Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Remanent i nieco wspomnień


varia · komentarzy 6

budowa.jpg

Na początek dla tych paru osób co tu wpadają raz na jakiś czas: zmieniłem leyout. Jak zwykle zresztą, jest to jedynie modyfikacja istniejącej już skórki, konkretniej Pink October. Tym razem jednakże wzniosłem się na szczyt swoich webdesignerskich umiejętności i przeistoczyłem toto w Green October. Przy okazji pomijając jednak wątek walki z rakiem piersi, mam nadzieję, że autor mi wybaczy. PO oczywiście pokazała mi Marta, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości. Skórka spodobała mi się głównie z powodu przełamania tradycyjnego rozmieszczenia części bloga. Na pierwszy rzut oka wydaję się nieco chaotyczna, ale po chwili można się zorientować, gdzie co jest. Czyli, linki są na samym dole, tak samo skróty poprzednich wpisów, które są zastępowane komentarzami, jeżeli postanowimy przyjrzeć się bliżej danej notce. Bardzo stylowe i eleganckie.

Pewną niewygodą jest brak czytelnego archiwum, ale biorąc pod uwagę, że publikuje tekst raz na ruski rok, to nie jest chyba zbyt potrzebne i wszyscy poradzimy sobie przy użyciu kategorii.

Po prawej pozwoliłem sobie podrzucić delicjową chmurkę, w cichej nadziei, że ktoś z ciekawymi linkami doda mnie do swojego profilu i czasem podrzuci coś interesującego. Pozatym wielkością chmury będę gładził swoje ego tu i tam, bo wygląda imponująco. Przynajmniej zacznie z czasem. Gdy już dodam do linków caaaały internet. Nawet tę drętwą stronę twierdzącą, że jest jego końcem.

Z pewnym zaskoczeniem uświadomiłem sobie dzisiaj, że hej, prowadzę bloga. O rany, bloga. Kiedy to było, kiedy pierwszy raz usłyszałem o czymś takim jak blog? Podejrzewam, że gdzieś pod koniec 2000 roku w jakieś komputerowej gazecie przeczytałem oględnie tekst o „pamiętnikach w internecie”. Albo było to gdzieś na początku 2001. Napewno przed artykułem Leszka Talki w Dużym Formacie (28 czerwca 2001). Po lekturze tekstu, pewnie jak kilkanaście (kilkadziesiąt?) tysięcy innych ludzi wklepałem adres blog.pl w poszukiwaniu podobnych intryg i ludzkich dramatów na jakie trafił i opisał Talko. Trafiłem na jakiegoś bloga nastolatki opisującej, jak to zrzygała się w tramwaju podczas powrótu z imprezy. Szybko straciłem zainteresowanie, do tego nabyłem przekonania, wraz z Gawrysiem, kumplem z klasy, że posiadanie bloga o kształcie sekretnego pamiętnika, którego pokazujemy całemu światu, jest nieco głupie. Ma w sobie coś z eksibicjonizmu. Ogólnie rzecz biorąc nie wciągneło mnie to zbytnio i nie stałem się czytelnikiem żadnego pamiętnika.

Oczywiście do czasu, czyli tak do 2002 roku, gdy natrafiłem na bloga, którego jedną ze stałych czytelniczek była Marta. Nie czytałem go dlatego, że ona go czasem komentowała, jednakże to dzięki niemu się poznaliśmy. Pewnego dnia wykonała do niego świetny leyout, a ja urzeczon, wysłałem jej gratulacyjnego maila, jaki to ładny wystrój zrobila. Aktualnie jest on nieco zgwałcony przez właścielkę tamtego bloga, która pisze na nim do dziś. Tak też był to pierwszy dziennik, którego zostałem czytelnikiem, potem czytałem sobie blog Marty, ale bez specjalnych uniesień, mimo wszystko.

Jest jakiś sensowny synonim do słowa „blog”, żeby nie musiało się ono powtarzać w każdym zdaniu tego tekstu?

I tak na dobrą sprawę, jedyny blog, który naprawdę mnie pochłonął był dziennik Inderdictora, faceta, który przebywał w Nowym Orleanie gdy miasto zdewastował huragan Katrina. Zatopione miasto, były wojskowy pracujący jako zarządca krzyzysowy jakiejś firmy internetowej, walka o elektryczność, bandy szabrowników. Mnóstwo zdjęc i tysiące odwiedzających. To było niesamowite. Potem, gdy sytuacja w mieście ustabilizowała się, jakoś przestałem się interesować stroną. Teraz chyba nie ma niestety dostępu do notek z tamtego okresu. Szkoda.

Na dobrą sprawę, to nie jest mój pierwszy blog. Miałem wcześniej jeszcze dwa, które zamykałem w momencie gdy orientowałem się, że za dużo w nich emocjonalnego jęczenia, którego pełno było na innych stronach. Na jednym przeprowadziłem brawurowy poradnik pt „Jak zmienić gripa do deskorolki”. Nie wiem czemu, ale Marta ciągle się z tego śmieje. W sumie czas trwania tych blogów był ograniczony do dwóch-trzech miesięcy. Wzbraniałem się po prostu przed pamiętnikowym smęceniem. A gdzieś tam za moimi plecami najwyraźniej ewulowała natura samych blogów, zresztą pisał o tym ostanio Czerski. No ale w sprawach blogosfery lepiej orientuje się Marta. A wspomniany wcześniej Gawryś, wyzywający niegdyś autorów blogów od idiotów, założył własnego jakiś czas temu.

Aktualnie mam zrssowanych parę blogów „specjalistycznych”, tych osobistych się wystrzegam, wolę obyczajowy komiks lub książkę. No i mam pewną gwarancję, że żaden z autorów tych pierwszych nie wpadnie do mnie z notką typu „uuu świetny bloguś, zaprszam do mnie!!!!!!!! zostaw nocie!!!” itp. Z tego też względu unikałem serwisów blogowych, wolę mieć większą swobodę w konfiguracji strony. DIY w końcu kurcze blade.

varia

komentarzy 6

  • Dawno, dawno temu także straszliwie wyśmiewałam ludzi posiadajacych blogi. Sama idea posiadania „tajnego” pamiętnika pokazywanego całemu światu wydawała mi się cokolwiek abstrakcyjna. No bo gdzie tu sens, tak na dobrą sprawę? Znałam ludzi, którzy chwalili się posiadaniem „strony internetowej” (szumna nazwa), jednak rozpaczliwie bronili się przed podaniem jej adresu znajomum z „rijel łerd”. Phew. No ale, wyszło jak wyszło, miałam do tej pory dwa blogi. I podejrzewam, że taka kolej rzeczy/ewolucji(?) jest normalna dla większości urzytkowników internetu ;)

  • No ale też widzisz, teraz w czasach grona, myspace i serwisow blogowych, umarla chyba niemalze instytucja „strony domowej”. niektorym do szczescia wystarcza nawet konto na fotka.pl:)

  • “Jak zmienić gripa do deskorolki” – mmmahahahahahaa ktos tu jest ubersłodziakiem.

  • No ja nadal nie wiem, co jest takiego zabawnego w zmienianiu gripa do deskorolki, no naprawde nie wiem.

  • robweiller

    A kekomiks liczy się jako blog? Bo w sumie przewijaly sie w nim takie elementy.

    Wrzucaj notke o gripie do deskorolki, ziom.

  • no niby tak, w sumie.

    witaj rob.

Dodaj komentarz