Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

A Divine Dramedy


internet · skomentuj

A Divine Dramedy

Szczerze mówiąc, ostatni raz w teatrze byłem na klasowym wyjściu w ogólniaku. Ba, chyba tylko raz w życiu poszedłem do teatru ot tak sobie, bez związku z procesem mojej edukacji. Z tego powodu nie miałem nigdy większej styczności z teatralnym światem i moja wiedza o nim jest dosyć skromna. Komiks Jima Tierneya opowiadający o perypetiach aktorskiej trupy daje mi pewną szanse nadrobienia braków.

Użycie sformułowania „trupa” było celowe, oczywiście.Trójka głównych bohaterów ADD, na skutek teatralnych porachunków, jest martwa. Dokładnie rzecz biorąc, poznajemy ich w momencie przebudzenia, na tamtym, mocno gotyckim świecie.

A Divine Dramedy

Tierney w interesujący sposób przedstawił zaświaty, najwyraźniej pod dużym wpływem Tima Burtona. Mortise City jest totalnie zwariowane, a ten choas ma swoje mocne podstawy w zorganizowanej biurokracji. Po krótkim okresie aklimatyzacji cała trójka, Annabelle, William oraz Noah postanawiają zająć się tym, co robią najlepiej, teatrem.

Noah jest aroganckim gburem, William nieco nieśmiałą ciapą, która nie potrafi się zdecydować na wyartykułowanie swoich uczuć względem Annabelle, pełniącej w tym trójkącie rolę głosu rozsądku. Idealny materiał na komedie. Boską.

A Divine Dramedy

Pierwsze, nieco zgrzebne rysunki mogą odstraszać, jednakże wraz z kolejnymi planszami komiks zaczyna sprawiać coraz lepsze wrażenie. Sam Tierney studiuje na jakiejś akademii sztuk pięknych i warto przejrzeć jego portfolio. Mi osobiście strasznie przypasował w ADD sposób na zakreskowywanie dużych, ciemnych partii plansz. Kojarzy mi się to nieco ze starymi pracami Bizona, jeszcze z Produktu.

Strasznie lubię takie komiksy. Interesujący klimat, ciekawe postacie, dosyć dyskretny wątek romantyczny oraz luźny humor. Same plusy. Niby nic szczególnie odkrywczego, ale jednak całość jest kawałem porządnego komiksu.

ADD mogłoby być aktualizowane częściej, lub chociaż regularniej. Albo przynajmniej posiadać kanał rss, żebym mógł wiedzieć, kiedy pojawił się nowy odcinek. Bo jakoś ciągle o tym komiksie zapominam. No ale w sumie, jest to też jeden z tych tytułów, które lepiej się czyta w większych dawkach.

Dodaj komentarz