Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

M jak podróż w czasie


telewizja · komentarzy 6

Pytanie: co robiliście sześć lat temu? Ja zdawałem do liceum i czasem mam wrażenie, że było to całe lata temu. Sześć dokładnie rzecz biorąc. Wtedy również, acz niezależnie odemnie, telewizja publiczna puściła pierwsze odcinki M jak Miłość. Z tego co pamiętam, nikt w dumu tego nie oglądał, czasem jak przyjeżdzali rodzice mojego ojca w odwiedziny i był akurat TEN dzień, to kazali włączać sobie serial. Na dobrą sprawę serial zacząłem śledzić jakoś tak dwa lata temu, stał się wspólnym tematem do narzekań dla mnie i Marty.

Nie mam pojęcia ile milionów Polaków ogląda razem z nami ten serial. Trzy? Pięć? Trzydzieściosiem? W każdym razie sporo. Odnoszę jednak wrażenie, że M jak Miłość się ogląda, ale o nim nie rozmawia. Czasem wspomni się o istnieniu braci Mroczków, ale pomimo tych kilku lat obecności w kulturze, mało kto do tego nawiązuje, dziwne nieco nie? Żadnych parodi, praktycznie żadnych teledysków na YouTube. Czyżby serial był na tyle neutralny, że nie wzbudza w ludzi większych emocji?

Istotnie, w trakcie naszych ostatnich rozmów na jego temat, doszliśmy z Martą do wniosku, że serial, mimo że denerwujący, nie wzbudza poważniejszej nienawiści, jak choćby Złotopolscy, nie mówiąc już o Klanie. Siłą rzeczy najczęściej porównuje się M jak Miłość własnie do Klanu (pierwszy odcinek ukazał się w 1997 roku).

W moim dotychczasowym wyobrażeniu, Klan zawsze był tym złym. Żywił się wszelkimi negatywnymi wydarzeniami, zwyczajne rodzinne problemy przedstawiano w nim jako ostateczne kryzysy. Nie mówiąc już o międzyludzkich relacjach rozdmuchanych do granic absurdu, o bohaterach ciągle bombardowanych wszystkimi możliwymi nieszczęściami. Na tym tle, z dwuletniej perspektywy, M jak Miłość wydawało się inne. Zdawało się koncentrować głównie na rzeczach pozytywnych i wspólnym przezwyciężaniu niegodziwości losu. Oczywiście w bardzo denerwujący sposób.
puf
Ostatnio Telewizja Polska wypuściła na rynek tygodnik z M jak Miłość na dvd. Na każdej płycie sześć odcinków. W tym tempie można dogonić najnowsze odcinki w ciągu półtora roku. I mieć całą półkę zawaloną pudełkami.

Nie mniej, pierwszy numer pisemka był w promocyjnej cenie 1.50, to zakupiłem. Płyta dvd, na niej odcinki 1-6, w gazetce dwa wywiady, nieco mdłych niusów na temat serialowych aktorów oraz program tv na cały tydzień. Papier poszedł do kosza.

Tak też za równowartość numeru Wyborczej lub Dziennika odbyłem podróż do przeszłości. Jedną z niezaprzeczalnych przewag dvd jest fakt, że można przewinąć czołówkę z zawodzącą piosenką, która mnie męczy niemożebnie. Po obejrzeniu tych sześciu odcinków, fakt, że nie na raz, wreszcie zacząłem kojarzyć jak który bohater ma na imie. Choć nadal nie wiem, który bliźniak jest którym.

Sześć lat temu M jak Miłość było zupełnie innym serialem. Było blisko godzinnym Klanem, tylko w ciągu pierszych odcinków na bohaterów spadły wszelkie możliwe nieszczęścia:

  • Pojawia się ojciec jednej córki, która nie wie, że on jest jej prawdziwym ojcem
  • Wraca syn marnotrwany, który wiesza plakat JLo
  • Jeden z bliźniaków jest blokersem
  • Jedna córka nie dostaje się na studia
  • Jeden wspólnik ucieka do Rzeszy i pojawiają się dłużnicy
  • Wraca ojciec syna, który myśli, że jest półsierotą, bo matka mu nie powiedziała
  • Matka jest brzydka jak noc
  • i tak dalej
  • Sześć lat, rany, to była zupełnie inna epoka. Mroczkowie grają jak kłody sztywne, Cichopek jest pyzą dukającą kwestie, Ostałowska jest nienaturalna jęczydupą. Małgosia grana przez Koroniewską nie wzbudza jeszcze gorących fal zdenerwowania, Kałużyńska robi za femfatal, Marek, czy jak tam temu aktorowi kto go gra, już wtedy miał koszmarna fryzurę. Niesamowite wrażenie, muszę kiedyś dorwać pierwsze odcinki Mody Na Sukces. Serial zmienił się przez te lata, rozpromienił nieco, nie mówiąc już o grze aktorskiej. I nadal jest tak straszny, że nie mogę się od niego oderwać.

    No ale nie jestem na tyle ześwirowany, aby kupować dalsze archiwalia. Już w cenie 8.50 za płyte.

    komentarzy 6

    • Robweiller

      Złotopolscy wzbudzają Waszą nienawisc? Alejakto? To zabawny serial jest. Tu senatorzy tam poseł w gumiakach tu perypetie miłosne listonosza tam Kapitan Zeglugi Morskiej Wons… Wszystko obficie podlane blichtrem i brokatem.

      A Klan to faktycznie sztywna decha.

    • Zlotopolscy to obowiazkowa pozycja przy wszystkich weekendowych obiadach z dziadkami. Od smierci starego Machalicy ten serial stacza sie do jakis piekiel przasnosci. i ta muzyka taka sama od tych 10 lat

    • kmh, całe biuro producenta polewało :)

    • ale to dobrze czy zle?:)

    • Zależy. Z punktu widzenia pijarowców, to świetnie, że ktoś miętosi serial. Z punktu widzenia redaktorki z biurka obok, pocieszny tekst. Z mojego obciachem jest analizowanie takiego zjawiska popkulturowego, nawet jeżeli zajmujesz się analizowaniem zjawisk popkulturowych. To trochę tak, jakby snuć rozważania nad grubym tyłkiem pewnej Lopez.

      A poza tym, ty się tu zajmujesz bredniami w stylu serial tv dla niewymagającej widowni, a PCWK leży i kwiczy. Zdecyduj się, czy chcesz coś tam robić – i zacznij to robić. A nie mi tu znikasz, zakładasz jakieś blogi i generalnie się alienujesz. Jakby nie Rob, to bym nawet nie wiedział, czy cię tramwaj przejechał, czy rzeczywistość przerosła.

    • Hej, zarówno tyłek DżejLo jak i M jak Miłość są jakąś częścią kultury masowej, i mają jakiś tam wpływ na świat wokół nas.

    Dodaj komentarz