Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

So Common So Cheap


internet · komentarzy 5

So Common So Cheap

Być może nie rozglądałem się wystarczająco, ale nie znalazłem w internecie zbyt wielu komiksów, które stanowiłyby głos prosto z kręgów kultury niezależnej spod znaku hc/punk. Jest oczywiście król Mitch Clem ze swoim Nothing Nice To Say, ale w gruncie rzeczy, poza kilkoma akcentami w takich pozycjach jak Hey Suburbia! czy Punks and Nerds, temat wydaje się całkowicie dziewiczy.

Jeżeli poszukamy głębiej być może znajdziemy coś w stylu My Brain Hurts, jednakże w przypadku komiksów Liz Baillie, mamy tu raczej z prezentowaniem zawartości jej zinów niż klasycznym komiksem internetowym.

W takim razie, skoro na bezrybiu i rak ryba trafiamy na So Common So Cheap, komiks tworzony przez osiemnastolatka wyglądającego jakby był członkiem From First To Last. Dla statystycznego fana Madball może to być ciężkie przeżycie.

So Common So Cheap

Głównym bohaterem komiksu jest szesnastoletni Kyle będący, wypisz wymaluj, stereotypowym fanem muzyki emo. Jest znudzony, dba o zachowanie pozorów i odpowiedni wygląd. Jego siostrą jest piętnastoletnia Korey, ziszczenie wszystkich wilgotnych snów piętnastoletnich strejtedżowców. Jest też i Daniel, ubrany w pankrokowy mundurek obiekt westchnień Kyla.

Tak, Kyla, nie Korey.

SCSC jest luźnym zbiorem mniej lub bardziej zabawnych odcinków, niezobowiązująco kręcących się wokół sercowych perypetii Kyla. Słowem kolejny komediowy komiks obyczajowy o nastolatkach. Jednakże nie do końca.

Autor, Ziggy, okazuje się być całkiem uważnym obserwatorem i dosyć celnie przedstawia całą paletę stereotypów dotyczących ludzi z szerokopojętej sceny hc/punk. Stereotypów, które do Polski docierają czkawką z około dwuletnim opóźnieniem. Tak też emowcy to geje, hardkorowcy są nadętymi twardzielami, a cała scena tonie w pozerach.

So Common So Cheap

I jakkolwiek jest to jedynie jego spojrzenie, to przy wsparciu się porównaniem z sytuacją nad Wisłą, nie sposób nie zauważyć pewnych podobieństw. MySpace, uwaga, truizm, jest na całym świecie taki sam. Tak samo jak pozy dzieciaków robiące sobie na nim fotki. Koncerty przypominają pokaz mody, a Straight Edgowi faszyści wszędzie są tacy sami. Przynajmniej dopóki nieco nie dojrzeją hyhy

Zresztą, już sam, mocno mangowy, styl rysowania Ziggiego, kojarzy mi się z polskim Goth Or Not autorstwa Lancast. I pod pewnymi względami, jak choćby pietyzm w wymyślaniu ubiorów postaci, są to podobne komiksy.

Ze względu na nagromadzenie odniesień do sceny hcpunk SCSC staję się komiksem w pełni czytelnym jedynie dla ludzi w jakiś tam sposób wchodzących w jej skład. Pozbawiony jest jednakże tej zinowej zadziorności, jaką możemy znać z komiksów Pały czy Prosiaka, nie porusza też praktycznie w ogóle żadnych politycznych czy ekologicznych kwestii.

Zresztą wystarczy porównać sobie komiks Ziggiego do pierwszych odcinków NN2S, aby mieć pewien pogląd na różnice jakie nastąpiły na przestrzeni ostatnich lat na scenie. SCSC nie jest komiksem o niej, a o ludziach, którzy ją tworzą. Nawet jeśli w obiegowej, scenowej, opinii do niej nie należą.

A, jeżeli, tak jak ja, nie widzicie większego sensu w architekturze strony SCSC, to aby wygodniej przeglądać odcinki zajrzyjcie tutaj. Cholerni mangowcy i ich dziwne webmasterskie zwyczaje.

komentarzy 5

  • Gdzie ty takie rzeczy znajdujesz?

    Muzyka HC/punk kojarzyła mi się od zawsze z czymś na pokaz. Jakiś greenday czy cośtam. Na pewno nic wspólnego z klasycznym punkiem. Ale nie o muzyce tu stoi, ale o komiksie.
    Strona jest *beznadziejna*, określiłbym to inaczej, ale będę trzymał się netykiety. Przeszkadza w czytaniu.
    Styl rysowania mi się nie podoba, nie lubię beznosych mang. Samego komiksu nie czytałem, no cóż, męczyłbym się pewnie, bo mam świadomość jak słabo znam angielski, męczyłbym się też patrząc na tą wszechobecną niebieskość, a dobiły by mnie plansze rysowane niebieskim długopisem.

    Skąd ty bierzesz takie adresy?

  • iframe, szczególnie takiej wysokości faktycznie nie jest zbyt fajnym pomysłem, jeżeli się wciska w niego komiks internetowy

    no ale i tak zaczynam czytać ;]

  • Greenday od dobrych paru lat ma mało wspólnego ze sceną hcpunk, rozumianą jako oddolnie organizowane koncerty dla skromnej ilości osób, którym nie przeszkadza beznadziejne nagłośnienie ani wtórność zespołów i tak dalej i tak dalej

    generalnie cały myk polega na tym, że dla każdego scena hcpunk jest czymś innym, i jedynie muzyka stanowi jako taki wspólny mianownik dla całej masy ludzi.

    Ale tak czy siak, tekst jest o komiksie. Jak go znalazłem? A jakoś tak kiedyś, przypadkiem, skromnie rzeknę.

  • Pierwsze kilka odcinkow, ktore przeczytalam, wykorzystuje dowcipy ktorych nie da sie nazwac inaczej, niz sucharami – wszystkie odnosniki do myspace np, tym niemniej no, komiks ten nie istnieje od wczoraj. Sympatyczne.

    No i ciekawa koncepcja z tym nie posiadaniem nosow…

  • Nie posiadanie nosów to część buyntu przeciwko Muminkom, które nosów miały w nadmiarze.

Dodaj komentarz