Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Komiks internetowy na wordpressie


komiksy · komentarzy 9

Dla większości nie znających się na budowaniu stron osób, a chcących jak najszybciej wystartować ze swoim komiksem internetowym, założenie konta na serwisie blogowym jest zazwyczaj pierwszym krokiem w dalszej karierze. Założenie na tego typu serwisach nie wymaga zbyt dużej filozofii, internauta szybko wchodzi w posiadanie w miarę stabilnej strony z ułatwionym zarządzaniem zawartością. Gdy dodamy do tego jeszcze fakt, że zamiast serwera korzysta z różnego typu imageshacków do hostowania swoich obrazków, to mamy już pełen obraz komiksowej prowizorki prosto z polski.

Oczywiście są serwisy blogowe i są serwisy blogowe. Jedne dają mniejszą lub większą kontrolę nad architekturą i wyglądem naszej strony, jednakże nadal jesteśmy przez nie mocno ograniczani. Dlatego czasem warto zastanowić się nad następnym krokiem i spróbować skorzystać z jednego z wielu darmowych silników blogowych. Będzie to wymagało zdobycia podstawowej wiedzy z dziedziny css czy htmla, ale no cóż, takie czasy. Na szczęście znajomość php nie jest za bardzo potrzebna, wystarczy nie klikać gdzie popadnie w phpmyadmin. Silników, jak wspomniałem, jest wiele, aktualnie największą popularnością cieszy się WordPress na którym stoi ta strona jak i choćby Netkolektyw czy blog Anny Miśkiewicz.

Silnik prosty, ładny i wygodny.

Będzie potrzebny oczywiście jakiś mały serwer, jest w sieci sporo w miarę sensownych firm, które oferują miejsce za darmo lub za minimalną opłatą. Gdy już znajdziemy sobie miejsce w sieci, zainstalowanie WordPressa nie powinno nastręczać większych problemów. Wystarczy przeczytać krótką instrukcję. Naprawdę, nawet ja sobie z tym poradziłem.

WordPress można konfigurować na zyliardy sposobów, w sieci jest dostępne mnóstwo rozszerzających jego właściwości wtyczek oraz skórek. Jedną z nich jest ComicPress, wtyczko-skórka, która umożliwi w miarę sensowne publikowanie komiksu na naszym blogu. Zapomnijcie więc o pionowym przewijaniu, przywitajcie się z upragnionym „poprzedni odcinek” oraz „odcinek następny”.

W połączeniu z innymi wtyczkami możemy w ogóle zapomnieć o użeraniu się z ftp.

Kilka komiksów które korzystają z ComicPressa: Cow And Buffalo, Yirmumah, Hate Song. Na stronie CP można znaleźć też parę innych i zdobyć pogląd na jego możliwości.

Kolektyw #1


papier · komentarzy 6

Netkolektyw

Zapowiedzi wydania „Kolektywu” nieco mnie zaskoczyły, pozytywnie oczywiście. Raz, że bardzo lubię internetowe prace kilku członów Netkolektywu. Dwa, że nieco świeżej krwi na papierze nikomu nie zaszkodzi. Zwłaszcza naszemu rynkowi. Zresztą, dla większości Netkolektywnych była to ich papierowa premiera. Z tego co kojarzę, to chyba tylko Biedrzycki (godai) i Wołosz (JT) wcześniej coś wydali na ksero, pierwszy wypuścił albumiki z Co Mówiłem Durniu, drugi w antycznych czasach stworzył zina Squiz.

Osiemnastu twórców, 56 stron, 18 krótkich komiksów. Spory rozrzut jeśli chodzi o jakość i poziom zawartości. Pisanie o każdej historyjce po kolei chyba mija się z celem nieco, liczy się ogólne wrażenie.

Rycerz Janek i Straszne Kulty - Igor Wolski

A te jest, mimo wszystko, pozytywne. Czuć nieco, że część prac było robionych na chybcika. Zawodzi nieco Okoński, który musiał się bardzo śpieszyć podczas prac nad swoimi komiksem. Choć urzekł mnie w nim patent z niewyraźnie piszącym i mówiącym szefem. Na szybko, mam wrażenie, że nieco od niechcenia, robotę odwalił też Adler. Owszem, są cycuszki i miło uśmiechnięte babki, ale jakoś to tak… no chyba, że on lubi tak teraz lekko mazać. My Own Dead Roommate Sienieckiego został nieco zgwałcony przez czarno biały wydruk, chyba lepiej byłoby wcześniej nieco rozjaśnić ten komiks, bo tak powstała szara maź.

My Own Dead Roommate - Robert Sieniecki

Fajnie było zobaczyć rysunki Dzitkowskiego przedstawiające coś innego niż Pingwina czy świat Bossiego i Bossa. Miło jest też patrzeć jak coraz lepiej radzi sobie Igor Wolski. Nawet Marta, gdy zobaczyła, że będą dwie historie ze scenariuszami godai’ego zaczęła zacierać ręce. Jego komiksy to jej konik. Po lekturze stwierdziła jednak, że nie było źle.

No i wyszła wyliczanka. Trudno. Następny numer ma się ukazać podobno na tegorocznym MFK. Kupa czasu, załoga wie już z czym się taką antologię je, więc myślę, że będzie fajnie. Poza tym widać, że tworzenie sprawia autorom kupę radochy, a chyba o to w tym wszystkim w gruncie rzeczy chodzi.

Następnym razem przydałaby się spójna oprawa magazynu, z numeracją stron i tak dalej.

niedziela #4


niedziela · komentarze 3

wiadomosci

Byłem wczoraj w Planie B na dyskusji w ramach Festiwalu Książki PopLit dotyczącej komiksów. Widzów było mało, ale mogę zapewnić, że wszystkim się bardzo podobało. Tematy były dwa, komiks jako powieść graficzna, oraz komiksy historyczne. Pierwszy temat został dosyć szybko zakończony, bo wyszło na to, że wszyscy, łącznie z potakującym z nabożną czcią mną, myślą tak samo, że powieść graficzna, graphic novel, to jedynie chwyt marketingowy mający sprzedać komiksy „dorosłym”.

Część dotycząca komiksów historycznych ograniczyła się do wskazania, które są ciekawe, a które nie. Żadnej z przybliżonych zagranicznych pozycji nie znałem wcześniej, więc było to całkiem ciekawe.

Uczestniczący w dyskusji Szymon Holcman i Timof mówili sporo o planach swoich wydawnictw, jednak było to na tyle ogólnikowe, że chyba nie ma większej potrzeby, abym rozpuszczał zbędne ploty. Ogólnie rzecz biorąc, ma być lepiej i ciekawiej. Podobno. Witold Tkaczyk tylko się uśmiechał.

Tymczasem Mandragora wyskoczyła z czymś takim na swoim forum:

24. Kiedy ukaże się wreszcie kolejny tom Transmetropolitan?

Trans dostał właśnie zielone światło i można się spodziewać jego wydania (mam nadzieję) za jakieś trzy-cztery miesiące.

W jaki sposób zostanie to wydane, nie wiadomo. Ostatnie 100 Naboi wypuścili nie podzielone ze srogą ceną. Niby po podzieleniu wychodzi na to samo, ale jakoś łatwiej przełknąć dwa-trzy razy 20 zeta niż 80 w jednym rzucie.

I rany, powinienem się cieszyć, w końcu Transmetropolitan, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i tak coś im nie wyjdzie. Marta w przypływie rozpaczy zaczęła nawet ściągać skany, ale mnie czytanie tego komiksu na kompie jakoś zmęczyło.

Pojawiły się głosy, że 19 maja w Fabryce Trzciny, w ramach Nocy Muzeów ma się odbyć Noc z Komiksem. Wczoraj miałem się dowiedzieć na spotkaniu o co chodzi, ale chyba wyszedłem, zanim pojawił się przedstawiciel ze strony FT. O ile w ogóle przyszedł. Komiksowa impreza w takim miejscu jak Fabryka Trzicny może stać się sporym wydarzeniem, ale czy dojdzie do skutku, nie wiadomo. Taurus coś brzęczy, że mają wtedy się ukazać nowe Żywe Trupy.

Nocna impreza na Pradze. Świetnie.

Taurus też poinformował, że w lipcu ma się pojawić kolejna część For Queen And Country. Super świetnie. Ile to będzie miesięcy obsuwy? Sześć? Osiem? pff. Dobre i to, bo w gruncie rzeczy to jedyna seria, która mnie z Taurusa interesuje.

No to chyba tyle na ten tydzień, żadnych nowych ciekawych blogów nie zauważyłem.

A Divine Dramedy


internet · skomentuj

A Divine Dramedy

Szczerze mówiąc, ostatni raz w teatrze byłem na klasowym wyjściu w ogólniaku. Ba, chyba tylko raz w życiu poszedłem do teatru ot tak sobie, bez związku z procesem mojej edukacji. Z tego powodu nie miałem nigdy większej styczności z teatralnym światem i moja wiedza o nim jest dosyć skromna. Komiks Jima Tierneya opowiadający o perypetiach aktorskiej trupy daje mi pewną szanse nadrobienia braków.

Użycie sformułowania „trupa” było celowe, oczywiście.Trójka głównych bohaterów ADD, na skutek teatralnych porachunków, jest martwa. Dokładnie rzecz biorąc, poznajemy ich w momencie przebudzenia, na tamtym, mocno gotyckim świecie.

A Divine Dramedy

Tierney w interesujący sposób przedstawił zaświaty, najwyraźniej pod dużym wpływem Tima Burtona. Mortise City jest totalnie zwariowane, a ten choas ma swoje mocne podstawy w zorganizowanej biurokracji. Po krótkim okresie aklimatyzacji cała trójka, Annabelle, William oraz Noah postanawiają zająć się tym, co robią najlepiej, teatrem.

Noah jest aroganckim gburem, William nieco nieśmiałą ciapą, która nie potrafi się zdecydować na wyartykułowanie swoich uczuć względem Annabelle, pełniącej w tym trójkącie rolę głosu rozsądku. Idealny materiał na komedie. Boską.

A Divine Dramedy

Pierwsze, nieco zgrzebne rysunki mogą odstraszać, jednakże wraz z kolejnymi planszami komiks zaczyna sprawiać coraz lepsze wrażenie. Sam Tierney studiuje na jakiejś akademii sztuk pięknych i warto przejrzeć jego portfolio. Mi osobiście strasznie przypasował w ADD sposób na zakreskowywanie dużych, ciemnych partii plansz. Kojarzy mi się to nieco ze starymi pracami Bizona, jeszcze z Produktu.

Strasznie lubię takie komiksy. Interesujący klimat, ciekawe postacie, dosyć dyskretny wątek romantyczny oraz luźny humor. Same plusy. Niby nic szczególnie odkrywczego, ale jednak całość jest kawałem porządnego komiksu.

ADD mogłoby być aktualizowane częściej, lub chociaż regularniej. Albo przynajmniej posiadać kanał rss, żebym mógł wiedzieć, kiedy pojawił się nowy odcinek. Bo jakoś ciągle o tym komiksie zapominam. No ale w sumie, jest to też jeden z tych tytułów, które lepiej się czyta w większych dawkach.

Bug City: Miasto, Miłość, Morderstwo


papier · komentarzy 8

Bug City

Nie znam danych statystycznych dotyczących liczby odwiedzających stronę Bug City, tak też nie mogę z czystym sercem użyć sformułowania typu „oszałamiający sukces” czy też „zaskakująca popularność”. Wystarczy, że Bug City szybko wyrobiło sobie pewną markę w internecie. Teraz, dzięki papierowej premierze na tegorocznych WSK komiks ma szanse dotarcia do stroniących od czytania w internecie komiksiarzy.

W założeniach głównym daniem miało być oczywiście Miasto, Miłość, Morderstwo siedemnasto stronnicowa opowieść prosto z miasta robali, z udziałem wszystkich znanych i lubianych bohaterów komiksu. Wbrew oczekiwaniom, historia nie jest zbyt komediowa, mimo faktu, że odtwórcami mafijnych ról są takie postacie jak Biedron czy Motyl. Jest kilka zabawnych tekstów, czuć, że autorzy bawią się konwencją gangsterskiej opowieści. Jednakże fabuła została, mimo różnych retrospekcji, znacznie uproszczona. A przez to, bohaterowie nie wypadają zbyt przekonująco w tym co robią.

Bug City

Resztę albumiku wypełniają znane w większości już odcinki Bug City, opatrzone jednakże zupełnie nowym komentarzem odautorskim. I to właśnie on sprawił, że mogłem się na nowo cieszyć ze starych odcinków. A właściwie rechotać. Te komentarze ukradły główną rolę w tym komiksie, mogłyby być jeszcze dłuższe.

Sama jakość wydania, w porównaniu z innymi niezależnymi produkcjami, powala. Ostry jak brzytwa wydruk, świetny papier, pełen kolor, cud malina. Konkurencja zostaje w tyle. Odbiło się to oczywiście na cenie, ale 11 zeta za te 38 stron to nie jest ostatecznie tak wiele, biorąc pod uwagę, że buce z metra karzą już sobie za ten album płacić 20.

Dla osób nie znających wcześniej Bug City pozycja obowiązkowa. Ci którzy komiks znają, zawsze mogą zrobić komuś miły prezent tym albumikiem. Zatwardziali fani robali, jak Jessica Alba, tak czy siak go kupią i będą wniebowzięci.

Return To Sender


internet · komentarzy 5

Return To Sender

Jedną z najbardziej wkurzających rzeczy w przypadku komiksów internetowych jest sytuacja, w której nagle autor porzuca projekt zostawiając czytelnika w szczerym polu. Jeszcze pól biedy, jeśli przydarza się to komiksowi będącym luźnymi komediowymi paskami. Jednakże, jeśli powoli zawiązująca fabuła urywa się nagle, a jedyne co po niej pozostaje to notka autora, o tym, ze być może, kiedyś, pojawi się następny odcinek, to robi się niewesoło.

To właśnie przydarzyło się Return To Sender, całkiem ciekawie zapowiadającego się komiksowi autorstwa Very Brosgol. Trzy rozdziały, ponad siedemdziesiąt plansz i nagle pyk, koniec. I kompletna cisza w eterze od ponad dwóch lat. Żal.

Return To Sender

Główny bohater komiksu, pracujący jako korektor Often wprowadza się do mieszkania zajmowanego wcześniej przez niedawno zmarłego staruszka. Lokum nie sprawia wrażenie szczególnie wyjątkowego, poza jednym drobnym szczegółem, posiada klapkę od skrzynki pocztowej wmurowaną w ścianę działową. Z której co jakiś czas, z donośnym „Ping!” wypadają listy.

Pierwszy list zawiera w sobie jedynie adres: 724 Broome and Park st. Often najprawdopodobniej zignorowałby tajemniczą wiadomość, gdyby nie jego nieco zwichrowana znajoma, Colette, która postanawia udać się pod wskazany adres.

Return To Sender

I tak zaczyna się przygoda pełna zagadek, demonów, tajemniczych wypadków i zbiegów okoliczności. Przygoda, której zakończenia już raczej nie przeczytamy. Wątki w połowie rozgrzebane nie znajdą rozwiązania, a fajny pomysł został w polu.

Straszna szkoda, zwłaszcza biorąc pod uwagę fantastyczny styl rysowania Very. Która, jak się okazuję, tworzy nadal. Pracuje jako rysownik w wytwórni filmów animowanych. Ma też swoją internetową galerię ze sporą liczbą prac pokazujących jak bardzo poszła naprzód w porównaniu z Return To Sender.

Tak czy siak, RTS to już klasyka niemalże, pierwotne piękno które nie zdążyło skoczyć przez rekina. Lektura obowiązkowa, mimo że nigdy się nie dowiemy o co chodzi. Choć tego czasami nie potrafię dociec nawet w przypadku skończonych komiksów.

Niedziela #3


niedziela · komentarzy 9

nowe wiadomosci

Z pewnymi przygodami, ale zawsze, udało mi się odprowadzić Martę na pociąg. Przy okazji zobaczyliśmy Fisza paradującego po peronie z pieluchami pod pachą. Bezcenne.

Jako tako podsumowałem swoją skromną wizytę na WSKa wczoraj, więc dziś, niestety, muszę poszukać jakiegoś tematu zastępczego na głównego niusa. Tak patrzę na ten mały plik kupionych w sobotę komiksów i myślę sobie: hej, przecież wszystkie pochodzą od polskich twórców. To raczej dobry znak.

Gdy goście Kina Ochota wdychali jego niecodzienną atmosferę i zapach, gdzieś nieco mniej na wschód od Greenwich, w Londynie, odbywał się inny konwent komiksowy, UK Web & Mini Comix Thing. Cóż można powiedzieć, no nie? Dla ciekawych tego, jak to wyglądało w praktyce, jest nieco zdjęć do przejrzenia.

Ukazał się nowy, szósty już numer magazynu Komikz. W środku kolejna część tekstu o propagandzie w komiksie oraz kilka innych atrakcji.

W tym roku jakoś umknęły mi WCCA, jakoś to przeżyję. Jednakże, nadarza się okazja do zagłosowania w tegorocznej edycji nagród imienia Joe Shustera. Konkurs jest skierowany do Kanadyjczyków, jednakże każdy może zagłosować na nagrodę publiczności, w tym w kategorii dla najlepszego twórcy komiksu internetowego. W tym roku w tej kategorii nominowani zostali:

Paul Bordeleau za Troglodytes
Rob Coughler & Ramon Perez za Butternut Squash
Matt Forsythe za Ojingogo
Faith Erin Hicks za Ice
Stuart & Katherine Immonen za Never As Bad As You Think
Dan Kim za April May & June, Kanami, Penny Tribute
Steven Charles Manale za Superslackers
Kean Soo za Jellaby Shorts

Z tego zestawu znam raptem połowę, trochę szkoda, że VGCats się nie załapało.

A skoro jesteśmy już przy konkursach i głosowaniach, to serwis Aleja Komiksu zorganizował „plebiscyt podsumowujący cały komiksowy rok 2006„. Można głosować na to i owo, a na dodatek, na koncu, nieco na doczepkę chyba, znalazła się kategoria Najlepszy polski komiks on-line. Nominowani zostali:

Grafit84
Hoey
Konstanty wraca do domu
Kwarcowy Paciorek
Pierwsza Brygada
Shitodruk
Stachanowiec
Chomiks
Bossi & Bosso

Głosowanie potrwa jeszcze miesiąc, na dodatek autorzy konkursu, nieco nieopatrznie moim zdaniem, umożliwili śledzenie wyników na bieżącą. No ale cóż, może będą z tego jakieś emocje. Mój głos poleciał na Bossiego i Bosso, bo to dobry komiks jest.

WSK07 fotorelacja


imprezy · komentarzy 5

Szczerze mówiąc, na Warszawskie Spotkania Komiksowe wpadliśmy tylko na chwilę, uścisnąć parę dłoni i kupić kilka komiksów. Do mojego plecaka trafił pierwszy numer Netkolektywu, Bug City, Na Szybko Spisane oraz Yoel. Przez moment zastanawiałem się nad kilkunasto złotowym upustem ceny 300, ale koniec końców nie dałem się na więcej naciągnąć. Było kilka ekip telewizyjny, ludzi też nieco. Pozostaje pytanie czy taka formuła tego konwentu, wyłącznie dla komiksiarzy, ma większy sens i czy nie warto byłoby czegoś zmienić. Poza miejscem, oczywiście.

Tak czy siak, oto dosłownie kilka fotek:

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Autorzy Bug City ze swoim wydawcą

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Część Netkolektywu

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Maciek Wołosz i Konrad Okoński

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Marek Lachowicz wykonujący ilustracje na przypinki

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Duża sala

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Szymon Holcman prowadzi spotkanie z Mawilem

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Mała Sala

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2007

Mała Sala również

Everyone Drunk But Me


internet · komentarz: 1

Everyone Drunk But Me

Przy okazji lektury Phenianu przypomniałem sobie o pewnym komiksie, który czytałem z dwa lata temu. Everyone Drunk But Me autorstwa Laury Brandt jest autobiograficzna historią z jej rocznego pobytu na studenckiej wymianie w Moskwie. Pierwotnie komiks ukazywał się w gazecie studenckiej Uniwersytetu Wisconsin, której była redaktorką. Kilka lat później ruszyła strona autorstwa byłych redaktorów The Daily Cardinal i tam też można zapoznać się z komiksem.

Szok kulturowy nie jest oczywiście tak duży jak w przypadku podróży Delisla do Korei. Brandt uczyła się wcześniej rosyjskiego, nie wspominając o oczywistych różnicach pomiędzy państwem Putina a Kim Dzong Ila. Razem z Laurą poznajemy jej rosyjską „rodzinę”, jak się okazało tatarskich muzułmanów, zwiedzamy stolicę Rosji oraz uczęszczamy na zajęcia w bliżej niezidentyfikowanej szkole wyższej.

Everyone Drunk But Me

I nawet jeśli komiks często sprowadza się do żartów pomiędzy studentami, to mamy okazję zobaczyć obraz Moskwy i samych Rosjan widzianych oczami Brandt. Nie ma tym cieniu protekcjonalizmu, jest życzliwa ciekawość i zainteresowanie obcym krajem. Sami Rosjanie są przedstawieni jako sympatyczni ludzie, bardzo słowiańscy. I wbrew tytułowi komiksu, który mógłby sugerować powielanie popularnego w Polsce stereotypu na temat naszych wschodnich sąsiadów, alkoholu w komiksie nie ma jakoś specjalnie wiele.

Everyone Drunk But Me

Jak wspominałem wcześniej, paski zostały opublikowane na stronie kilka lat po zakończeniu wymiany. Większość z nich została opatrzona komentarzami, które pozwalają jeszcze lepiej wczuć się w tą relację. Po opublikowaniu wszystkich odcinków poświęconych wyprawie do Rosji, Brandt zaczęła przedstawiać swój pobyt na innym uniwersytecie, już w Stanach. Jeżeli polubił autorkę i jej humor to może śmiało czytać dalej, dla mnie osobiście dalsza, „amerykańska”, część komiksu nie przedstawiała się już tak ciekawie jak „rosyjska”.