Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Yoel: Święty Smok i Jerzy


komiksy · komentarzy 11

Yoel: Święty Smok i Jerzy

Gdy pierwszy raz zobaczyłem przykładowe, jeszcze pozbawione tekstu, plansze z Yoela, byłem pod dużym wrażeniem. Głównie ze względu na odmienność w porównaniu z poprzednimi pracami KRLa takimi jak Kaerelki czy New Kids On The Blok. Premiera komiksu była wielokrotnie przekładana, ale ja jakoś specjalnie na ten komiks nie czekałem, wychodząc z założenia, że jak wyjdzie, to może kupię.

W końcu kupiłem na WSKa i przeczytałem od razu po powrocie do domu. Szybko okazało się, że mój egzemplarz jest wadliwy. Brakowało w nim jednej z pierwszych kartki, oraz jednej z końca. Łącznie brakowało mi czterech stron, co czyniło i tak pogmatwaną historię nieco niezrozumiałą.

Yoel: Święty Smok i Jerzy

Po dwóch tygodniach wreszcie udało mi się znaleźć chwilę czasu aby podjechać do warszawskiego Centrum Komiksu i wymienić komiks. Nie powiem, brakujące strony uczyniły historię znacznie czytelniejszą. Choć ze względu na oryginalną numeracje plansz czułem się nieco niepewnie i obawiałem, że nadal czegoś brakuje.

Jak już pewnie większość z was wie, głównym bohaterem jest Yoel Carnaval, który został wynajęty do odprowadzenia pewnej dziewczynki, nie wiadomo gdzie ani po co. Chwilę później w cała historię zaplątują się sataniści, demony, nazistowskie roboty kroczące oraz Łowcy Łowców Wiedźm. Autor nagromadził w swoim komiksie tyle motywów i pomysłów, że mógłby nimi obdzielić kilka innych. Jak choćby kapitalni Super Święci Alianci, których przygody z chęcią bym przeczytał w pełnometrażowym albumie. Nie ja jeden zresztą.

Yoel: Święty Smok i Jerzy

Wszystko to tworzy interesujący miszmasz znacznie wykraczający poza ramy prostej przygodowej historii. Yoel jest świetnym materiałem na głównego bohatera, nie rzuca może tekstami, które szczególnie by zapadały w pamięć, ale warto byłoby go zobaczyć w następnej historii.

Jak wspominałem, historia jest nieco pogmatwana i autor starając się nie dopowiedzieć wszystkiego posunął się chyba zbyt daleko. Paru patentów nie do końca zrozumiałem, jak choćby tego olśnienia jakie spadło na Yoela podczas lektury listu w wannie. Pojawiające się tu i ówdzie retrospekcje też nie ułatwiają zadania. Choć ma to oczywiście swoje plusy, bo zmusza do uważniejszego śledzenia tej historii podczas ponownej lektury. Po pierwszym czytaniu mocno powątpiewałem w swoje umiejętności czytania ze zrozumieniem, po następnych kilku razach jest nieco lepiej.

KRL rozrywa nieco szat w posłowiu, ale niepotrzebnie. Stworzył kawał dobrego komiksu i nikt nie będzie go chciał wbijać na pal. Raczej. Choć już gość odpowiedzialny w drukarni za złożenie tego albumu papieru trochę zmarnował. Tak czy siak, pomimo narzekań, widać po Yoelu jak bardzo KRL lubi robić komiksy. Jeśli ktoś jeszcze Yoela nie posiada, to może go nabyć choćby w sklepie jego wydawcy.

komentarzy 11

  • rysielec

    Kurcze, dopiero niedawno zainteresowalem sie komiksem analogicznym (do niedawna siedzialem tylko w internetowym getcie) i przez takie artykuly moje przerazenie ile jeszcze trzeba poznac sie powieksza ;)

    Z dziwnych fetyszow: bohaterowie komiksow, ktorzy maja oczy jak dwie czarne kuleczki wzbudzaja we mnie od razu sympatie!

  • czarne kulki to stary trik :)

  • żałuję, że nie nabyłem yoela na WSK, przedkładając nad niego nowego Śledzia. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, komiks jest na mojej liście.

  • rysielec

    Wiem, ze stary. Myszka Miki i dziewczyna Myszki Miki mieli juz czarne kulki w starych kreskowkach Disneya ;)

  • Nu, ja motywu z listem w wannie i tego dopisku na obrazie też nie załapałem.

    Ale Yoel jest chyba materiałem na nieco dłuższą serię (przynajmniej gdzieś tak wyczytałem), to dobrodusznie założę, że więcej się wyjaśni w kolejnych albumach.

  • Yoel czyta list od zleceniodawcy Teodora Jabłczyńskiego, w którym ten dziekuje za eskortowanie Ewy. List jest jednak podpisany trochę inaczej. Dopisane zostały litery L. i D. oraz imię Marta. Co wydało się Yoelowi bez sensu bo przecież ani to inicjały zleceniodawcy i żadnej Marty też nie znał. jako doświadczony skurczysyn czuje, że list to coś więcej niż zwykły papier z podziękowaniami. To informacja. Jak list w „Szatanie z siódmej klasy”/

    Od razu Yoelowi podpis J.L.D. kojaży się z malarzem Jacquesem Davidem – bo tak podpisywał się ten typ (historia sztuki się kłania) a na trop ten również dość szybko naprowadza fakt, że przecież w salonie jak wół wisi ogromna reprodukcja „Śmierci Marata” . Od Marty do Marata skojarzenie przychodzi więc jeszcze szybciej. I Yoel ma rację. Na obrazie – w liście który Marat trzyma w ręku napisane jest po francusku „To nie byłem ja”. Marat został zamordowany przez odwiedzającego go gościa. Człowiek który miał odebrać Ewę, wiedział , że może nie przeżyć nocy i niedoczekać się Yoela. Chiał zostawić mu informację. Zrobił to dopisując do listu Teodora owe litery i pisząc na obrazie. Wiedział że list ten wraz z pieniędzmi zostanie prawdopodobnie oddany Yoelowi… z rąk mordercy.

    Nie wiem co tu jest niejasne. :)

  • cóż, kawał dobrego komiksu. Ja nie miałem jakichś specjlanych trudności z załapaniem fabuły po pierwszym razie.
    W przeciwieństwie do Koko ja zrezygnowałem z Na szybko spisane i kupiłem na WSK Yoela. I nie żałuję. Zdobyłem jeszcze wystrzałowy autograf :)

  • KRL: no to teraz załapałem:)

    może lepiej by było, gdyby następnym razem na końcu znalazły się przypisy z tłumaczeniami tego typui zwrotów:)

  • w dodruku :)

  • Jak nie w dodruku to w części drugiej:)

    teraz jak to wytłumaczyłeś, to rzeczywiście, koncept przedni, aż się czuję głupi przez niego:)

  • Nie czuj się tak. Ja jestem świadom, że kurcze nie wszystko dobrze przekazałem . Tzn- starałem się , ale nigdy nie spojrzę na to co mi się wymyśli tak obiektywnie. Ja i tak się dziwię, że jako tako udaje mi się poogarniać niektóre moje pomysły by były w miarę uniwersalnie i poprawnie podane. Ale cały czas się uczę.

Dodaj komentarz