in telewizja

Smutna mina Anny Powierzy

Notkę miałęm zacząć od pośmiewywania się z Anny Powierzy, że przecież z niej taka aktorka jak ze mnie, że albo gra Czesie w Klanie, albo domine w lateksie w jakiejś niskobudżetówce. Nie żebym ja występował jako Czesia, czy domina. Tak czy siak, niesiony na pierwszej fali refleksji, doszedłem do wniosku, że ten serial jest tak słaby, właśnie przez Powierzę. To było, szczerze mówiąc, pójście na skróty. Ale, mimo, że ma w swojej filmografii głównie epizody, a jej rola w „Kochaj mnie kochaj” to pierwsza w życiu rola pierwszoplanowa, to stanowi ona najjaśniejszy punkt tego serialu. Mimo wszystkich słabizn jej gry aktorskiej. To w takim razie ten serial jest aż tak beznadziejny?

Polsat ma długą tradycję, panicznego i nieprzemyślanego reagowania na pomysły TVNu. Tam gdzie stacja Waltera wykorzystuje formaty którymi widzowie na zachodzie już się przejedli, tam Polsat, w odruchu leminga, skacze w przepaść z programem własnego pomysłu. Tam gdzie TVN miał Milionerów, Polsat też wypuścił naprędce sklecony teleturniej. Już nie pamiętam jak dokładnie się nazywał, ale był prowadzony przez Ibisza. Co w sumie nie ułatwia identyfikacji hm.

O, jednak Wikipedia czasem się do czegoś nadaje, chodzi o „Życiową szansę”.

Tam gdzie TVN wypuścił Big Brothera, Polsat popełnił Dwa Światy i dopiero zakup licencji na Bar, przyniósł wyrównanie stawki. Odpowiedzią na „Dzieciaki z klasą” było „Eureko ja to wiem!”, o tyle pocieszne, że nagrody sponsorował koncern Eureko. Na „Taniec z gwiazdami” Polsat odpowiedział „Showtimem”, a ja nadal nie rozumiem, o co chodzi w tych programach. A gdy TVN wypuścił Magdę M. Polsat potrzebował serialu o „młodych zdolnych niezależnych z perypetiami serialowymi”.

Taka też jest, moim zdaniem, geneza powstania „Kochaj mnie kochaj„.

Magda M, zaczyna się starym hitem jakim jest „Pomaluj mój świat”, no to KmK otwiera „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” i to o zgrozo, w wykonaniu oryginalnym, Trubadurów. Bohaterką obu jest młoda, niezależna Polka, realizująca się w „modnym” zawodzie. MM nie oglądam za bardzo, odpadłem po kilku odcinkach przerażony Joanna Brodzik, albo jej fryzurą, już sam nie wiem czym bardziej. Tak też gdy Polsat zaczął promocję KmK, stwierdziłem, że co tam, dam im szansę.

Oczami wyobraźni, widzę grupę szalonych naukowców stojących nad kotłem. Widzę jak obradują, wrzucają składniki. Seks w wielkim mieście, Ally McBeal, Gotowe na wszystko, dużo humoru z zeszytów szkolnych, grupa serialowych aktorów i nieco starej gwardii (Szapołowska eteryczna oraz Zborowski paniczny, Ziętek zrezygnowana). Wymieszać i uciekać. Tak też chyba się stało, scenarzyści za pieniądze z tej chałtury uciekli do Ameryki Południowej i korzystają z argentyńskiego programu zmiany tożsamości, przetestowanego wcześniej przez nazistów.

KmK w swojej nieporadności przypomina mi pierwszy sezon „Czego boją się mężczyźni, czyli seks w mniejszym mieście” z Cezarym Pazurą, też Polsat. Pierwsza seria była koszmarna, za drugą wzięła się nieco inna ekipa i dało się to oglądać. Serio. Były cycuszki. No a KmK na razie jest straszne. Założenia są proste: mamy grupę młodych Polek i ukazujemy ich zmagania uczuciowe, ale nie tak, żeby wyszła z tego telenowela, ale żeby było śmiesznie. Niestety, logika scenarzysty doprowadziła do tego, że to co odróżnia ten serial od telenoweli to większe wywracanie oczami (nawet więcej niż robi to Marcin Bosak i Anna Mucha w M jak Miłość!) oraz rzucanie komuś w twarz ciastem. Jest drętwo.

Powierza jest znośna, Sieńczyłło nie wiem czemu w każdej scenie jest w innej peruce, Walesiak jest tak straszna, jak jej wątek miłosny. Znajomy z internetu przyjeżdża do postaci którą ona odgrywa, i nie dość, że nie chce z nią uprawiać seksu, to jeszcze się onanizuje przed hentaiami i każe sobie rysować komiks. Zgroza, zgroza. Ona jest nawet straszniejsza od odgrywającego główną role męską Błaszczyka! Choć w sumie, on sam jako aktor nie jest taki zły.

Powierza wywraca oczami, komentuje bezpośrednio do kamery niektóre sceny z miną mówiącą „wdepnęłam w bagno, wyciągnijcie mnie z niego! chce uciec! chceuciec!”. Jedną z niewielkich zalet serialu jest fakt, że nie rozgrywa się po raz tysięczny w Warszawie/Krakowie/Wrocławiu ale w Sopocie, taka miła odmiana.

Tak czy siak, mimo dosyć sporej kampanii reklamowej, nie udało się przykuć uwagi większej ilości telewidzów do serialu. Gwóźdź do trumny przybiła dwójka, rozwijając w czasie środowej emisji KmK żagle przepotężnej fregaty TVP „M jak Miłość”. Polsat albo ucieknie na inny termin, albo zarzuci pomysł, albo zatrudni innego scenarzystę,reżysera, operatora. No wszystkich! Nawet faceta od cateringu. Powierza może zostać.

Skomentuj

Comment

  1. przyznam sie, ze chyba jakaś zaćma mi padla na oczy, ze wczesniej sie nie zorientowalam, ze masz blogaska. szalonego calkiem. ale zeby ogladac seriale?

  2. Dobra, kuźwa, koniec tego. Nie pamiętałem tego serialu i żałuję, że go sobie przypomniałem.

    Pieprzę ten wasz konkurs. I tak nie lubię gier komputerowych.