Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Amores Perros


film · komentarz: 1

Jorge i jego pies
Zabierałem się do tego filmu jak do jeża od dobrych dwóch lat, gdy Marta powiedziała, że to jest jej ukochany film. Chyba jedyny, jaki posiadała wówczas na dvd, to coś znaczy. Tak też czaiłem się i czaiłem, w końcu z odsieczą przyszła Ada, która przypadkiem zakupiła go od straganiarzy z centrum. Skoro już niemal machała mi płytą przed oczami, nie pozostało mi nic innego jak pożyczyć go od niej.

Bałem się, że film okaże się równie męczący co 21 Gramów tego samego reżysera. Inne latynoamerykańskie filmy, które obejrzałem razem z Martą, I Twoją Matkę Też oraz Nikotyna nie wywołały u mnie przesadnych emocji. Raczej znudzenie i wywracanie oczami. No i jeszcze Gael Garcia Banan, na którego nie potrafie inaczej patrzeć jak na geja ze Złego Wychowania.

Sporo pietrzących trudności, ale mimo wszystko do filmu poszedłem bez jakiejś większej niechęci. Co najwyżej ze speptyczną ciekawościa.

Amores Perros składa się z trzech, w gruncie rzeczy, luźno powiązanych historii. Octavio, młody chłopak z biednej dzielnicy, wzięta modelka Valeria oraz nędzarz Chivio. Wszyscy oni mieszkają w różnych częściach Mexico City nic o sobie niewiedząc. Pewnego razu wypadek samochodowy na krótko sprawia że ich drogi się spotykają.

Chivio

Zasugerowany tytułem i plakatem myślałem z początku, że tym co łączy bohaterów są psy. Jednakże, dla każdego z nich psy zajmują inne miejsce: Octavio traktuje swojego psa jako źródło utrzymania, dla Valerii jej Ritchie jest substytutem macierzyństwa a dla Chivo sfora psów jest jedynym towarzyszem w życiu. Psy więc odpadły.

No to w takim razie może banał w postaci miłości i różnych jej odmian? Niee, to widziałem w To właśnie miłość i wypadło o wiele lepiej i bez konieczności pokazywania krwi, brudu i ludzkich wad. No to w takim razie co?

Marzenia.

Każdy z bohaterów ma swoje marzenia, cele i plany i jest na różnych etapach i spełnienia. Chivio przez całe życie marzył o tym aby spotkać się z własną córką, ale nie miał nigdy smiałośći sprobować. Octavio próbuje wyjechać z miasta ze szwagierką w której się podkochuje i zacząć nowe życie, jednakże nie udaje mu się. Valerii udaje się zamieszkać ze swoim kochankiem, który rzucił dla niej rodzinę, jednakże szybko okazuje się, że przez nadzieje budowane przez tyle czasu okazują się płonne, nie układa im się.

Zdecydowanie dla mnie ten film jest o marzeniach.

Veleria

Trzy historie delikatnie przeplatają się ze sobą, jednakże, moim zdaniem, nie udało zachować proporcji. W środkowej części filmu, opowiadającej o Valerii i Danielu praktycznie nie wiadomo co się dzieje z resztą bohaterów. W końcówce, należącej do Chivio nie ma z kolei prawie wzmianki o Valerii, Octavio pojawia się dwa razy. Brakuje pomiędzy tym wszystkim spięcia. Jest wielki rotwailer Octavia, którego ratuje Chivio, jednakże nie występuje on kompletnie w historii Valerii. Szkoda, tak moim zdaniem byłoby ciekawiej.

Film jest drastyczny, co chwila dostajemy po oczach widokiem martwych psów unurzanych w morzu krwi. Mam przynajmniej wielką nadzieję, że one były sztuczne. Rany, muszą być sztuczne. Mexico City jest brudne i złe, a dla ironii czyste i ładne mieszkanie Valerii okazuje się dla niej klatką. Zamierzenie czy nie, film umożliwia sporo różnych interpretacji i pozwala nieco się nad nim zamyśleć, ale oglądanie go do północy było błędem.

film

komentarz: 1

Dodaj komentarz