Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ludzkie dzieci


film · komentarze 3

Ludzkie Dzieci - plakat

Zwiastun „Ludzkich Dzieci” pokazała mi Ameba we wrześniu. Miał to być kolejny film na temat schyłku cywilizacji, który umożliwi nam snucie kolejnych paranoidalnych wizji dotyczących końca świata. Aktualnie obstaje przy wariancie pt. „Google przejmują władzę nad światem”, ale o tym przy innej okazji. Dni mijały, nadszedł 27 października i okazało się, że w nawale pracy nie mam czasu aby pójść do kina. W miniony weekend, podczas mojej wizyty w Szczecinie, Marta zaproponowała, żebyśmy poszłi na „Dzieci Człowieka, Człowiek Dzieci czy jakoś tak”. No to poszliśmy.

Film jest oparty na książce autorstwa P.D. James pod tym samym tytułem z 1992 roku. Nie wiem czy literacki pierwowzór był jaki był, czy też podczas adaptacji, dopuszczono się zbyt wielu skrótów i uaktualnień. Rezultat jest jednak taki, że film okazuje się mocno nieczytelny.

Kawiarnia

Mamy więc rok 2027 a świat pogrąża się w chaosie z powodu epidemii niepłodności. Czemu do niej doszlo, nie wiadomo. Kobiety na całym świecie, bez względu na szerokość geograficzną, status materialny czy warunki życia, nie są w stanie donieść ciąży. Mocno naciągane, no nie? Tak czy siak, jako taki porządek panuje jedynie w Wielkiej Brytanii, która postanowiła zamknąć granicę przed imigrantami. Czemu? Nie do końca wiadomo.

Anglia ad 2027 przedstawiona jest jako dosyć ponury kraj, na pewno nie tak totalitarny jak mogliśmy zobaczyć w „Roku 1984” czy „V jak Vendetta”, ale wystarczająco nieprzyjemny. Imigranci są wyłapywani na ulicach i przewożeni do obozów dla uchodźców. Warto przy tym zauważyć, że nie ma w tym żadnego rasowo-etnicznego klucza. Nie jesteś obywatelem królestwa, pakuj się do wojskowej ciężarówki. Neony przypominają obywatelom o informowaniu policji w przypadku zauważenia czegokolwiek podejrzanego. Istnieje obowiązek poddawania się badaniom płodności.

O prawa imigrantów walczy z rządem terrorystyczna organizacja „Fishes”, która urządza zamachy bombowe na ulicach Londynu. Chodzą też plotki o istnieniu innej grupy, tajemniczego The Human Project, którego cele, niestety, nie zostały przedstawione w filmie.

To jest właśnie główny problem.

Wizję przyszłości przedstawioną w „Ludzkich Dzieciach” byłbym w stanie zaakceptować, wydaje mi się w pewnym stopniu prawdopodobna. Jednakże nie wiemy nic o przyczynach całej sytuacji. A przez to film tonie w niedopowiedzeniach, wyglądających bardziej na ewidnetne braki w scenariuszu niż celowe zabiegi. Nie wiemy jaki skutek mają przynieść działania głównych bohaterów. Czemu robią to co robią, przez co. Co sukces ich wyprawy przyniesie.

Wiedzy na ten temat twórcy filmu nam oszczędzili.

Micheal Cain jako Jaspher Palmer

Na szczęście film jest sprawnie zrealizowany, aktorzy są świetni, zwłaszcza Caine grający bezustannie ćpającego hippisa. Strzelaniny są efektowne, co ma wybuchnąć wybucha. Czuć, że świat wokół jest brudny, szary i zły, widać chaos obozu dla uchodźców. Sceny podróży po angielskiej prowincji skojarzyły mi się z pierwszym „Mad Maxem”, na swój sposób te dwa obrazy całkiem dobrze się uzupełniają. Jednakże, już pomijając wcześniej wspomniane scenariuszowe niespójności, czasem twórcy podrzucają nam takie sekwencje, że aż nie wiadomo co powiedzieć. Theo starający się uciec przed Fishes niesprawnym samochodem, który musi pchać aby silnik zapalił? Na bosaka? Bieganie w japonkach po gruzowiskach obozu dla uchodźców?

Theo i Julian

Główny bohater, grany przez Cliva Owena, Theo jest zrezygnowanym urzędnikiem, pogodzonym z nadchodzącym końcem. Pewnego razu odzywa się do niego jego była żona, obecnie będąca przywódczynią Fishes. Prosi go o zdobycie papierów umożliwiających bezpieczne przewiezienie pewnej czarnoskórej imigrantki przez punkty kontrolne, na miejsce spotkania z The Human Project. Jak się szybko okazuje, cała sytuacja mocno się komplikuje, i wszystko, zgodnie z przewidywaniami, ląduje na jego głowie.

Niestety, żaden większy cel działań Theo nie jest nam przedstawiony, a zakończenie nie przynosi wniosków. Nie wiadomo o czym dokładnie jest ten film. O przemianie szarego człowieka w bohatera? Byłoby to bardziej wiarygodne, gdyby Theo nie miał „rewolucyjnej” przeszłości. Kee zostaje wreszcie dostarczona wraz ze swoim dzieckiem do łodzi The Human Project. I co? I nic, napisy końcowe! Ręce opadają. Gdzieś jakiś recenzent dopatrywał się nawiązania do nowo testamentowej ucieczki Józefa i Maryji do Betlejem, ale chyba najwyraźniej nie oglądał tego filmu. Gdzieś w tle przebijają się angielskie lęki dotyczące napływu imigrantów, być może też strach przed autorytarnymi rządami. No ale rany, ten film reżyserował Meksykanin.

Ludzkie Dzieci są filmem boleśnie niedorobionym. Zmarnowano całkiem interesujący pomysł. I to nie w jakiś straszny, głupi sposób. Po prostu nie pokazano wszystkiego. To tak jakby przy realizowaniu „Gwiezdnych Wojen” zrezygnowano z Mocy. Pozostaje nam zgrabne kino przygodowe, ale chyba nie o to chodziło.

film

komentarze 3

  • szczerze polecam obejrzeć film jeszcze raz, a może i dwa. główną zaletą jest właśnie to, że nic nie jest wyjaśnione tak jak w większości filmów sf, gdzie na początku filmu pojawiają się napisy: „w roku 2056 założono pierwszą kolonię na Marsie” itp… tu od razu lądujesz w samym środku wydarzeń. pierwszy zamach bombowy, chaos – musisz zacząc się zastanawiać, co jest grane. ze szczątków informacji wyłapujesz sens i przesłanie. human project chce odrodzić ludzkość na jednej z wysp. dlatego właśnie potrzebują clee, pierwszej kobiety, która w sposób naturalny zaszła w ciążę. a skojarzenia biblijne są jak najbardziej trafne…

    w przeciwieństwie do Ciebie, uważam, że jest to nie tylko sprawnie zrealizowany film akcji, ale przede wszystkim przejmująca wizja przyszłości. do tego plusy za aktorów i montaż. oraz scenę z atakiem na samochód. zawsze gdy ją widzę, mam straszliwe ciary na plecach:)

    pozdrawiam

  • Eh no właśnie wizja przyszłości wydała mi się bardzo interesująca, jednakże jak dla mnie, zbyt mało szczegółów podano aby to się w miarę trzymało kupy.

    Na tym tle literacki pierwowzór jest o wiele ciekawszy:)

Dodaj komentarz