Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Phenian


papier · komentarzy 7

Phenian

Sam komiks kupiłem niedługo po grudniowej premierze, jednakże jakoś dopiero teraz zebrałem się do napisania paru zdań na jego temat. O „Phenianie” przypomniałem sobie podczas zeszłotygodniowego grania w trzecią część „Splinter Cell”, gdzie to podczas skradania się po bazie północnokoreańskiej armii przesłuchiwaliśmy strażników biegle mówiących po angielsku, o Kim Dzong Ilu nie było ani słowa, nie mówiąc już o braku obrazów wodza w każdym pomieszczeniu. Jedyną wiedzę jaką można było wynieść o Korei z tej gry było to, że dysponuje bronią atomową i tylko czeka na okazję do zbrojnego zjednoczenia z Południem.

I zacząłem się zastanawiać, jaką wiedzą o codzienności w Korei Północnej dysponują mieszkańcy zachodu. Dla nas, w Polsce, wyobrażenie sobie tamtejszej sytuacji jest o wiele łatwiejsze, nawet jeżeli PRL pamiętamy tylko z przedszkola czy żłobka. I jakkolwiek podróż do Korei jest możliwa, to stosunkowo mało relacji ukazuje się w szerszym obiegu. I właśnie „Phenian” jest jedną z nich.

Phenian

Kanadyjski rysownik Guy Delisle udaje się na północ od 38. równoleżnika w celu nadzorowania prac koreańskich animatorów nad filmem dla dzieci, produkowanym przez firmę, dla której pracuje. Tam zostaje mu przydzielony przewodnik wraz z tłumaczem, którzy mają go pilnować, aby nie zobaczył nic więcej, poza chwała państwa Kim Dzong Ila.

I taki właśnie jest ten komiks. Delisle opowiada nam o różnych absurdach tamtejszego życia, zwyczajach, codzienności. Jest świadomy faktu, że gdzieś za jego plecami istnieje inne, okrutne państwo, ale też nie ma większych szans na zobaczenie tego.

Phenian

Pomijając całe zło jakie czai się za rogiem, „Phenian” jest dosyć pogodnym reportażem z podróży Delisle’a. Zwiedzamy stolicę, odwiedzamy razem z nim różne muzea mające upamiętniać Wielkiego Przywódcę i Jego Syna, dowiadujemy się o metodach motywacji robotników na budowach, poznajemy nocne życie pracowników pomocy humanitarnej, jak też i licznych zagranicznych biznesmenów, którzy przyjeżdżają do Korei w interesach. Dla autora jest to totalnie nowy i dziwny świat, przez co przygląda mu się z ogromną ciekawością rejestrując liczne, ciekawe, szczegóły.

Czytałem wcześniej „Usta Pełne Kamieni”, na które powołuje się Delisle, ponurą opowieść o koreańskich obozach reedukacyjnych. I nieco się boję, że w przeciwieństwie do książki, mało kto będzie chciał potraktować ten komiks jako źródło do poznania codzienności KRLD. A szkoda, bo to jest naprawdę świetny tytuł, idealny jako argument w dyskusji pt. „komiks nadaję się też do opowiadania o rzeczach poważnych”, gdy już znudzi nam się po raz kolejny podpieranie się „Mausem”.

komentarzy 7

  • szczerze – nie słyszałem. Nigdy.
    Rysunki nie są jak widzę nadzwyczajne, ale mają coś. Będę musiał zobaczyć.
    Są w empikach, czy kupowałeś u buców?

  • U buców, w Empiku pewnie wymiętolone jak siódme nieszczęście. A styl rysowania jest spójny, to najważniejsze. Dla fajnych efektów to się Battle Chasers czyta:)

  • [pisze tak, żeby nie doszło do komentarzy, niestety, nie znam maila] buy viagra ;)
    [http://fafkoolec.ovh.org/blog/?p=25] zapraszam do zabawy.

  • jednak doszło, anty spam mnie już w pełni akceptuje, szkoda :(

  • Sęk w tym, że w przypadku tego komiksu akurat niewiele jest tej codzienności KRLD. To raczej codzienność cudzoziemca w Phenianie, uważnie pilnowanego przez tłumaczy i przewodników.

    Co jakoś specjalnie nie umniejsza wagi tego komiksu w moich oczach. I zupełnie nie zgadzam się z opiniami prezentowanymi tu i ówdzie (Gildia, ostatnia „Polityka”, różne recenzje), że „Phenian” jest zły, bo „Delisle swoją pracą wspierał reżim i w ogóle się z tego w komiksie nie pokajał”, my ass.

  • No pisząc o codzienności miałem na myśli głównie to co koreańczycy mówią, organizacja pracy i tak dalej.

Dodaj komentarz