Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ostatni Władca Pierścienia


książki · komentarz: 1

Ostatni Wladca Pierscienia

Pierwszy raz przeczytałem „Władcę Pierścieni” gdzieś tak w trzeciej klasie podstawówki. Wiadomo, smoki, elfy, epickie bitwy, zrobiło to na mnie wówczas ogromne wrażenie. A skoro tak wcześniej poznałem klasyka, to w znacznym stopniu uodporniłem się na rzesze jego naśladowców. Jasne, czytałem taki serializatorów jak Salvatore czy Eddings, ale nie wywoływali u mnie jakiś szczególnie większych emocji. Owszem, Sapkowskiego czytałem z wypiekami na twarzy, przy Pratchecie chichotałem, no ale Tolkien to Tolkien. Nawet jeśli nieco nużył mnie wątek Froda i Sama.

Słowem, mimo że na Tolkienie się odchowałem i „Władcę” przeczytałem z cztery razy, to daleko mi twardogłowych tolkienologów. Najlepszym tego potwierdzeniem jest fakt, że w ekranizacji nawet mi zbytnio nie przeszkadzały elfy w Helmowym Jarze. No i usypiałem nad Silimarionem. Tak też gdy Marta podrzuciła mi „historię Śródziemia oczami Wroga”, pomyślałem sobie, że może być całkiem ciekawie.

Ba, szczerze mówiąc nigdy się nie zastanawiałem, co by-było-gdyby Sauron wygrał. Wynikało to moim zdaniem z kompletności wizjii Tolkiena. Prosta historia i już. Nikt się nie zastanawia zbyt intensywnie, co by było gdyby Wilk nie zjadł Babci.”Ostatni Władca”, czy też w poprawniejszej wersji „Ostatni Powiernik Pierścienia”, prezentuje nie tyle historie alternatywną, co też spojrzenie na wydarzenia z tolkienowskiego pierwowzoru z innej perspektywy.

Yeskov wychodzi z założenia, skądinąd słusznego, że historię piszą zwycięzcy. „Władca Pierścieni” jakiego znamy jest więc jedynie podkolorowaną legendą. Mordor nie był żadną złowrogą potęgą czarnej magii, mieli po prostu zaawansowaną technologię jak na ówczesne średniowieczne standardy. Nazgule nie latały na żadnych smokach, lecz na prototypowych lotniach. Orkowie i Trolle byli ludźmi. Z drugiej strony, Aragorn jest zachłannym na władze wieśniakiem, Eowina pakuje się do łóżka komu tylko jej sie uda, Gandalf jest jedynie marnym naśladowcą Sarumana i tak dalej i tak dalej.

Wizja przedstawiona w książce jest calkiem interesująca, jednakże po kilku wstępnych rozdziałach Yeskov zajmuje się snuciem opowieści o wydarzeniach po zakończeniu wojny. I jest to kawał porządnej szpiegowskiej przygody, jednakże równie dobrze mógłby toczyć się w dowolnie innym świecie, a Śródziemie okazuje się jedynie dekoracją, w gruncie rzeczy służącą jedynie do sprzedania książki.

Styl Yeskova szybko wywołuje skojarzenia z Sapkowskim i jest to, zależnie od gustu, największa wada tej książki. Wydaje mi się, że stworzenie opowieści od strony Mordoru w stylu tolkienowskim byłoby o wiele większym wyzwaniem. Nowoczesny styl można ewentualnie tłumaczyć faktem, że historia pisana jest niejako w odległej przyszłości, ale tak czy siak, Yeskov poszedł na łatwiznę.

Udało mi się odgrzebać przy okazji pewną starą stronę z różnymi parodiami Władcy Pierścieni. Jestem twoim ojcem Frodo.

Jakiś czas później okazało się, że wydanie, którym dysponuje Marta jest jakieś lewe, zwłascza pod kątem tłumaczenia, o czym można było przeczytać w tej dosyć histerycznej recenzji. W późniejszych wydaniach autorem „Ostatniego Powiernika Pierścienia” jest Jeskow Kirył. Sam w to nie wnikam, moja znajomość rosyjskiego ogranicza się do sabaka gribnik – pies grzybiarz, miałem taką czytankę w drugiej klasie LO.

komentarz: 1

Dodaj komentarz