Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Lost At Sea: Zagubiona Dusza


papier · komentarze 3

zg1.jpg

Malleya, jak się okazało, znałem już wcześniej, wielokrotnie będąc gościem jego internetowej galerii, na którą trafiłem oczywiście przez stronę Flighta. Jednak aby być szczerym, skojarzyłem go dopiero gdy zerknąłem na tył komiksu, już po zakończeniu pierwszej lektury. Tak czy siak, gdy pierwszy raz dowiedziałem się, że startujące na naszym rynku wydawnictwo Timof i Cisi Wspólnicy planuje wydanie tego komiksu, postanowiłem, że muszę to mieć. Głównie kierowany przeczuciem, które jak się okazało, szczęśliwie mnie nie zawiodło.

Po prostu uwielbiam takie klimaty. Amerykańska prowincja, grupa znajomych w samochodzie gdzieś na szosie. Heh, Motyw Drogi. Główną bohaterką komiksu jest osiemnastoletnia Raleigh, Kanadyjka, która wybrała się do Kalifornii w odwiedziny do chłopaka. Pierwszy raz spotykamy ją już w drodze powrotnej, w samochodzie przypadkowo spotkanych znajomych z ogólniaka. Wszyscy są świeżo po maturze, dorosłe życie przed nimi, a ta podróż jest dla nich swego rodzaju inicjacją. Jednakże zanim Relaigh poczuję się dorosła, musi rozwiązać pewien mały egzystencjalny problem. Musi znaleźć swoją duszę.

Zagubiona Dusza

Relaigh w szkole była typową cichą, szarą, spokojną dziewczyną. Taką od której pożyczasz czasem długopis, a gdy wejdziesz do klasy i nikogo poza nią tam nie ma, to mówisz jej cześć. Żyjąc w swoim własnym świecie stała się tłem dla innych uczniów. Przypadek, który sprawił, że spotkała grupę znajomych ze szkoły zmusza ją do przełamania się i otworzenia na rówieśników. Towarzysze podroży, Stephanie, Dave i Ian, szybko ją akceptują i pozwalają się otworzyć. W końcu, postanawiają pomóc jej w poszukiwaniu utraconej duszy, która, jak uważa Relaigh zabrał diabeł w zamian za sukces jej matki i umieścił ją w… kotach.

Zagubiona Dusza

Bo to jest komiks idealny dla Marty. Jest w nim całe morze kotków. Ona uwielbia kotki. Ja też, o ile nie są jej kotem – psychopatą. To jest nowy ulubiony komiks Marty, jak tylko zdążę go jej pokazać wreszcie.

Żulczyk napisał, że ta historia jest banalna i prosta. I na tym polega właśnie cały jej urok. Dosyć oszczędne rysunki Malleya budują nastrojowy i kameralny klimat. Patrzę na ten komiks i myśle sobie, że niczego w nim nie brakuje, jest dokładnie taki jaki powinien być, abym mógł ciągle gadać o nim ze znajomymi. Mimo że po trzech przeczytaniach i pożyczeniu go siostrze albumik zaczął się rozklejać.

No i mój egzemplarz jest w limitowanej wersji z kredową okładką. Która mi nie przeszkadza, w żadnym wypadku.

papier

komentarze 3

  • ale ja oprocz kotkow uwielbiam pieski, o ile nie sa smrodziakami obrosnietymi tona siersci, o! ciach! zemsta!

  • mozesz sciemniac, i tak wiem, ze uwielbiasz mojego psa.

  • Zgadzam sie, to wspaniały komiks i jeden z najoryginalniejszych, który do mnie trafił prosto w serce.

Dodaj komentarz