Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Wywiad z twórcami Bug City


wywiady · komentarzy 14

Bug City

Ten wywiad, na skutek moich problemów z organizacją czasu, przeleżał w szufladzie trzy miesiące. Na szczęście, gdy sobie o nim wraz z Maćkiem i Bartoszem przypomnieliśmy, okazało się, że wymaga tylko kilku uaktualnień. I w sumie wyszło, że ukazuje się z okazji pierwszych urodzin, szesnastego marca. Samego Bug City przedstawiać oczywiście nie trzeba. Od siebie dodam, że BC było jednym z największych pozytywnych zaskoczeń jakie przyniósł rok 2006 polskiemu komiksowi internetowemu.

Tak też, zapraszam do lektury.
więcej…

Phenian


papier · komentarzy 7

Phenian

Sam komiks kupiłem niedługo po grudniowej premierze, jednakże jakoś dopiero teraz zebrałem się do napisania paru zdań na jego temat. O „Phenianie” przypomniałem sobie podczas zeszłotygodniowego grania w trzecią część „Splinter Cell”, gdzie to podczas skradania się po bazie północnokoreańskiej armii przesłuchiwaliśmy strażników biegle mówiących po angielsku, o Kim Dzong Ilu nie było ani słowa, nie mówiąc już o braku obrazów wodza w każdym pomieszczeniu. Jedyną wiedzę jaką można było wynieść o Korei z tej gry było to, że dysponuje bronią atomową i tylko czeka na okazję do zbrojnego zjednoczenia z Południem.
więcej…

Enter Steve


internet · komentarze 2

Enter Steve

Aż trudno mi w to uwierzyć, ale w Questionable Content zaczęło się coś dziać. Jacques postanowił w 816 odcinku powrócić do postaci Steva, tym razem z bokobrodami, odświeżając nieco aktualną konwencję polegającą na luźnych gadkach za ladą kawiarni. Pojawił się, po raz pierwszy od dobrych trzystu odcinków wątek romantyczny!

Zostawiając Martena z Dorą i Faye w tle, na pierwszy plan wypłynął Steven z moją ulubioną aktualnie bohaterką, Penelopą. Przypomnę, Steve jest tym przyjacielem Martena, który lepiej radzi sobie z kobietami. Przynajmniej do czasu jego ostatniego związku z niejaką Ellen. Natomiast Penelopa jest być może tajemniczą superbohaterką roznoszącą pizze w lokalnej pizzerii, aktualnie jednak pracuje w Coffea of Doom.

Enter Steve

Tak też, gdy ta dwójka się spotkała i wszyscy liczyli na dalszy flirt, Jacques zrobił to co zwykle, wprowadził kolejną żeńską postać do komiksu. Dwunastą już. I zrobiło się wreszcie ciekawie, i znowu czekam na następny odcinek. I nawet pisanie się Jephowi poprawiło nieco, jak choćby gadka o tym, co znaczy egzotyczność dziewczyny.

Tak czy siak, jest dramat omyłek! Yeah!

Rany, zaraziłem czytaniem Questionable Content sporo osób z mojego otoczenia, ale praktycznie większość odpadła znudzona. Ja jednakże czekałem i wierzyłem… harr

A w 813 odcinku pojawiła się, dziwnym trafem, Marta. Podejrzane.

Świt nowych czasów


internet · skomentuj

yeah, right

Jakiś czas temu, gdy los polskiego komiksu internetowego obchodził mnie cokolwiek, przyczyny takiego a nie innego stanu owego komiksu upatrywałem w fakcie, że polscy profesjonalni rysownicy w zdecydowanej większości nie traktują internetu jako środka do promocji swoich prac. W przeciwieństwie do swoich zachodnich kolegów, którzy jeśli nie mają oficjalnej strony z elegancką domeną to posiadają przynajmniej blog z własnymi pracami, Polacy kiszą się na Digarcie.

Wiadomo, internet jest u nas parę lat wstecz, postawienie strony na tanim czy darmowym serwerze sprawiają niektórym trudności i tak dalej i tak dalej. Dodajmy do tego jeszcze brak świadomości co do możliwości sieci, czy też po prostu brak chęci. Nie chodzi mi tu nawet o to, żeby ludzie rysujący od dobrych paru lat zakładali od razu swoje komiksy internetowe, wystarczy żeby zaistnieli w sieci i z korzyścią dla siebie jak i internautów pracowali nad swoimi umiejętnościami i marką. Można robić to na digarcie? No niby można…

Oczywiście nieobecność polskich rysowników w internecie jest tylko jedną z przyczyn marności polskiego komiksu internetowe, wiadomo, że wszystko zależy od tego, jak się ma komiks na papierze. W sytuacji gdy komiks w Polsce ma się byle jak, nakłady są niskie a Empiki służą za czytelnie, komiks środka jest czytany przez dwudziestokilku latków to trudno się dziwić, że przy braku porównania taką furorę zrobił Losux czy inne komiksy tworzone przez amatorów.

Jedni, jak Okoński czy Drabik cały czas pracowałi nad sobą, z lepszym czy gorszym skutkiem, drudzy traktowali tworzenie komiksów jako chwilową zabawę. Inni zresztą, jak niżej podpisany, poczuli się zmęczeni.

Tak czy siak, polski komiks internetowy znalazł się w pewnym impasie. A próby jego przełamania dotarły na salony.

Jednakże, to nie smęcenia na forum Gildii pozwalają mi nieco raźniej patrzeć w przyszłość.

Pierwszym sygnałem poważniejszych pęknięć w dotychczasowym patrzeniu na internet przez polskich komiksiarzy stał się blog Kultury Gniewu, poprzez który wydawnictwo zaczęło otwierać się na czytelników i dostarczać bieżących informacji na temat swoich działań. Następnie, aby trzymać się chronologii, pojawiło się Bears Of War, komiksowy projekt byłego redaktora naczelnego Produktu, Śledzia, stanowiący efekt jego fascynacji bestselerową grą na xboxa 360.

Parę dni potem pojawił się wcześniej opisywany przeze mnie blog Człowieka Paroovki. Niedawno natomiast na szerokie wody internetu wypłynął Myszkowski oraz KRL. W między czasie z oddzielnym blogiem wystartował również i sam Śledziu.

Są to w sumie, pomijając Paroovkę, na szybko sklecone blogi z szablonu, ale przynajmniej widać ruch w interesie. To zabawne, ale być może ci sami ludzie, którzy Produktem rozhuśtali komiks w Polsce na nowo, teraz odmienią polski komiksowy internet.

A przynajmniej młodsi i nie znający tematu czytelnicy będą mieli okazję do przejrzenia ich prac. I może część zanim zacznie kolejny komiks internetowy poważnie się zastanowi. Jeżeli więc kogokolwiek to jeszcze obchodzi, to będzie dobrze, kiedyś.

This is the dawning of the age of Aquarius The age of Aquarius Aquarius! Aquarius!

Dobranoc, Gamma


internet · komentarzy 8

to nie było bardzo miłe

Niedawno zakończył się jedenasty już rozdział Gunnerkrigg Court, pod znajomo brzmiącym tytułem „Dobranoc, Gamma„. Spodziewałem się, że zgłębi nieco wątek Gammy Czarneckiej, drugoplanowej bohaterki komiksu, która, jak wszystko na to wskazuje, jest Polką.

To było pewne zaskoczenie, gdy w rozdziale piątym, Two Strange Girls, dziewczyna odezwała się po polsku. A główna bohaterka, Antimony Carver, odpowiedziała jej w tym samym języku. Jak się potem okazało, duet Zimmy i Gamma zniknął z pola widzenia, aż do wcześniej wspomnianego, jedenastego rozdziału.

Nie rozwiązuje on zbytnio polskiej zagadki, w gruncie rzeczy opowiada o Zimmy, ale tak czy siak jest ciekawy. Przynajmniej jeśli się ogarnie poszatkowaną narrację jaką zafundował nam Siddell. Ale też raczej nie warto czytać jej bez znajomości reszty komiksu. Mimo że nie pcha głównego wątku naprzód.

Dobranoc

Postać Gammy w Gunnerkrigg Court, na tle całego komiksu, nie jest czymś szczególnie zaskakującym, przynajmniej jeśli weźmie się pod uwagę choćby dobrze wychowanego minotaura czy słoweńskiego smoka, którzy przewinęli się przez komiks do tej pory.

Polski smaczek nie zdarza się w zachodnich komiksach internetowych zbyt często, dlatego gdy trafię na jakiś przykuwa to moją uwagę. Głównie z ciekawości, jak jesteśmy odbierani za granicą. W książkach czy filmach to też jest dosyć rzadkie. Z tego co kojarzę, to w którejś książce z cyklu przygód Harrego Pottera, do których często porównuje się Gunnerkirgg Court, pojawia się jakieś wtrącenie o Polsce. Marzy mi się scena, w której James Bond ścigałby terrorystów po ulicach polskiego miasta. Pewnie Wrocław by się załapał.

No ale postać mówiąca po polsku w brytyjskim komiksie to coś innego. Bohaterowie Scary Go Round wyjeżdzali do Rumunii lub Bułgarii, na razie o Polskę nie zachaczyli. Kto wie, być może obecność Gammy w komiksie Toma Sidella jest efektem polskiej emigracji na wyspy i zwiększonej liczby kontaktów z Polakami w życiu codziennym.

ulica Kubusia Puchatka


warszawa · komentarzy 9

Tablica stara.jpg

Gdy byłem młodszy, no, dużo młodszy, jedną z moich ulubionych ulic w Warszawie była właśnie ulica Kubusia Puchatka, równoległa do Nowego Światu. Książka A.A.Milnego była jedną z moich ulubionych, zresztą wtedy jeszcze nie było w Polsce jej disneyowskiej, rysunkowej, wersji. Która, niestety, zdaje się już totalnie wyparła z kultury oryginał. Na szczęście, mimo zamontowania nowej tablicy starą pozostawiono.

Tablica nowa

Sama ulica jest idealnym przykładem tego, jak zapomniane przez ludzi, i kapitalizm, jest warszawskie Śródmieście. Ulica ledwie jeden ciąg kamienic od Nowego Światu, z wlotem od Świętokrzyskiej straszy pustymi miejscami na sklepy i smutnymi trawnikami. I niewiele wskazuje na to, żeby miało się tam coś zmienić.

Ostatnio jednak zauważyłem, że mam kolejny, poza Kubusiem, powód do lubienia tej ulicy:

ulkp1.jpg

Ciekawe ile lat już ten napis zdobi kamienice. Nieco dalej są powieszone krzyże celtyckie oraz „Wyzwolenie zwierząt wyzwoleniem ludzi!”. Ale to już na innej ulicy, Wareckiej.

Looking For Group


internet · komentarzy 5

Looking For Group

Dla osób interesujących się trochę komiksem internetowym osoba Ryana Sohmera powinna się nieco kojarzyć. Jeżeli dodamy do tego rysownika Lara Desouze, to większość z nas od razu przypomni sobie o ‚Least I Could Do”. Jednakże, jak się niedawno okazało, to nie wszystko.

Twórcy „LICD” postanowili wypłynąć na jakże obiecujący rynek komiksów traktujących o grach mmorpg. Swoim „Looking For Group” uderzają w największy chyba teraz target, graczy World of Warcraft. W odróżnieniu do mającego już pewną renomę The Noob, Sohmer, zamiast wnikać w mechanikę gry, serwuje nam typową historię fantasy, wykorzystując jedynie rasy, klasy, i jak mniemam, część lokacji.

Nigdy nie grałem w WoWa, ale miałem taki okres w swoim życiu, gdy dosyć wnikliwie czytałem wszelkie informacje dotyczące gry i jakotako orientuje się kto jest kim. W drużynie mamy więc nieumarłego Czarnoksiężnika Richarda, orkijską Kapłankę, taurenśkiego Wojownika oraz Cale’anon, Krawego Elfa, któremu nikt nie powiedział, że w „World of Warcraft” jego rasa należy do sił zła.

Looking For Group

W programie mamy więc smoki, bójki w tawernach, magię i dosyć klasyczny, jak na ten gatunek, humor. Gwiazdą najprawdopodobniej szybko zostanie Richard, chyba najwyrazistsza postać. Cale’anon jest aż zbyt archetypiczny. Fork of Truth.

Na razie komiks dorobił się szesnastu stron i dwóch aktualizacji tygodniowo. Jak ktoś lubi kreskę Desouzy, to czemu nie, acz rysownie zielonych piersiastych wojowniczek, to chyba nie jest jego żywioł. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że komiks został aż za bardzo obliczony na wydojenie graczy. No ale tak właśnie wygląda prowadzenie profesjonalnego komiksu na zachodzie.

Gunner Palace


film · komentarzy 6

w prawo

TVP Kultura jest jedną z najlepszych rzeczy jaka przydarzyła się telewizji publicznej w ciągu kilku ostatnich lat. Cholernie niedocenianą, a szkoda, bo często trafiają się tam istne perełki, jak choćby wczoraj, gdy włączam telewizor i okazuje się, że leci Gunner Palace.

Gunner Palace jest filmem dokumentalnym na temat żołnierzy amerykańskich w Iraku. Film, nakręcony przez Mika Tuckera powstał w lato 2003 roku, na pare miesięcy przed złapaniem Saddama, gdy to, zdaniem polityków, wojna była wygrana.

Reżyser na parę miesięcy zamieszkał razem z 3 batalionem artylerii polowej w zrujnowanym pałacu syna Saddama, Udaja. Z basenem, kiczowatymi meblami, małym polem golfowym i dużym okrągłym łóżkiem. Jeździł z nimi na patrole, interwencje, przesłuchania, przesiadywał w koszarach. Słowem, był wszędzie tam gdzie oni.

Obraz wojny, jaki wyłania się z tego filmu, pokazuje nam, że od czasów Paragrafu 22 niewiele się zmieniło.

lemoniada

Żołnierze są znudzeni, marzą o powrocie do domu, czują się nieco rozgoryczeni faktem, że wojnę w kraju traktuje się wyłącznie w kategoriach ciekawego niusu. Codziennie wysłuchują audycji z wojskowej radiostacji, w której spiker natchnionym głosem relacjonuje co też ciekawego na temat wojny ogłosił Rumsfeld. Wywracają oczami.

Wygłupiają się, rapują, grają na gitarach, pluskają się w basenie. Pędząc przez miasto włączają na cały regulator metal aby powkurzać Irakijczyków. Gdy podczas wyruszania na nocną akcję zapuszczają Lot Walkirii Wagnera to wszyscy wiemy o co chodzi. Czują nienawiść tubylców i widzą jak bardzo, od obalenia Saddama zmieniły się nastroje w okolicy. I dalszy pobyt w tytułowym Gunners Palace jest ostatnią rzeczą o której marzą.

and rising

Boją się każdej podejrzanej paczki w pobliżu drogi, godzinami pocą się w wartowni, pieszczotliwie nazywanej sauną. Wielu z nich zaciągnęło się do wojska bo nie wierzyło w wybuch wojny w najbliższym czasie i bez ustanku balowali w bazie w Niemczech. Teraz, czują się mocno oszukani. Nie są tytanami intelektu, nie są przedstawicielami elit. Są najzwyczajniejszymi na świecie ludźmi. Znaleźli się w głębokim szambie i kombinują, jak wyjść z tego cało, nie narażając swoich kumpli.

Których śmierć często oglądają

To jest film o zwyczajnych ludziach w niezbyt zwyczajnych sytuacjach. Stara się nie oceniać, a jedynie pokazuje codzienność żołnierzy. Można oczywiście z czerwonym błyskiem w oku wołać, że to mordercy, okupanci i tak dalej. Jasne, że można. A potem wrócić do ciepłego łóżeczka. Owszem, można oceniać polityków, którzy ich tam wysłali. Ale dopóki samemu nie znajdzie się na wojnie, raczej trudno jest cokolwiek powiedzieć o żołnierzach.

For y’all this is just a show, but we live in this movie

Trailer do obejrzenia. Jak znam TVPK to pewnie powtórzą to jakoś w najbliższym czasie.

Boxer


gry · skomentuj

Filmik jest długi, ale warto mu się przyjrzeć.

Efektowna czołówka, tłumy w sali, rozentuzjamowani komentatorzy. To nie gala bokserska, ale koreańska liga Starcrafta. Na filmie możemy obejrzeć zmagania zawodnika o nicku, nomen omen, boxer. Dla tych którzy nie grali w Starcrafta, to co dzieje się na ekranie może niewiele powiedzieć, ale rany, ten wyraz skupienia na twarzach dziewczyn, jęki zachwytu, oklaski. No sport pełną gębą, tylko że z nosem w monitorze.

Nie znam się zbyt dobrze na światowej lidze Starcrafta, moja przygoda z grą zakończyła się na poziomie szkolnej ligii w drugiej klasie ogólniaka, gdy to pod koniec semestru okazało się, że mogę nie zdać z wuefu. Bo czas spędzałem w pracowni informatycznej. Ale jednak z tego co pamiętam, bezpośrednią przyczyną końca Starcraftowego szaleństwa w moim liceum była utrata cierpliwości dyrekcji.

Eh, to były czasy. Grałem Zergami, dosyć słabo zresztą.

Gdybym wtedy wiedział, że granie wiąże się z uwielbieniem kobiet moje życie potoczyłoby się zapewne inaczej!

Może nawet doczekałbym się takiej fanowskiej strony jaką ma Boxer. Dvd z powtórkami najlepszych walk, pieniądze, sława. W Korei jest chyba nawet specjalny kanał telewizyjny poświęcony wyłącznie Starcraftowi. Totalne szaleństwo. Polacy mieli chyba pewne sukcesy parę lat temu, z tego co pamiętam. Trzecie miejsce na mistrzostwach świata?

Gdy w lato byliśmy z Martą na World Cyber Games w Warszawie nie widziałem zbyt wielu rozochoconych graczami dziewczyn, więc chyba jednak dokonałem właściwego wyboru życiowej drogi. No chyba, że pojawi się zawodowa liga w Hexica, to się zastanowimy oboje nad wspólnymi treningami.