Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Mad Max


film · komentarze 4

Wczoraj wreszcie, po paru latach wyczekiwania obejrzałem pierwszą część Mad Maxa. Z niezrozumiałych względów w telewizji zawsze puszczano część drugą i trzecią a pierwszą opuszczaną. Zbyt ciężki klimat? Być może, bo brutalniejsza była chyba jednak część druga. Jakiś miesiąc temu film wydała Gazeta Wyborcza, jednakże dowiedziałem się o tym nieco za późno, ale koniec końców udało mi się dorwać płytę u straganiarzy z warszawskiego Centrum. No i obejrzałem, razem z Martą. Mieszane uczucia.
Every saga has a begining

Nie pamiętam już szczerze powiedziawszy, z czym zetknąłem się po raz pierwszy, czy z Mad Maxem 2 czy może pierwszą częścią Fallouta. Wiem, że na samym początku była na pewno recenzja Quarantine 2 w Secret Service, która musiała poruszyć temat MM jednakże w samego Road Warriora nie grałem. Dodając do tego jeszcze fakt, że mój ojciec lubił MM, oczekiwałem możliwości obejrzenia czegokolwiek z cyklu ze sporą niecierpliwością. Tak czy siak postapokaliptyczny klimat szybko przypadł mi do gustu. Może nie jestem nadzwyczajnym fanem serii Fallout, ale jak pewnie większość, bardzo ceniłem ją za takie a nie inne realia. A MM2 był solidnym filmem mrocznego kina akcji. Ostatnio zresztą tak się złożyło, że TVN przypomniał drugą i trzecią część. Ostatnia mowiąc szczerze obejrzałem po raz pierwszy od paru dobrych lat.

I zapłakałem

MM3 ma postapokaliptyczny klimat. Ma zdegenerowane społeczeństwo przyszłości. Ma Mela Gibsona. Ma nawet Tinę Turner, która nie była taka zła jakby mogli niektórzy podejrzewać. Ale nie zmienia to faktu, że „Pod kopułą gromu” jest słabym filmem, który według mnie urywa się w połowie i zostaje mu doczepiona dziwna wariacja na temat Piotrusia Pana i z kina akcji staje sie familijnym kinem przygodowym z wrzeszczącymi bandytami dającymi okładać się patelnią w iście slapstickowym stylu. Podobno winę za to ponosi Hollywood, które położyło łapę na tytule i zgwałciło jego kameralny australijski klimat. Tak czy siak, poczułem się oszukany i jeszcze silniej postanowiłem szukać części pierwszej.

I się zdziwiłem

Najpewniej gdybym nie słyszał nic wcześniej o Mad Maxie, Falloucie, całej tej „postapokaliptycznej nuklearności”, to bym w ogóle nie pomyślał, że pierwsza część MM może należeć do tego gatunku. Spodziewałem się czegoś w stylu MM2. Pustyni, pyłu, walki o ropę. Tymczasem oryginalny MM okazał się jedynie preludium do całego gatunku, opisem wycinku schyłku cywilizacji. W gruncie rzeczy, film mógłby opowiadać o wydarzeniach rozgrywających się gdzieś na zubożałej prowincji i nie byłoby czuć różnicy. A tak oglądałem świetny 30 letni film z ciągłym poczuciem, że czegoś mi brakuje. To w gruncie rzeczy nie jest film o zemście, raczej o starej czeluści która patrzy na nas gdy my patrzymy na nią. I oczywiście musimy na to uważać.

Odhaczyłem kolejną pozycje na mojej liście kultowych filmów do obejrzenia i chyba zainteresuje sie The Fall – Last Days Of Gaia. Bo na filmy chyba nie mam co liczyć.

film

komentarze 4

  • Sama jeszcze nie widziałam pierwszego MM, także dziwi mnie, dlaczego stacje telewizyjne jakoś boją się tego filmu. Pewnie również przejdę się po straganach.
    Moim zdaniem MM należy do tego specyficznego rodzaju filmów „kultowych” – jak saga o nieśmiertelnym, terminator etc. Popkultura sprzed trzydziestu lat. Czasami być może wciaż aktualna. Za następne trzydzieści lat czymś takim będzie pewnie Matrix i LOTR.

  • wojewoda

    hym hym, pamiętam, że kiedyś MM widziałam, ale to było neony temu. Może warto powrócić? Tak z sentymentu.:)

    p.s. błagam, popraw „odCHaczyć” na „odHaczyć”:):):)
    to takie wiesz – zboczenie zawodowe;)

  • no dopsz, poprawilem

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz