzo mi się podobało :)

  • Fajna recenzja. Aż się zdziwiłem, że udało Ci się znudzić tym komiksem, no ale historia tak napakowana emocjami nie może podobać się absolutnie każdemu :). Miałem podczas czytania momenty, kiedy straszny dreszcz przechodził mi po plecach (scena zamalowywania ściany na biało, kto czytał ten wie).

    Nic nie pisałeś o oprawie graficznej- to ja powiem, że to niemal dzieło sztuki, z zastosowaniem różnych technik i narzędzi odpowiednich dla postaci i scen. Miodzio.

  • oczywiście nie davida lee, roztargniony jestem. ale fajowe są właśnie rzeczy tego pokroju :)

  • Konrad, napisałem, że jest wysmakowany graficznie:)

    irish: też lee, ale brian i o’malley :) zagubiona dusza o wiele bardziej mi podeszła, Blanketsy sprawiają dla mnie wrażenie nadętego emocjami balonu do granic możliwości. Mocno męczącego balonu:)

  • @kmh: masz rację. ale byłem po pierwsze nieusatysfakcjonowany procentem miejsca które poświęcono oprawie, a po drugie chciałem ukraść trochę czasu antenowego dla siebie, bo mam mniej popularnego bloga :P

  • a, no to ok.

  • Czytajac recenzje czekalem na stwierdzenie, ze Niebieskie Pigulki sa lepsze. Sa o niebo lepsze, nie ta liga. Blankets to emocje dla maminsynow :P

  • oj teraz to jesteś już prowokujący :)

  • Trochę późno znalazłem ten wpis, ale i tak skomentuję, bo Blankets to mój ulubiony komiks ever :] . Nie wiem, może jakoś trafisz na ten komentarz… Dla mnie dzieło Thompsona jest majstersztykiem właśnie dlatego, że jest tak bardzo osobiste. A, że temat dla wielu szczeniacki? Nie udawajcie znowuż tak dorosłych, bo ja np. powoli dobijam do ćwierćwiecza, a wcale nie czuję się specjalnie dojrzały (przecież czytam komiksy, nie? ;) ). Może fakt, że Pigułki bardziej Ci się podobały wynika z tego, że chcesz być taki jak główny bohater tegoż komiksu, a jednak gdzieś we wnętrzu bliżej Ci do Craiga? Frederik to koleś pod 30 (w komiksie), a Craig pod 20 (też oczywiście w komiksie) i jako osobnikowi, który skończył ową dwudziestkę bliżej Ci porównywać się do trzydziestolatków. Tylko czy jest to porównanie prawdziwe? Ja też jak miałem 6 lat to uważałem, że w nazwie 5 10 15 podlegam pod człon 10… bo przecież pięciolatkiem już nie jestem. Dobra tyle wyn(at)urzeń. Mam nadzieję, że je przeczytasz Konradzie. Pozdrawiam.

  • No nie wiem, Niebieskie Pigułki pierwszy raz przeczytałem cztery lata temu :)

    Zagubiona Dusza, trzymając się tego porównania, też opowiada o rozterkach maturzystów, i bardzo mi się podobała. Blanketsy są dla mnie zbyt ciężkie.

    Plus, miałem parę podobnych przeżyć i jakoś tak lepiej przyjąłem je na klatkę niż komiksowy Craig :)
    I to mnie pewnie najbardziej w tym komiksie drażni.

  • Wydaje mi się, że w Blankets po to mamy te kilka pierwszych rozdziałów (i masę retrospekcji), aby zrozumieć dlaczego Craig przeżył pierwszą miłość tak „intensywnie”. Sytuacja w domu, a przede wszystkim ortodoksyjne, chrześcijańskie środowisko- to właśnie ukształtowało Craiga. Dla chłopaka sam fakt posiadania dziewczyny musiał być po części grzeszny. Tym bardziej musiało go boleć kiedy skończył się związek, dla którego poświęcił swoją wiarę. No dobra teraz już trochę przesadziłem ;)
    A serio: jeśli chcesz poznać moje (takie bardziej przemyślane, niż to co tutaj piszę) zdanie na temat Blankets, to zapraszam do mojej miernej recki, którą onegdaj napisałem do Reset Forever.
    Dużo piszesz o tej Zagubionej Duszy. Chyba będę musiał sprawdzić. A, żeby nie było: Pigułki też rządzą, tak jak i Lupus. Prawdziwe objawienie to dla mnie jednak Bend, gdyż komiksu tego nie promowano aż tak, jak wyżej opisane, a jest on zaprawdę doskonałą obyczajówką „wspominkową”.

Dodaj komentarz