in muzyka, telewizja, varia

Święta święta

Kończył się październik, i w firmie już zaczynano dekorować sztuczne choinki. Trzy tygodnie później pod Obi na Okęciu pojawiły się pierwsze świerki. Co roku mam wrażenie, że święta zaczynają się coraz wcześniej i kończą tuż po pierwszej gwiazdce, gdy sklepikarze zmieniają dekoracje na bardziej noworoczną.

Dla mnie święta zaczynały się od zawsze tą jedną, jedynie słuszną piosenką:

Nie ma co ukrywać, jest to absolutny mega hicior. Klasyk. Jako dzieciak uwielbiałem ten klip, marzyłem o takiej ilości śniegu na moich szarych Stegnach, nie mówiąc już o kolejce linowej. I te swetry! Ortaliony! I nawet jeżeli teraz słuchając tej piosenki mam wrażenie, że Goerge Michel chce się dobrać do mojego tyłka, pod jemiołą oczywiście, to nadal ją lubie.

Acz bezpieczniej się czuję przy innym szlagierze, zdecydowanie bardziej hetero, który dziś poleciał z rana w radiu, aż się zdziwiłem, że nie zaczęto sezonu od Whamu:

To chyba jeszcze z czasów przed operacją piersi.

Jednakże nie ma róży bez kolców, bo wiem, że gdzieś za rogiem zawsze czai się Shakin Stevens. Niestety.

Skomentuj

Comment

  1. Dla mnie ten kawalek i tak zawsze bedzie sie kojarzyl z Love Actually i juz!

  2. Ano, to fakt

    uwielbiam tą sekwencje

    nawet mam tą w wykoniau tej całej olivii, ale nie umywa się do Carey niestety

  3. Karej jest fajna, trochę nazbyt klasyczna, ale faktycznie wieje nastrojem świątecznym że ach. Natomiast Shakin Stevens stworzył jeden z (naj)gorszych teledysków jakie w życiu widziałam. Naprawdę i mocno. Aż boli.